Narodowe Siły Rezerwowe - pomysł na wzmocnienie armii

Rząd chce powołać Narodowe Siły Rezerwowe. Byłaby to zapasowa 10-tysięczna armia złożona z dobrze opłacanych ochotników, którzy powoływani byliby do wojska nawet na trzy miesiące w roku.
NSR, o którym pisze dzisiejszy "Dziennik", ma być sposobem na utrzymanie w wojskowej kondycji obywateli w sytuacji, kiedy nie stać nas na utrzymanie dużej armii zawodowej. Na początek mówi się o 10-tysięcznej armii, ale padała też liczba 30 tys. rezerwistów. Właśnie oni mieliby wspomóc armię w potrzebie militarnej, ale bardziej liczy się na ich aktywność np. w sytuacji klęsk żywiołowych.

Ale przede wszystkim rezerwiści mieliby ćwiczyć, bo wojskowi nie wykluczają, że NSR mógłby brać udział w misjach pokojowych czy w operacjach antyterrorystycznych. Szkolenie miałoby trwać od miesiąca do trzech w roku. W tym czasie cywile mieliby być urlopowani ze swoich miejsc pracy, za co pracodawcy otrzymywaliby maksymalnie nawet 2,5-ktotność pensji w sektorze przedsiębiorstw. A za dzień ćwiczeń nawet 266 zł. Przez ten czas pracodawca udzielałby pracownikowi bezpłatnego urlopu.

Z kolei zatrudniony przez armię dostawałby pensję, a jeśli w cywilu dostawał więcej, to wojsko pokrywałoby tę różnicę. Na ten cel rząd chce przeznaczyć 110 mln zł.

Kontrakt ma być podpisywany na okres od 2 do 6 lat. W tym czasie pracodawca nie mógłby zwolnić etatowego pracownika, co już budzi kontrowersje wśród tych pierwszych.