Na ścieżki rowerowe z prawdziwego zdarzenia, tj. z wydzielonego pasa jezdni, Łódź wyda w najbliższym czasie 2,5 miliona złotych. Powstanie 2,5 kilometra nowej trasy. To niewiele.
Dlatego urzędnicy wybierają tańszy wariant. Przystosowują chodniki. - Chwalić się za bardzo nie ma czym - przyznaje Włodzimierz Maciejewski z łódzkiego Zarządu Dróg i Transportu. - Tam, gdzie są szerokie chodniki o nawierzchni bitumicznej, kosztem niewielkich przeróbek można zbudować więcej dróg - kalkuluje. - Pan jeździ po tych ścieżkach? - pytam. - Próbuję, chociaż unikam tych w centrum miasta. Nie kręcą mnie - nie owija w bawełnę.
Ścieżki są prawdziwą zmorą rowerzystów. - Piesi denerwują się, że jeździmy po chodniku. Ale co mamy zrobić, skoro tu jest nasza ścieżka - pyta 12 letni Kamil. - Czasem kogoś się potrąci - przyznaje.
Łukasz Kamiński ze stowarzyszenia Rowerowa Łódź ocenia, że aby po Łodzi jeździło się bez przeszkód, rocznie musiałoby powstać 20 kilometrów ścieżek. Po tych, które już są, jeździ się fatalnie - przyznaje. - Niewygodna nawierzchnia z kostki brukowej, często nierównej, ostre zakręty, nieprzystosowanie do jazdy z normalną prędkością - wymienia ich największe wady. Dobra
ścieżka rowerowa pozwala jechać bezpiecznie, szybko i wygodnie. Tak jest w Gdańsku - dodaje.