W ostatnich dniach kanadyjscy badacze przedstawili wyniki dochodzenia, z którego wynikało, że sieć cyber-szpiegów, pochodzących głównie z Chin, włamywała się do komputerów zawierających poufne dokumenty należące do rządów i organizacji prywatnych w 103 krajach, w tym do komputera Dalajlamy i tybetańskich uchodźców.
Kiedy hakerom udawało się włamanie, instalowali złośliwe oprogramowanie, za pomocą którego pobierali poufne dokumenty.
Pekin potraktował zarzuty jako "część kampanii, godzącej w dobre imię Chin". Jak powiedział we wtorek rzecznik chińskiego MSZ Qin Gang, konkluzje raportu kanadyjskich badaczy to nic innego jak "relikt zimnej wojny" i wirus "chińskiego zagrożenia", mający szkodzić Chinom.
Pekin jest zdecydowanie przeciwny działalności przestępczej w internecie - zaznaczył rzecznik MSZ na spotkaniu z dziennikarzami.