Sikorski podkreślił, że "nie tak łatwo jest upilnować wody Oceanu Indyjskiego - piraci są bezwzględni, stosują niekonwencjonalne metody". Nic mi nie wiadomo o żądaniach okupu wysuniętych przez porywaczy - powiedział szef polskiej dyplomacji.
Zapewnił, że Polska prowadzi "wszelkie działania dyplomatyczne i konsularne, jakie w tego typu przypadkach prowadzą inne kraje". Dodał, że główna odpowiedzialność za rozwiązanie sytuacji leży po stronie właściciela statku i armatora.
Również rzecznik MSZ Piotr Paszkowski powiedział w piątek, że nadal nie ma potwierdzonych informacji, że porywacze statku wysunęli żądania. Dodał, że strona norweska powołała sztab kryzysowy, który m.in. pozostaje w kontakcie z operującymi w regionie jednostkami floty amerykańskiej i rosyjskiej.
Negocjacje z piratami nie będą prawdopodobnie ujawniane Szefowa biura prasowego MSZ Alicja Rakowska powiedziała PAP, że prawdopodobnie informacja o okupie i żądaniach porywaczy nie będą ogłaszane. Podkreśliła, że stroną w rozmowach z piratami jest armator, który chce tę sprawę prowadzić samodzielnie, bo - jak dodała - przy tego typu sprawach ważne jest, by był jasny przekaz dla piratów.
- W przypadku porwań dla okupu stroną jest armator, który będzie wypłacał pieniądze, a nie państwa, przez fakt, że na pokładzie statku są obywatele różnych krajów - mówiła Rakowska.
Zaznaczyła, że należy się spodziewać, iż nie wszystko będzie przez armatora ogłaszane, bo nie zależy im na tym by podbijać stawkę i by negocjacje się przeciągały, gdyż wtedy wzrasta ryzyko dla samych porwanych.
Jest śledztwo ws. porwanych Polaków Szczeciński wydział Prokuratury Krajowej wszczął w piątek śledztwo w sprawie porwania pięciu Polaków - poinformowała szefowa tego wydziału Renata Pietrzak.
Zaznaczyła, że będzie to odrębne śledztwo, niepołączone z prowadzonym od listopada ub.roku także w Szczecinie postępowaniem dotyczącym porwania saudyjskiego tankowca "Sirius Star".
Porwanie statku "Bow Asir" Norweski statek "Bow Asir", pływający pod banderą Wysp Bahama, został uprowadzony w czwartek rano niedaleko wybrzeża Somalii. Na pokładzie statku, oprócz pięciu polskich marynarzy, jest 19 Filipińczyków, Rosjanin, Litwin, a także norweski kapitan.
Przedstawiciel firmy Salhus Shipping, Per Hansen powiedział w rozmowie z AP w piątek, że statek zmierza na północ, a jego kurs ustalono na podstawie zdjęć satelitarnych.
Zaznaczył, że nie ma informacji, by ktoś z członków załogi był ranny. Armator poinformował też, że nie otrzymał jeszcze żądania okupu.
Jak poinformowano, ostatni raz z załogą tankowca udało się skontaktować w czwartek. Armator otrzymał e-mail, według którego kontrolę nad jednostką przejęło 16-18 piratów uzbrojonych w broń maszynową. Do ataku piratów doszło ok. 460 km na wschód od Kismayo, portu na południu Somalii. Statek przewoził ładunek ok. 20 tys. ton produktów chemicznych.
W oświadczeniu zamieszczonym w piątek na swojej stronie internetowej gdańska firma Stan Shipping Agency Ltd. poinformowała, że czterech z pięciu polskich marynarzy znajdujących się na tankowcu "Bow Asir", zostało zatrudnionych za jej pośrednictwem.
"Natychmiast o zaistniałym fakcie zostały poinformowane rodziny porwanych marynarzy oraz
Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Agencja nasza jest w stałym kontakcie z armatorem i z rodzinami porwanych" - napisała firma w oświadczeniu dodając, że ze względu na bezpieczeństwo porwanych osób nie będzie udzielać żadnych dodatkowych informacji.
"Bow Asir" został uprowadzony zaledwie kilka godzin po porwaniu innego statku "Nipayia", należącego do greckiego armatora. Jednostka pływająca pod banderą Panamy, z 19 osobami załogi, została porwana ok. 830 km na wschód od Kismayo.