Ludwik Dorn domaga się przeprosin, 1 zł dla siebie i 5 tys. zł na cel społeczny od Jarosława Kaczyńskiego. Za wypowiedź, że były marszałek Sejmu nie płaci alimentów. W warszawskim sądzie okręgowym ruszył cywilny proces wytoczony przez Dorna. Dziś zeznawać miał wicemarszałek Krzysztof Putra. Sąd zdecydował o utajnieniu rozprawy.
- Do czasu zakończenia procesu nie będę wypowiadał się poza salą sądową - to jedyne co Ludwik Dorn miał do powiedzenia dziennikarzom czekającym w sądzie. Z dziennikarzami nie chcieli też rozmawiać ani Jarosław Kaczyński ani powołany na świadka wicemarszałek Sejmu Krzysztof Putra. Proces odroczony do 9 kwietnia. Wtedy zeznawać mają Ludwik Dorn i Jarosław Kaczyński .
Jak donosi reporterka Radia TOK FM na wniosek pozwanego - Jarosława Kaczyńskiego - dziś sędzia Halina Plasota utajniła rozprawę.
Pełnomocnik Dorna, mec. Agnieszka Metelska, ujawniła że zaproponowano prezesowi Prawa i Sprawiedliwości ugodę. Ale Jarosław Kaczyński nie zgodził się na przeprosiny w radiowych "Sygnałach dnia".
Były marszałek Sejmu zarzuca prezesowi PiS-u, że działając z premedytacją uruchomił lawinę wypowiedzi polityków partii, co w konsekwencji doprowadziło do usunięcia go z Prawa i Sprawiedliwości. Wszystko odbyło się według Dorna w aurze potępienia go jako osoby uchylającej się od wypełniania obowiązków rodzinnych. Na tym lista zarzutów nie kończy się. Kolejny to odzieranie z prywatności poprzez świadome rozpowszechniania informacji, jakoby Dorn nie płacił alimentów na trzy córki. Ludwik Dorn nigdy nie zalegał z płaceniem alimentów i Jarosław Kaczyński dobrze o tym wiedział - twierdzą prawnicy byłego marszałka Sejmu.