W odpisach wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie przekazanego stronom postępowania zabrakło tak istotnych elementów jak kwalifikacja prawna czynu gen. Kiszczaka. - Skala i rodzaj tych uchybień uniemożliwia kontynuowanie procesu w oparciu o zasady rzetelności - ocenił przewodniczący składu sędzia Sądu Apelacyjnego Jerzy Leder. Sędzia zasugerował, że winni powinni zostać ukarani. Jak informuje reporterka Radia
TOK FM sędzia Leder kilkakrotnie wymienił nazwisko sekretarz sądu, która przygotowała odpisy.
Za wyrok, uzasadnienie, czy odpisy tych dokumentów zawsze odpowiada sąd - mówi portalowi Gazeta.pl znany warszawski adwokat, Marian Hilarowicz. Mogą się zdarzyć literówki, zrobione przez sekretarkę i niezauważone przez sędziego, ale nie takie błędy jak brak podstawy prawnej - mówi mec. Hilarowcz. To się nie nadaje do komentowania - dodał.
Pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych, mec. Maciej Bednarkiewicz, zasugerował że w sądzie okręgowym prawdopodobnie przygotowano kilka wersji wyroku i stronom wysłano błędne. Jego zdaniem z powodu błędu sprawa może przedłużyć się o około 2 miesiące.
Sąd I instancji - sprawa przedawniła się W lipcu ubiegłego roku Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że sprawa gen. Kiszczaka oskarżonego o przyczynienie się do śmierci 9 górników z "Wujka" przedawniła się w 1986 r. Według aktu oskarżenia Kiszczak umyślnie sprowadził "powszechne niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia ludzi", wysyłając 13 grudnia 1981 r. szyfrogram do jednostek milicji, które pacyfikowały zakłady strajkujące po wprowadzeniu stanu wojennego. Śledczy uważali, że niezgodnie z prawem generał przekazał swoje uprawnienia do wydania rozkazu użycia broni dowódcom jednostek. Warszawski sąd uznał, że gen. Czesław Kiszczak działał nieumyślnie. Apelację złożyła katowicka prokuratura i oskarżyciele posiłkowi - górnicy z "Wujka".