Według nieoficjalnych doniesień z Chin, powodem blokady miało być umieszczenie w portalu
filmów ukazujących przemoc chińskich żołnierzy wobec mieszkańców Tybetu. Filmy zostały opublikowane prawdopodobnie przez tybetańskich uchodźców. Drastyczne sceny ukazują świeckich i duchownych Tybetańczyków, którzy są bici, kopani i podduszani przez chińskich żołnierzy. Niektórzy są nieprzytomni, inni mają związane ręce. Czas i miejsce tych zdarzeń nie zostały potwierdzone.
Korespondenci donoszą, że wkrótce po tej publikacji chińscy internauci nagle stracili dostęp do serwisu You Tube. Rzecznik rządu nie potwierdza, czy za decyzją o blokadzie stoją władze w Pekinie. Chiny są jednak od wielu lat oskarżane o cenzurowanie Internetu.
Na jednym z ujwanionych niedawno filmów widać jak chińska
policja i wojsko bije związanych i skutych kajdankami więźniów. Drugi film jest prezentacją ran innych więźniów, otrzymanych w trakcie tortur. Z powodu drastyczności zdjęć Gazeta.pl nie prezentuje drugiego filmu.
"Nie boimy się internetu" - Wiele osób odnosi błędne wrażenie, że chiński rząd obawia się internetu. W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie - oświadczył rzecznik MSZ Qin Gang. Fakt, że w Chinach jest 300 milionów użytkowników sieci internetowej dowodzi, iż "internet w Chinach jest wystarczająco dostępny, jakkolwiek konieczne są także uregulowania prawne, mające przeciwdziałać zamieszczaniu w sieci szkodliwych treści czy informacji, zagrażających bezpieczeństwu narodowemu" - dodał. Zapytany o kulejący już od początku marca dostęp do YouTube, rzecznik odrzekł, iż nic mu nie wiadomo o blokadzie.
"Niemoralne treści" Od stycznia w Chinach trwa kampania przeciwko "pornograficznym i niemoralnym" treściom na portalach internetowych, w tym m.in. na stronach takich wyszukiwarek jak
Google czy działającej od 2000 roku chińskiej Baidu. W ramach tej akcji Chiny ogłosiły, iż mają prawo blokować strony internetowe zawierające treści według chińskiego prawa nielegalne. Regularnie blokowane są strony, które władze uznają za nieprawomyślne, zwłaszcza witryny o Tybecie lub z krytyką rządzącej partii komunistycznej. Faktycznym celem jest przede wszystkim zwiększenie cenzury internetowej przez władze chińskie.
Liczące 1,3 mld ludności Chiny mają najwięcej na świecie użytkowników internetu.