Według dziennika, PO i
PSL nie potrafią się porozumieć w sprawie elektrowni jądrowych.
Szefowi rządu zależy, by pierwsza powstała do 2020 r. Wicepremier Pawlak woli postawić na oszczędzanie prądu i odnawialne źródła energii np. z biogazu produkowanego z kukurydzy. Ambitny plan, możemy nie zdążyć Trzeba jednak zmienić mnóstwo ustaw, wybrać miejsce na elektrownię, przekonać lokalną społeczność. Czasu jest mało. Zdaniem większości ekspertów 2020 r. to bardzo ambitny termin. Bardziej realny jest 2023 lub 2025.
Kandydatem Pawlaka na pełnomocnika rządu ds. budowy elektrowni jądrowych jest prof. Żmijewski - uchodzący za przeciwnika energetyki jądrowej. Donald Tusk nie chce podpisać tej nominacji od stycznia.
Ekspert, ale nie za atomem Żmijewski to specjalista w dziedzinie energetyki, wykłada na Politechnice Warszawskiej, był prezesem Polskich Sieci Elektroenergetycznych (państwowej firmy zawiadującej sieciami energetycznymi).
- To nieprawda, że jestem całkowicie przeciwny energetyce jądrowej, ale uważam, że nie można podchodzić do tego na hura. W każdym razie oszczędzanie energii powinno być priorytetem. - mówi "Gazecie" sam Żmijewski.
W zeszłym roku prof. Żmijewski pisał w "Gazecie", że energetyka jądrowa to "miraż" i "atomowy kwiatek do kożucha".
PO i naukowcy mają innego kandydata - wicedyrektora departamentu energetyki jądrowej w Ministerstwie Gospodarki Tomasza Jackowskiego. Według "GW", apetyt na stanowisko ma też wiceminister gospodarki Adam Szejnfeld. Ale na nich nie zgadza się Pawlak.
Żmijewski: wybór polityczny Szef kancelarii premiera Tomasz Arabski powiedział "Gazecie", że Tusk z Pawlakiem mają w najbliższych dniach rozmawiać o tej sprawie. - Także o Żmijewskim. Umówili się, że znajdą kandydata, który zagwarantuje, że przygotowanie i realizacja projektu energetyki jądrowej będą przebiegały w Polsce szybko - mówi Arabski. "Teoretycznie Tusk może powołać pełnomocnika bez oglądania się na Pawlaka. To jednak mało prawdopodobne. - Ze względu na ostatni kryzys w koalicji nie postawi sprawy na ostrzu noża. Nie będzie drażnił Pawlaka - mówi nasz rozmówca z rządu. - A Pawlak znowu weźmie Tuska na przeczekanie, tak jak było z Joanną Strzelec-Łobodzińską. I Tusk w końcu będzie musiał ustąpić" - czytamy w "Gazecie Wyborczej".