We wtorek, drugiego dnia procesu Jozefa Fritzla, wiceprezes i zarazem rzecznik sądu krajowego w Sankt Poelten Franz Cutka potwierdził, że ostatnie wystąpienia obrony zaplanowano na czwartek rano, a wyrok może zostać ogłoszony tego samego dnia po południu. Czyli cały proces potrwa zaledwie cztery dni.
Uproszczone postępowanie, dobra organizacja
- To kwestia dobrej organizacji i porządnego przygotowania sprawy - uważa prof. Andrzej Zoll, kierownik katedry prawa karnego UJ, były prezes Trybunału Konstytucyjnego oraz były Rzecznik Praw Obywatelskich. I dodaje, że w Polsce sprawy są przeciągane z rozmaitych powodów, także z winy świadków. - Czasem są to oczywiście sprawy losowe, ale zdarza się, że świadkowie notorycznie chorują i tutaj można mieć pretensje do lekarzy, którzy wypisują zwolnienia.
Były minister sprawiedliwości prof. Zbigniew Ćwiąkalski zwraca także uwagę na kwestię uproszczonego postępowania sądowego w przypadku procesu Jozefa Fritzla. - Nie przesłuchuje się tam wszystkich możliwych świadków, np. sąsiadów czy znajomych - mówi prof. Ćwiąkalski.
Sąd wysłuchał zeznań nagranych na taśmę
Prawo do złożenia zeznań miała najbliższa rodzina, ale żona Fritzla i jego sześcioro dzieci z kazirodczego związku nie chcieli z niego skorzystać. Sąd i ławnicy przez dwa dni wysłuchali 11 godzin zeznań więzionej córki Elizabeth i jej brata Haralda nagranych na taśmę filmową oraz zeznań eksperta neonatologa, który miał się wypowiedzieć w sprawie śmierci jednego noworodka. Dziś zostanie zaprezentowana ekspertyza psychiatryczna dotycząca osobowości oskarżonego.
- W Polsce taki proces trwałby pewnie rok, z uwagi na skomplikowane postępowanie dowodowe. Zeznania składa się najpierw przed policją, potem przed prokuraturą, a na końcu powtarza przed sądem - wyjaśnia Ćwiąkalski. - To wszystko można uprościć.
Procesy zapewne przyspieszyłaby także rezygnacja z czytania całego aktu oskarżenia podczas rozprawy, co często zabiera kilka godzin, a zdarza się, że i dni. - Wystarczyłoby odczytanie głównych tez oskarżenia. Przecież strony i sąd są zaznajomione z aktem oskarżenia - dodaje Ćwiąkalski.
Rozprawy rozproszone, prokuratorzy niestaranni
Zgodnie z polskim prawem w procesie karnym obowiązuje wprawdzie zasada koncentracji postępowania, ale często nie jest stosowana. Oznacza ona, że kolejne rozprawy powinny być wyznaczane w jak najkrótszych odstępach czasu, tak, jak ma to miejsce w Austrii. Niestety, polscy sędziowie prowadzą równocześnie kilka spraw. Problemem jest także brak wolnych sal, stąd sędziowie wyznaczają rozprawy nawet w odstępach kilkumiesięcznych. To z kolei powoduje, że sędzia podczas kolejnych rozpraw musi sobie przypominać dotychczasowy przebieg sprawy. Ma to wpływ na ogląd sprawy, ponieważ pewne fragmenty sędzia pamięta gorzej a inne lepiej.
Z kolei grzechem prokuratury jest często niestaranne przygotowywanie aktu oskarżenia i materiału dowodowego, który jest wówczas przez sędziego odsyłany do uzupełnienia.
- Polskiemu prawu wyszłoby na dobre uproszczenie postępowania dowodowego, w szczególności w prawie karnym. Szansa na to jest, ale oczywiście zawsze ktoś może zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego poszczególne rozwiązania, że naruszają gwarancje procesowe - dodaje Ćwiąkalski.
Sprawa jest wyjątkowa, stąd tempo
Tomasz Gaj, prawnik z Wiednia wyjaśnia - Całość materiału dowodowego została zebrana na etapie śledztwa. Przed Krajowym Sadem Przysięgłym, który rozstrzyga w sprawie, ponownie musi zostać przeprowadzone postępowanie dowodowe w całości. To przysięgli, a nie sędziowie zawodowi, rozstrzygają, czy oskarżony popełnił zarzucany mu czyn czy też nie. Przysięgli nie są zaznajamiani z treścią akt sprawy. Wyrabiają sobie pogląd w ramach prowadzonego postępowania dowodowego przed ich obliczem - tłumaczy.
- Istotnym dla przyspieszenia postępowania było to, iż ofiary przestępstwa były przesłuchane w sposób kontradyktoryjny, czyli w obecności sędziego, prokuratora oskarżonego i jego obrońcy, wiele miesięcy przed rozpoczęciem procesu - tłumaczy mecenas Gaj. - Do szybkości postępowania przyczyniło się także to, iż prokuratura dysponowała silnym materiałem dowodowym w postaci zeznań ofiar i wyników wizji lokalnej, tym nie stało się koniecznym przesłuchiwanie dalszych świadków - dodaje Gaj.