300 zł grzywny za telefon ws. dyspozytorki

Anna Gmiterek - Zabłocka, TOK FM
17.03.2009 , aktualizacja: 17.03.2009 17:00
A A A Drukuj
Student z Lublina wracał z nocnej imprezy w centrum miasta. Gdy zobaczył na chodniku pobitego mężczyznę, zadzwonił na pogotowie. Podał swoje dane i poprosił o przysłanie karetki. Odniósł wrażenie, że dyspozytorka jest pijana i powiadomił policję. Od tego momentu zaczęły się kłopoty.
Jakub kilka miesięcy temu wracał z koleżankami z Nocy Afryki - dużej imprezy kulturalnej, która odbywała się w centrum Lublina. Jechali samochodem, gdy na jednej z głównych ulic, tuż przy przystanku autobusowym zobaczyli pobitego chłopaka. Zatrzymali się, aby mu pomóc. Kuba zadzwonił na pogotowie, ale nie mógł się dogadać z dyspozytorką. - Rozmowa była dosyć dziwna. Kobieta mogła być zaspana, ale ja odebrałem wrażenie, że jest pod wpływem alkoholu - opowiada Jakub. Zadał dyspozytorce pytanie, czy nie jest pijana, na co ta - odłożyła słuchawkę.

Chłopak wykonał więc drugi telefon, tym razem na policję. Opowiedział o pobiciu i o młodym mężczyźnie, który potrzebował pomocy. Powiedział też, że dzwonił na pogotowie i że miał wrażenie, iż pracownica pogotowia prawdopodobnie mogła pić alkohol. - Słyszałam na własne uszy, jak mówił, że prawdopodobnie. Miał takie podejrzenia - Kasia, która była z kolegą dziś nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

Na miejsce pobicia nie przyjechała żadna karetka. Policjanci pojechali za to na pogotowie i zbadali pracowników alkomatem. Wszyscy byli trzeźwi. Policja uznała, że zgłoszenie Jakuba było złośliwe i skierowała sprawę do sądu. - Stanowisko policji w tej sprawie jest takie, że było to złośliwe powiadomienie o nieprawdziwym zdarzeniu - mówi sędzia Barbara de Chateau. Sąd Grodzki wydał wyrok nakazowy, na posiedzeniu: 300 zł grzywny. Jakub już się od wyroku odwołał.

Co na to policja? Potraktowała studenta tak samo jak np. sprawcę fałszywego alarmu bombowego. - Jeśli ktoś wprowadza w błąd organy ścigania musi ponieść konsekwencje - mówi Janusz Wójtowicz z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. - Nikogo nie wprowadzałem w błąd i nie robiłem niczego złośliwie - odpowiada Jakub.

Co zrobić w sytuacji, gdy mamy podejrzenie, że lekarz, policjant czy nauczyciel jest pijany? Czy dzwonić na policję czy nie dzwonić, bojąc się konsekwencji? - By powiadamić o tym, że ktoś jest pod wpływem alkoholu muszą być co do tego przesłanki - mówi Janusz Wojtowicz z policji. Jakie przesłanki? Np., że ktoś się zatacza, czuć od niego alkohol albo bełkotliwie mówi.

Tyle, że "bełkotliwa mowa", zwłaszcza przez telefon to wrażenie bardzo subiektywne. Jakub miał takie wrażenie i teraz ponosi tego konsekwencje.



Podziel się