W Łodzi swoje niezadowolenie z podpisywania przez
NFZ umów z niepublicznymi zoz-ami wyrazili przed siedzibą Funduszu. Walczą o zakaz kontraktowania prywatnych podmiotów, które - ich zdaniem - w wielu przypadkach nie spełniają wymogów konkursowych. Jako przykład podają siedzibę ratownictwa medycznego w Szamotułach w województwie łódzkim, która mieści się w kontenerze do sprzedaży ryb.
- Skoro w nazwie Funduszu jest napisane państwowe, to państwowe powinno zostać - uważa Robert Szulc, przewodniczący związku zawodowego ratowników medycznych. - Tych, którzy prowadzą własną działalność gospodarczą, nie obowiązuje większość zapisów ustawy - zauważa. - Walczymy o swoje miejsca pracy, bo większość z nas w prywatnych firmach jej nie znajdzie - dodaje.
Ratownicy zarzucają też NFZ, że faworyzuje w przetargach konkretne firmy. Chodzi m.in. o spółkę Falc - jak mówią, "pewniaka" w przetargu na świadczenie usług.
Formuła konkursu jest otwarta, mogą w niej uczestniczyć zarówno podmioty prywatne, jak i państwowe - podkreśla Beata Aszkielaniec z łódzkiego NFZ. - Nie może być mowy o tym, że Fundusz na kogoś stawia, a kogoś traktuje inaczej - zapewnia i dodaje, że nie wszyscy zwycięzcy są już wyłonieni.
Ratownicy medyczni gotowi są okupować gabinet dyrektora łódzkiego Funduszu lub gabinet wojewody. Mogą w tym liczyć na pomoc związkowców Sierpnia 80. We wtorek o swoich problemach będą rozmawiać w kancelarii prezydenta.