Fritzl zgodził się z zarzutem gwałtu, kazirodztwa i uwięzienia córki. Za te czyny grozi mu do 15 lat więzienia. Oskarżony nie przyznał się jednak do zarzucanego mu morderstwa i zmuszania do niewolnictwa. Zaprzeczył także, ze groził wpuszczeniem do piwnicy gazu, jeśli przetrzymywana tam Elisabeth i jej dzieci nie podporządkują się jego woli.
Jeśli sąd uwzględni wszystkie stawiane mu zarzuty 73-letni mieszkaniec miejscowości Amstetten spędził resztę życia w więzieniu.
To pierwsze publiczne pojawienie się Fritzla od czasu jego aresztowania. Oskarżony zasłaniał sobie twarz aktówką, gdy wprowadzano go na salę sądową. Nie reagował na pytania dziennikarzy. Adwokat Rudolf Mayer powiedział austriackiej telewizji Plus 4, że jego klient "żałuje tego, co zrobił... i jest zdenerwowany". - Powiedział mi: "Panie Mayer, boję się - relacjonował jego adwokat. Wcześniej obrońcy wnioskowali o umieszczenie oskarżonego w klinice psychiatrycznej.
- Josef Fritzl traktował córkę jak "zabawkę" i swoją własność - powiedziała prokurator Christiane Burkheiser w mowie otwierającej rozprawę. Dodała, że "rozmiar przestępstw dokonanych przez oskarżonego jest niewyobrażalny".
Fritzl: Miałem trudne dzieciństwo Sam oskarżony tłumaczy swoje postępowanie "trudnym dzieciństwem". Twierdzi, że on także był ofiarą wykorzystywania. - Moja matka mnie nie chciała. Urodziła mnie, kiedy miała 42 lata - zeznał przed sądem 73 - letni, emerytowany elektryk. - Ona nie chciała mieć dziecka. Byłem przez nią bity - mówił trzęsącym się głosem. Kiedy skończyłem 12 lat postanowiłem, że już nigdy więcej mnie nie uderzy - kontynuował. Podkreślił, że matka nigdy nie okazywała mu ciepłych uczuć, a ojciec "rzadko się nim interesował". - Ona sama nie miała łatwego życia. Dorastała na wsi i musiała pracować odkąd skończyła 8 lat - dodał.
"Proces stulecia" W obawie przed zamieszkami sąd Sankt Poelten jest silnie chroniony. Oskarżony jest otoczony kordonem policjantów. Funkcjonariusze stoją także przed ławami dla publiczności.
Wyrok najprawdopodobniej zapadnie w najbliższy piątek. Rozprawę zaplanowano na pięć dni, jednak wobec przyznania się oskarżonego do winy może on zostać skrócony.
Procesowi towarzyszy ogromne zainteresowanie dziennikarzy. Austriackie media nazwały go "procesem stulecia". Przed budynkiem sądu krajowego w Sankt Poelten oczekuje kilkuset dziennikarzy z całego świata. Pojawiła się także grupa manifestantów z lalkami wymazanymi sztuczna krwią.
Grozi mu dożywocie? W listopadzie zeszłego roku Fritzl usłyszał zarzuty kazirodztwa i wielokrotnego gwałtu na swojej córce Elisabeth. Tego procederu oskarżony dopuszczał się przez 24 lata.
Śledczy postawili mu także zarzut zabójstwa jednego ze spłodzonych przez siebie dzieci. Chodzi o niemowlę, które zmarło tuż po narodzeniu. Przyczyną śmierci dziecka było najprawdopodobniej nieudzielenie mu pomocy lekarskiej. Ciało noworodka Fritzl miał spalić w piecu. - To morderstwo przez zaniedbanie - powiedziała prokurator Burkheiser.
- Josefowi Fritzlowi będą postawione zarzuty o morderstwo, gwałt, kazirodztwo, znęcanie się oraz uwięzienie własnej córki i zmuszanie do niewolnictwa. Ponieważ austriacki kodeks karny nie przewiduje kary śmierci oskarżony najprawdopodobniej zostanie skazany na dożywocie - powiedział prokurator Gerhard Sedlacek.
24 lata podwójnego życia - Ten człowiek przez 24 lata prowadził podwójne życie. Miał dwie rodziny. Jedną na piętrze swojego domu, a drugą w jego piwnicy - powiedział Franz Polzer w policji w rodzinnym mieście Fritzla.
Sprawa "potwora z Amstetten" wyszła na jaw w kwietniu 2008 r. kiedy jedna z córek z kazirodczego związku poważnie zachorowała i trafiła do szpitala. Uwięziona w piwnicy matka ubłagała wtedy ojca a jednocześnie dziadka dziewczyny, by ten zgodził się zwieźć ją na badania. Sprawa wzbudziła podejrzenia pracowników szpitala, którzy powiadomili policję. W domu Fritzlów funkcjonariusze odkryli piwnicę, w której więziono Elisabeth i trójkę jej dzieci.
Uwolniona kobieta zeznała później, że ojciec zaczął ją wykorzystywać seksualnie, kiedy skończyła 11 lat. W 1984 r. mężczyzna podał jej środki usypiające a później uwięził ją w piwnicy. Tłumaczył, że córka uciekła z domu i wstąpiła do sekty, a kolejne, urodzone dzieci podrzucała rodzicom. Ich ojcem faktycznie był sam Josef Fritzl.
Elisabeth oraz troje dzieci mieszkało w specjalnej kryjówce zbudowanej w podziemiach domu. Wejścia do niej strzegły betonowe, zamykane na elektryczny zamek drzwi. Kobieta spędziła tam w sumie 24 lata. Pozostała trójka dzieci Elisabeth mieszkała razem ze swoimi dziadkami na piętrze domu.
- Byłam dwa razy w tej piwnicy. Tam panuje chorobliwa atmosfera - tak swoje wrażenia z wizji lokalnej opisała na rozprawie prokurator Christiane Burkheiser. - To śmierdzące i spleśniałe miejsce - mówiła. W pomieszczeniu o powierzchni 40 m kw. nie było ogrzewania, ciepłej wody, czy dostępu do świeżego powietrza i światła dziennego. Tam Elizabeth Fritzl o własnych siłach urodziła siedmioro dzieci.
Zmieniona tożsamość Elisabeth 42 - letnia Elisabeth Fritzl i trójka jej dzieci złożyli zeznania jeszcze przed rozprawą. 13 - godzinne nagranie będzie wyemitowane w trakcie zamkniętego procesu. Kobieta żyje pod zmienioną tożsamością. Na czas procesu powróciła jednak do kliniki, w której przebywała tuż po uwolnieniu.
Przeprowadzone wcześniej testy DNA potwierdziły, że Josef Fritzl jest ojcem szóstki jej żyjących dzieci.
Proces "potwora z Amstetten". Kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć galerię: