Dramatyczne warunki w obozach imigrantów na Malcie. Lekarze nie chcą pracować

Lekarze bez Granic zawiesili swoją działalność w obozach dla imigrantów na Malcie. - Byłoby nieetyczne, gdybyśmy tam pozostali. Warunki są dramatyczne - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Elisabeth Schockaert. - Gdy udało nam się stworzyć szpital, wojsko zamykało w nim ludzi za karę za złe zachowanie. Żeby się zarażali - opisuje dramat na wyspie.
- W takich warunkach nie trzymałbym nawet psa - powiedział na dzisiejszej konferencji prasowej Giuseppe de Mola, który odpowiadał za działalność Lekarzy bez Granic na Malcie.

- Jeśli leczysz pacjenta, który po wyleczeniu trafia na mokry, zgniły materac w miejscu, gdzie nie ma szyb w oknach i następnego dnia wraca do ciebie z gorączką, to ile czasu można tak pracować? - pyta w rozmowie z Gazeta.pl Elisabeth Schockaert, z siedziby Lekarzy bez Granic (fr. Medecins sans Frontieres) w Brukseli.

Osiem osób, które pracowały w obozach dla imigrantów - w większości próbujących przepłynąć Morze Śródziemne i dostać się do Grecji, Włoch czy Hiszpanii - zostało wycofanych. Byli to lekarze, pielęgniarki i psycholog.

"Żołnierze wysyłali zdrowych do szpitala - za karę"

Malta od lat apeluje do Brukseli o pomoc. Ta wyspa jest - jak argumentuje rząd - za mała, żeby pomieścić kilka tysięcy imigrantów, których musi następnie przez 18 miesięcy utrzymywać. Z drugiej strony sytuacja ta nie ulega poprawie od lat. Zamieszkały przez ponad tysiąc imigrantów obóz Hal Far, który jako element bazy wojskowej podlega pod jurysdykcję mundurowych, nie ma nawet regularnych dostaw prądu. Minister pomocy społecznej Dolores Cristina uzasadnia to... kwestiami bezpieczeństwa. - Mieszkańcy obozu używają niezabezpieczonych urządzeń - tłumaczyła się w zeszłym roku. Chodzi o - jak pisała przed rokiem gazeta "Malta Today" - kilka kuchenek gazowych, które są jedynym dostępnym w barakach sposobem na podgrzanie jedzenia.

Misja, którą Lekarze rozpoczęli na wyspie w lipcu zeszłego roku, miała właśnie na celu poprawę warunków w obozach - od ponad 2 lat lokalne media rozpisują się na temat dramatów ludzi, którzy śpią po kilkaset osób w jednym baraku, gdzie toaleta jest jednocześnie kuchnią.

Mimo interwencji Parlamentu Europejskiego czy lokalnych sądów (w tym maltańskiego Trybunału Konstytucyjnego), poprawa jest nieznaczna. Warunki panujące w obozie Hal Far są od lat stałym tematem doniesień prasowych. - Żołnierze potrafili przysyłać imigrantów do obozowego szpitala, gdzie leżeli ludzie zakaźnie chorzy, za karę - za złe zachowanie - powiedziała nam Elisabeth Schockaert.

O dramatycznej sytuacji, w tym także braku apteki (a co za tym idzie braku możliwości otrzymywania leków) Lekarze informowali władze tego unijnego kraju od października. Te nie mają sobie nic do zarzucenia. W komunikacie prasowym, wydanym przez maltańskie MSW w odpowiedzi na zawieszenie działalności przez LbG, poinformowano, że "organizacja (Lekarze bez Granic - przyp. red.) przyznała, iż w ciągu ostatnich miesięcy w ośrodkach zostały poczynione postępy".

1 imigrant na 100 mieszkańców

Problem nielegalnej imigracji z środkowej i północnej Afryki jest otwarty od lat. Hiszpanie kładą nacisk na systematyczne zwiększanie obecności marynarek wojennych NATO na Morzu Śródziemnym tak, aby zmniejszyć przepływ nielegalnej imigracji. Włosi proponowali, aby imigrantów przyjmowała Ukraina. W zeszłym roku powstało nawet pierwsze unijne centrum ofert pracy istniejące poza Unią - w afrykańskim Mali.

Tymczasem na Malcie, która jest nieco większa niż połowa Warszawy, przebywa ponad 3 tys. imigrantów i uchodźców, których status zazwyczaj nie zmienia się w czasie 18 miesięcy pobytu. Po tym czasie, jeśli jeszcze nie uciekli do któregoś z krajów Unii, są odsyłani do swoich krajów.