Ulster znów spłynął krwią

Robert Kowalik, Gazeta.pl; BBC, PAP, IAR
09.03.2009 , aktualizacja: 10.03.2009 18:15
A A A Drukuj
Graffiti w Belfaście Fot. Adam Butler / AP Graffiti w Belfaście
Dwie śmiertelne ofiary zamachu w Ulsterze, to pierwsi od 12 lat żołnierze brytyjscy zabici w wyniku terrorystycznej akcji irlandzkich bojowników. Tym razem spod szyldu Real IRA - radykalnej frakcji Irlandzkiej Armii Republikańskiej, która nie uznała rozejmu i ma na rękach krew 31 ofiar słynnego zamachu w mieście Omagh w 1998 r.
Murale na ulicach Belfastu
Fot. PETER MORRISON AP
Murale na ulicach Belfastu
Graffiti IRA w zachodnim Belfaście
Fot. Peter Morrison / AP
Graffiti IRA w zachodnim Belfaście
Centrum Omagh po zamachu w 1998 r.
Fot. PAUL MCERLANE AP
Centrum Omagh po zamachu w 1998 r.
Sobotni atak nastąpił kilka dni po policyjnych ostrzeżeniach przed możliwymi atakami dysydenckich odgałęzień IRA. Bojownicy IRA w roku 2005 obiecali rozbrojenie, ale działalności nie zaprzestały pomniejsze ugrupowania, jak Real IRA czy Continuity IRA (Kontynuacja IRA). Incydent ocenia się jako jeden z najpoważniejszych od układu pokojowego z 1998 r.

Układ ten zakończył trwający od 30 lat zbrojny konflikt między IRA, wspieraną przez katolicką mniejszość, a ugrupowaniami protestanckich lojalistów, opowiadających się za utrzymaniem zależności Irlandii Północnej od Wielkiej Brytanii. Ocenia się, że w walkach zginęło ponad 3 tys. osób.



Krwawy zamach pomyłką?

Real IRA, inaczej RIRA - to radykalny odłam Irlandzkiej Armii Republikańskiej, który jest przeciwny porozumieniu pokojowemu. Ugrupowanie powstało w 1997 r., a rok później zorganizowało w mieście Omagh w Irlandii Północnej zamach, w którym zginęło 31 osób.

15 sierpnia 1998 r. członkowie RIRA zostawili w centrum miasta Omagh w hrabstwie Tyrone samochód wypełniony ogromną dawką ok. 250 kg materiału wybuchowego. Zamachowcy nie mogli znaleźć miejsca parkingowego blisko celu zamachu, którym był gmach sądu. Dlatego samochód porzucono w odległości 400 m od sądu. Trzy niejasne telefony poinformowały lokalną policję (RUC) o zamachu. W przeszłości zdarzało się bowiem, że do wybuchów nie dochodziło, a intencją terrorystów było jedynie zamanifestowanie swojej potencjalnej siły.

W Omagh sprawy niestety wymknęły się spod kontroli. Zaalarmowana policja ogrodziła teren wokół sądu, nieświadomie spychając ludzi w rejon samochodu-pułapki. Chwilę później potężna eksplozja zabiła 31 osób, w tym dwoje nienarodzonych bliźniąt. Rannych zostało 220 osób. Był to największy zamach w historii konfliktu w Irlandii Płn.

Dziwne śledztwo

Zamach wstrząsnął opinią publiczną Wielkiej Brytanii i Irlandii. Również w łonie samych irlandzkich bojowników doszło do sporej różnicy zdań. Członkowie tzw. Tymczasowej IRA (Provisional IRA) nakazali swym bardziej radykalnym kolegom zawieszenie broni, do czego doszło 8 września 1998 r. Brytyjczykom udało się w końcu oskarżyć i osadzić w więzieniu dowódców RIRA: Michaela McKevitta, Liama Campbella i Colma Murphy'ego. Władzom zajęło to jednak aż 3 lata, chociaż powszechnie było wiadomo, kto dokładnie stoi za zamachem.

Śledztwo jednak w dziwny sposób kręciło się w kółko. Opina publiczna, w tym niezwykle aktywni rodzice i krewni osób zabitych w zamachu, zarzucała brytyjskim służbom specjalnym tuszowanie faktów. Zdaniem wielu władze z jednej strony nie chciały się przyznać do poważnych zaniedbań policji z Omagh, z drugiej nie chciały ponownego wybuchu konfliktu, do czego miało doprowadzić aresztowanie faktycznych sprawców. Opowiada o tym film fabularny "Omagh" z 2004 r. w reżyserii Pete'a Travisa.

Po Omagh RIRA traciła stopniowo zwolenników, zdarzało się jej jednak dokonać kilku spektakularnych zamachów, takich jak ostrzelanie z granatnika przeciwpancernego siedziby MI5, czy zaatakowanie mostu Hammersmith w Londynie. Ofiar w ludziach jednak nie było. Aż do 7 marca 2009 r.

Zabójcy strzelali do leżących

Do ataku doszło w sobotę wieczorem przy wjeździe do bazy Massereene, w hrabstwie Antrim, ok. 25 km na północny zachód od Belfastu. Napastnicy zaczęli strzelać, gdy grupa żołnierzy odbierała pizzę od dostawców. Detektyw superintendent Derek Williamson powiedział dziennikarzom, iż napastnicy, których było co najmniej dwóch, otworzyli ogień z broni automatycznej, strzelając na oślep do grupy żołnierzy, a następnie wysiedli z samochodu i strzelali do leżących. Sprawców nie ujęto.

Zginęło dwóch 20-letnich brytyjskich żołnierzy- saperów: Patrick Azimka i Mark Quinsey. Obrażenia odniosły cztery osoby, w tym dwaj dostawcy pizzy. Sześć kul dosięgło 32-letniego Polaka, który pracował dla sieci pizzerii Domino's w Antrim, sprzedającej na wynos z dostawą do klienta. Został wraz z kolegą z pracy, 19-letnim Anthony Watsonem, postrzelony przez napastników w chwili, gdy doręczał pizzę dla żołnierzy.

Do redakcji gazety Sunday Tribune w Dublinie zadzwonił rzecznik Prawdziwej IRA. Informację uznano za wiarygodną, gdyż mężczyzna podał uzgodnione wcześniej hasło. Rozmówca dziennika oświadczył, że ciężko ranni w zamachu dostawcy pizzy to "kolaboranci" brytyjskich okupantów. Dlatego też atak na nich był uzasadniony.

Według służb bezpieczeństwa Prawdziwa IRA stara się tak sterroryzować mieszkańców Ulsteru, żeby trzymali się z dala od żołnierzy brytyjskich i bali się utrzymywać z nimi jakikolwiek kontakt.

Polak w sobotę wieczór przeszedł operację - poinformował konsul generalny w Edynburgu Aleksander Dietkow. - Lekarze mówią, że jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo, ale jego stan jest nadal poważny - powiedział dyplomata.

Powrót małej grupki złych ludzi

Brytyjskie i irlandzkie rządy zgodnie potępiły atak. Brytyjski premier Gordon Brown określił go jako "zły i tchórzliwy". - Żadne morderstwo nie będzie mogło wykoleić procesu pokojowego, który ma poparcie większości mieszkańców Irlandii Północnej. Wzmocnimy nasze wysiłki, by uczynić proces pokojowy trwałym - podkreślił.

Natomiast premier Irlandii Brian Cowen oświadczył, że "mała grupa złych ludzi nie może narazić na szwank woli narodów wspólnego życia w pokoju".

Przewodniczący republikańskiej partii Sinn Fein (My Sami) Gerry Adams ocenił, że celem napastników jest "powrót brytyjskich żołnierzy na ulice", a takie akty określił jako "przynoszące efekty przeciwne do zamierzonych".

Po okresie względnego spokoju i ostrzeliwaniu z broni maszynowej budynków, kule trafiły w końcu brytyjskich żołnierzy. O konflikcie w Irlandii Północnej przez chwilę znów jest głośno. Już niedługo czas pokaże czy starzały w Massereene, to początek walki nowego pokolenia irlandzkich bojowników, czy raczej kąśliwe ujadanie tych, którzy nie mogą pogodzić się z coraz bardziej stabilnym ulsterskim status quo.

Podziel się