Czarna wołga w hipermarkecie

Wiadomości >  Archiwum
Dorota Żuberek
06.03.2009 17:54
A A A Drukuj

Fot. Filip Klimaszewski / AG

- Dziecko porwane w sklepie rodzice znaleźli po kilku godzinach w wyciętą nerką - znacie tę historię? To popularna legenda miejska, która wraca od czasu do czasu w mailach i rozmowach. Ostatnio "porywają dzieci" w supermarkecie Gdyni. Policja uspokaja - Nie było takiej sytuacji. Matki wiedzą jednak swoje i ostrzegają się nawzajem na forach internetowych.
- W gdyńskim Tesco doszło do próby porwania dziecka. Czteroletni Bartuś, przebywający w sklepie z mamą, nagle zniknął jej z oczu. W punkcie informacyjnym poprosiła o ogłoszenie komunikatu o zaginionym chłopcu. Wtedy zobaczyła obcego mężczyznę, który niósł nieprzytomne dziecko na rękach. Krzyk kobiety sprawił, że mężczyzna rzucił chłopca na ziemię i uciekł - o tym rozpisuje się w weekendowym wydaniu "Polska Dziennik Bałtycki".

Dziennikarze przepytali policję, hipermarket - i jedni, i drudzy zaprzeczają, żeby do takiego zdarzenia doszło.

Matki nie wierzą - porywają dzieci i już

Tę historię - w różnych wersjach - przerabiano już w innych miastach - w Warszawie, Poznaniu i różnych miastach na Śląsku. W Głogowie do dramatu miało dojść w Carrefourze - informowała o tym "Gazeta Lubuska". W Raciborzu był to już supermarket z sieci Auchan, w Rybniku plotka przeniosła się do Tesco. Z kolei Katowice i Bielsko-Biała postawiły na sklep IKEA. Właściwie żadne większe centrum handlowe nie ustrzegło się tragicznej "nerkowej" historii.

W żadnym z miast policja nie potwierdziła, że zgłoszenie o takim przestępstwie do nich wpłynęło.

Również my na Alert24 dostaliśmy informację o próbie porwania dziecka w stołecznym centrum handlowym Promenada w Warszawie.

Sprawa okazała się wymysłem, ale wieść poszła w miasto. Matki na forach internetowych ogłosiły, że dwa razy się zastanowią zanim pójdą do tego sklepu.

Bo przecież zabierają dzieci...

Do Trójmiasta historia dotarła na początku tego roku, gdy jeden z portali opublikował notkę o Krzysiu, wyrwanym z łap porywacza w jednym z gdyńskich sklepów.

To nie jedyna miejska legenda, paraliżująca w ostatnim czasie Trójmiasto. Przed kilkoma laty, podczas wakacji policjanci wielokrotnie dementowali informację o znalezionej na sopockiej plaży martwej dziewczynie z wyciętymi nerkami. Ale i tak nie wszyscy uwierzyli...

Czytaj więcej o "miejskich legendach"

Historia o porwaniach dzieci pojawia się w dwóch wersjach:

Wersja numer jeden - pesymistyczna - dziecko nagle znika (np. ze sklepowej bawialni), ślad po nim ginie, na kilka godzin (w innych wersjach: na kilka dni), a następnie zostaje podrzucone pod drzwi rodzinnego domu z informacją: "Jedźcie do szpitala, dziecko nie ma jednej nerki".

Wersja numer dwa - optymistyczna. Dziecko jest porwane, uśpione chloroformem (w innych wersjach: odurzone narkotykami). Kidnaperzy zanoszą je do łazienki, tam obcinają mu włosy i przebierają. Na skutek cudownego zbiegu okoliczności dziecko udaje się uratować.

Tak miało być m.in. w Gdyni. I chociaż historia Bartusia jest od początku do końca zmyślona, w Trójmieście panuje panika. Listy i e-maile opisujące historię Bartka trafiają do redakcji lokalnych mediów.

Matki proszą, żeby pisać, przestrzegać uczulać, bo przecież porywają...

Na forach dla rodziców wrze - matki przekazują sobie kolejne wersje historii z różnych miast. Dla nich to tylko potwierdzenie, że na narządy ich dzieci dybie mafia. Nie, że to humbug.

Na forum netmama.pl na jedną z pań, które mówiły, że to wymysł i historia wyssana z palca posypały się gromy.

Nijak nie przekonują też argumenty logiczne - skąd porywacze dziecka mieliby wiedzieć, gdzie maluch mieszka. Nieprzytomne po operacji dziecko trudno zapytać o adres. Dla zaniepokojonych mam to żaden argument.

Matka matki nie okłamie: porywają

Internautka "klio1" na forum e-dziecko pisze: "O takiej sytuacji dowiedziałam się od przyjaciółki, która mnie ostrzegała. Dziecko jej koleżanki z pracy miesiąc temu w katowickim Auchan zostało porwane i znalezione po szybkiej interwencji ochrony w toalecie właśnie oszołomione, ogolone i przebrane. Chyba przyjaciółka w tak ważnej sprawie nie żartowałaby ze mnie, a jej koleżanka z pracy nie wymyślałaby takich strasznych historii o swoim dziecku".

Bo porywają i już

Na forum e-dziecko.pl matki zastanawiają się, czemu media - i radio, i gazety - o tym przerażającym problemie milczą. Pojawiają się spiskowe teorie, że wszystkim kręci mafia, która dziennikarzom nie pozwala mówić i pisać o takich "tragediach".

Specjalną stronę o "legendach miejskich" - m.in. porwaniach dzieci w marketach - prowadzi dr Filip Graliński z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. - To teraz zdecydowanie najpopularniejsza polska legenda miejska, współczesna inkarnacja czarnej wołgi... Widzę, że ostatnio mam bardzo dużo wejść na moją stroną po zapytaniach w wyszukiwarce Google typu "porwanie w ikea", "porwanie w galerii krakowskiej", "porwania dzieci w marketach", "Auchan Bielsko-Biała porwanie". Wniosek z tego taki, że krąży to podskórnie w społeczeństwie. Ta mrożąca krew w żyłach historyjka opowiadana była i jest na całym świecie - dodaje Graliński.

PYTANIE Czy zetknąłeś się z historią o porywaniu dzieci w supermarketach?

 Tak
 Nie
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX