Wojna z nielegalnymi ulotkami

Ogień trzeba zwalczać ogniem! Do takiego wniosku doszedł wydział gospodarki komunalnej i wytoczył ciężkie działa przeciwko nielegalnie reklamującym się firmom. Ale ulotek wiszących na przystankach i latarniach zrywać nie zamierza. Zamiast tego zaklei je swoimi...
- Codziennie z przystanków przywozimy nawet pięć kilogramów makulatury - opowiada Bogusław Makowski, rzecznik prasowy Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji. - To kilkaset, a czasem kilka tysięcy ogłoszeń! Sprzątanie wiat kosztuje nas rocznie nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.

To pieniądze łodzian - MPK jest firmą miejską. Co prawda miasto wydzieliło odpowiednie miejsce do wieszania ogłoszeń, ale niewielu przedsiębiorców z nich korzysta. Upodobali sobie za to barierki, skrzynki tramwajowe, czasem znaki drogowe. Robią to nielegalnie. Dlaczego? - To nie my - zarzeka się właściciel łódzkiej autoszkoły, której ulotki wiszą na większości przystanków autobusowych i tramwajowych w centrum Łodzi. - My reklamujemy się tylko na blokach. Stamtąd ktoś - nie wiem kto - odkleja je i przewiesza na przystanki.

Do tej pory miasto w walce z nielegalnymi naklejaczami było bezsilne. Straż miejska mogła co najwyżej ukarać plakaciarza złapanego na gorącym uczynku. Firmę zlecającą - nie. Tak mówiły przepisy.

Kilka dni temu Wydział Gospodarki Komunalnej UMŁ powiedział: dość! I rozpoczął wojnę z nielegalnymi naklejaczami. Reklamujące się firmy zamierza pokonać ich własną bronią. Nie będzie zrywać ulotek z latarni i elewacji budynków. Zamiast tego... zaklei je swoimi. Biało-czerwone naklejki w kształcie rombów informują: "Uwaga, nielegalna reklama usuwana na koszt łodzian!". Naklejka jest przezroczysta - żeby ulotka firmy była pod nią dobrze widoczna. I żeby każdy wiedział, że właściciel ulotki, reklamując się w miejscach do tego nieprzeznaczonych, robi kampanię reklamową na nasz koszt.

- Nareszcie miasto na poważnie wzięło się za bary z nielegalnymi reklamodawcami - mówi łódzki nożownik, jeden z kilkuset w Łodzi, którzy nielegalnych reklam z latarni i przystanków pozbywają się za pomocą noży do tapet. - Mam nadzieję, że urzędowi nie zabraknie konsekwencji w walce z zaśmiecającymi miasto ulotkami banków, autoszkół i organizatorów imprez.

Właścicielowi autoszkoły pomysł podobał się nieco mniej. - Nie wiem, czy to dobra akcja - mówił przez telefon. Później stwierdził, że nie będzie rozmawiał z kimś, kto się nie wylegitymował i odłożył słuchawkę.

Makowski: - Ogień trzeba zwalczać ogniem! Działamy w porozumieniu z urzędem miejskim, ale poprzemy każdą akcję, która zmierza do pozbycia się firm zaśmiecających Łódź.