Dziś nieformalny szczyt Unii Europejskiej w Brukseli. Główny temat: kryzys finansowy. Polskę reprezentuje Donald Tusk. Lech Kaczyński wczoraj życzył premierowi sukcesu.
- Życzę premierowi, bo życzę Polsce, jak największego sukcesu -mówił wieczorem prezydent. Podkreślił jednak, że niedzielne spotkanie szefów państw i rządów w Brukseli to "nie jest szczyt, tylko nieformalny lunch". - Ponieważ sprawy dotyczą finansów, premier ma pierwszeństwo - dodał Lech Kaczyński.
Prezydent wyraził nadzieję, że Tusk w Brukseli "osiągnie tyle, ile się da osiągnąć". - Wszystkiego osiągnąć się nie da, bo "bliższa koszula ciału". Każdy kraj ma swoją opinię publiczną, swój rząd, swoje zbliżające się niedługo lub troszkę później wybory. Taka jest europejska rzeczywistość roku 2009 i inna być nie może - mówił prezydent.
Przypomnijmy: prezydent zrezygnował z wyjazdu na unijny szczyt w czwartek. Wcześniej nie było wykluczone, że ponownie dojdzie do "wojny o krzesła", bo do Brukseli wybierał się i prezydent i premier, a dla Polski zarezerwowano tylko jedno miejsce.
Tusk montuje koalicję
Donald Tusk na czas szczytu chce zmontować koalicję państw UE, żeby uniknąć protekcjonalizmu gospodarczego. Na niedzielny poranek, tuż przed właściwym szczytem zwołał, spotkanie liderów nowych krajów unijnych z Europy Wschodniej i Środkowej, a dokładnie krajów Grupy Wyszehradzkiej (Polska, Czechy, Słowacja, Węgry), Bułgarii, Rumunii oraz trzech poradzieckich państw bałtyckich (Litwy, Łotwy i Estonii) wraz z szefem KE Jose Barroso.
- Chodzi nam o to, by wysłać jasny sygnał, że popieramy stanowisko Unii w obronie wspólnego rynku, integracji ekonomicznej i jesteśmy przeciwko protekcjonizmowi - nie ukrywał polskich intencji szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej Mikołaj Dowgielewicz.
Euroobligacje i protekcjonizm
Jak pisała kilka dni temu "Gazeta Wyborcza", Unia stoi dziś w rozkroku. Część państw - Włochy, Francja - chce ratować swe gospodarki, nie bacząc na innych. Paryż planuje np. dotowanie własnych firm samochodowych, oczekując w zamian, że nie będą zwalniać pracowników we francuskich fabrykach; a w innych krajach. być może jednak Francja - z powodu niezadowolenia części innych państw UE - wycofa się z niektórych, najbardziej kontrowersyjnych pomysłów.
Pojawił się też pomysł emisji euroobligacji, czyli papierów skarbowych emitowanych wspólnie przez kraje strefy euro. Zalanie rynku tak bezpiecznymi papierami zaszkodziłoby krajom spoza tej strefy, w tym Polsce, bo nasze obligacje trzeba by sprzedawać na dużo wyższy procent niż dziś, żeby inwestorzy chcieli je kupić. A to poważnie zwiększy koszt obsługi zadłużenia państwa.
Po drugiej stronie barykady są nowe państwa członkowskie. To one straciłyby najwięcej na gospodarczym protekcjonizmie.
PiS: Nic nie osiągniemy
Paweł Poncyljusz z PiS nie wierzy, aby rozmowy przyniosły jakiś przełom. - Nie spodziewam się, żeby Polska coś konkretnego osiągnęła. Chociaż ważne jest, żeby Donald Tusk po powrocie powiedział nam, jak Komisja Europejska i przywódcy państw europejskich zapatrują się na nasze wejście do strefy euro - mówił Poncyliusz w radiu TOK FM.
Jerzy Wenderlich z SLD jest zadowolony przede wszystkim z tego, że przed szczytem nie było powtórki z słynnej już "kłótni o krzesło". - Nie jest ważne, kto personalnie na nim zasiądzie. Czy Donald Tusk czy Lech Kaczyński. Niech to będzie symbol jednego głosu, jednobrzmiącego głosu z Polski - mówił.
Wenderlich liczy na to, że ta atmosfera utrzyma się również po powrocie i politycy skupią się na rozmowie o wyjściach z kryzysu, a nie kłótniach - o to, co kto zrobił lub nie.