Marcinkiewicz umieścił dziś na
blogu poruszający list otwarty "Do Pani Redaktor Moniki Olejnik i innych dziennikarzy".
Odnosi się w nim do "oskarżeń" dziennikarzy, którzy ponoć posądzają go o spekulacje finansowe. Pytania dziennikarzy do b. premiera w zeszłym tygodniu dotyczyły banku
Goldman Sachs, któremu Marcinkiewicz "doradzał". Goldman Sachs przyznał w zeszłym tygodniu, że na spekulacji walutą zarobił 8 proc. i zapowiedział, że wycofuje się z tego.
"Dlaczego bez jakichkolwiek dowodów jestem oskarżany o szkodzenie naszemu krajowi, ba o zdradę? Dlaczego nie można sprawdzić /nie moja to rola/ jakie inne banki brały udział w tym procederze oraz w "aferze opcji walutowych", które banki przedstawiały najgorsze projekcje wskaźników makroekonomicznych i wartości złotego, którzy polscy eksperci doradzają tym bankom w tym właśnie walutowym zakresie, którzy analitycy z jakich banków, by uzyskać informacje z pierwszej ręki, najczęściej spotykają się z członkami Rady Polityki Pieniężnej /nigdy nie odbywałem takich spotkań jako doradca, bowiem doradzam w zupełnie innym zakresie/ i co z tych spotkań wynika dla działań tych właśnie banków? Pytam dlaczego, bo znam polskich analityków i doradców pracujących dla innych banków w walutowym segmencie i czuję się jak kozioł ofiarny" - pisze Marcinkiewicz.
Marcinkiewicz bardzo emocjonalnie pyta też, dlaczego dziennikarze "wypowiadają się na temat jego życia prywatnego"? Skarży się też, że nie "uciaka od fleszy i kamer nie dających mu normalnie żyć".
Dla porządku przypomnijmy: b. premier sam uzewnętrzniał się w
TVN24, a w weekend pokazał się z nią w TVN24. Poprzednie wpisy na jego blogu zamieściła sama... "Isabel".