"Wujek, nie żyjesz, jutro będziesz w gazecie"

Robert Kowalik, Gazeta.pl
19.02.2009 , aktualizacja: 19.02.2009 21:21
A A A Drukuj
Po prawej stronie zdjęcie Janusz Cygańskiego, który wciąż żyje Po prawej stronie zdjęcie Janusz Cygańskiego, który wciąż żyje
Kiedy pan Janusz zobaczył swoje zdjęcie na pierwszej stronie "Super Expressu" poczuł się co najmniej dziwnie. Imię i nazwisko się zgadzało, ale obok był krzyżyk, a pod spodem rozbity śmigłowiec. - Na pewno tego nie zostawię. Bardzo ciężko się z tym żyje - mówi załamany.
Na drugi dzień po katastrofie śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego "Super Express" na pierwszej stronie zamieścił zdjęcia ratowników, którzy zginęli w wypadku. I tu pudło, a wręcz nieprzyjemna gafa. Pod jedną z fotografii imię się zgadza, nazwisko też, tylko na zdjęciu wciąż żywy, całkiem inny Janusz Cygański. Redakcja w pośpiechu skopiowała z Naszej Klasy fotografię nie tej osoby.

Było mnóstwo kondolencji

Kiedy doszło do wypadku pan Janusz był w pracy. Pracuje na stacji benzynowej koło Tczewa ponad 100 km od domu w Golubiu-Dobrzyniu. - Zadzwonił do mnie brat i pyta się czy oglądam telewizję i czy słyszałem o wypadku. Potem pyta, czy wiem jak się nazywa pilot. Mówi, że Janusz Cygański. Myślałem, że żartuje, ale na tym się rozmowa skończyła - opowiada Janusz Cygański.

Dopiero wieczorem do pana Janusza zadzwonił syn, który studiuje w Olsztynie. - Co się tam u was dzieje!? - pytał mocno zaskoczony. Syn był na profilu ojca na Naszej Klasie i widział pełno spływających kondolencji. - Dopiero wtedy przypomniała mi się poranna rozmowa z bratem - mówi Janusz Cygański. - Kiedy sam wszedłem na portal, zobaczyłem mnóstwo składanych mi kondolencji, to znaczy składanych mojej rodzinie, bo przecież ja nie żyłem - poprawia się pan Janusz. Kiedy zobaczyli, że jestem aktywny, zaczęły się niekończące się wyjaśnienia.

Obok krzyżyk namalowany

Janusz Cygański o zdjęciu w "Super Expressie" dowiedział się już tego samego dnia o północy. - Mojego brata syn oglądał przegląd prasy w telewizji i zauważył moje zdjęcie na pierwszej stronie gazety. Wujek, nie żyjesz, jutro będziesz w gazecie - krzyknął do słuchawki.

Pan Janusz następnego dnia rano kupił "Super Express". - Patrzę , a tam faktycznie moje zdjęcie wyjęte z Naszej Klasy, a obok krzyżyk namalowany - opowiada.

Kiedy wróciłem do domu małżonka opowiedziała mi, że mało zawału nie dostała. Syn bowiem dzwonił do niej jeszcze zanim zadzwonił do mnie i zasiał poważne wątpliwości.

Janusz Cygański postanowił sprawdzić u źródła, co się dzieje. - Zadzwoniłem do gazety rano, odebrała sekretarka, powiedziała, że jest kolegium redakcyjne. Wzięła telefon, oddzwoniła raz z pytaniem czego oczekuję.

- Na pewno chcę przeprosin, ale będę domagał się rekompensaty. Nie wiem, czy dobrowolnie dogadamy się na ten temat. Jeśli nie, to będę musiał oddać sprawę do sądu. Na pewno tego nie zostawię, to zrujnowało moje życie. Przynajmniej w tych dniach - kończy zdenerwowanym głosem.

Dzisiejszy "Super Express" przyznał się do pomyłki, opublikował właściwą fotografię i przeprosił za to, że zdjęcia zostały pomylone.

Podziel się