Szef pogotowia: Decyzja o wysłaniu śmigłowca była słuszna

us, PAP
17.02.2009 , aktualizacja: 17.02.2009 20:47
A A A Drukuj
Szef LPR Robert Gałązkowski pytany, czy właściwe było wysyłanie śmigłowca do karambolu na A4, Gałązkowski powiedział, że decyzję w tej sprawie podjął dyspozytor pogotowia ratunkowego, który znał warunki pogodowe oraz wiedział, że karetki pogotowia nie mają szans dotrzeć do rannych. - To była słuszna i właściwa decyzja. Od tego jesteśmy, aby nieść pomoc innym - zaznaczył.
17 lutego 2009, pracownicy pogotowia medycznego transportują rannego lekarza z rozbitego śmigłowca do karetki na Oddział Ratunkowy Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu
Fot. Adam Hawałej PAP
17 lutego 2009, pracownicy pogotowia medycznego transportują rannego lekarza z rozbitego śmigłowca do karetki na Oddział Ratunkowy Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu
GALERIA ZDJĘĆ
Ranny w katastrofie dr Andrzej Nabzdyk jest w szpitalu wojskowym we Wrocławiu - to on wezwał pomoc do śmigłowca, który spadł na ziemię w drodze do ofiar karambolu na autostradzie A4. Jego stan uznaje się za ciężki. Szef szpitala Grzegorz Stoinski powiedział, że przebywa on na oddziale intensywnej opieki. Dodał, że o rokowaniach da się powiedzieć najwcześniej za kilkanaście godzin.



Na konferencji u wojewody dolnośląskiego Rafała Jurkowlańca, Gałązkowski dziękował wszystkim służbom za udział w akcji poszukiwawczej i ratowniczej. Pilot Janusz Cygański i ratownik Czesław Buśko zginęli w katastrofie na miejscu. "Martwi mnie, że nie doczekali chwili, na którą tak czekali - by wsiąść do nowego śmigłowca lotniczego pogotowia" - mówił Gałązkowski.

Pytany, czy właściwe było wysyłanie śmigłowca do karambolu na A4, Gałązkowski powiedział, że decyzję w tej sprawie podjął dyspozytor pogotowia ratunkowego, który znał warunki pogodowe oraz wiedział, że karetki pogotowia nie mają szans dotrzeć do rannych. "To była słuszna i właściwa decyzja. Od tego jesteśmy, aby nieść pomoc innym" - zaznaczył Gałązkowski.

Komendant wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu Jarosław Wojciechowski powiedział, że odnalezienie i dotarcie do poszkodowanych w wypadku śmigłowca zajęło służbom ratunkowym ok. godziny. "Zgłoszenie zresztą od rannego lekarza Andrzeja Nabzdyka mieliśmy o 7.48, a odnaleźliśmy ich ok. 9.10" - mówił komendant. Wyjaśnił, że trudne warunki atmosferyczne oraz uwarunkowania terenu utrudniały odnalezienie śmigłowca oraz dotarcie do niego.

Na pokładzie śmigłowca znajdowało się co prawda urządzenie, które powinno wysłać sygnał ze współrzędnymi maszyny - ale w tym wypadku nie zadziałało. Gałązkowski pytany przez PAP, czy istnieje obecnie takie urządzenie, które wytrzymałoby podobną katastrofę, ocenił, że nie ma takiego sprzętu.

Dyrektor LPR zapewnił dziennikarzy, że choć maszyny Mi2 są stare, wciąż pozostają w dobrym stanie. "W 2002-2003 przechodziły generalny remont i były modernizowane. Ponadto regularnie odbywał się ich przegląd techniczny" - mówił. W jego ocenie maszyna, którą lecieli ratownicy była w dobrym stanie.

Podziel się