Hinduska kultura potępia publiczne okazywanie uczuć. Pary, które całują się lub trzymają się za ręce w miejscach publicznych są krytykowane, szczególnie przez starsze osoby.
Grupa demonstrantów w mieście Agra zaatakowała trzy pary zakochanych, które spacerowały obok świątyni Tadź Mahal. -Uzbrojeni w nożyczki napastnicy obcięli młodym ludziom włosy - powiedział przedstawiciel lokalnej policji. Aresztowano sześciu członków skrajnej organizacji Sziw Sena. Zarzucono im zakłócanie spokoju publicznego. Przedstawiciele grupy tłumaczyli, że chcieli "bronić tradycyjnych hinduskich wartości" przed wpływami Zachodu.
Władze poinformowały, że w tym roku wzmocniły ochronę na ulicach miast, by ustrzec pary zakochanych przed podobnymi atakami.
W indyjskiej części Kaszmiru członkowie innej, skrajnej grupy zdemolowali sklep z walentynkowymi pocztówkami i zaatakowali klientów restauracji. W Srinagar, największym mieście kontrolowanej przez
Indie części Kaszmiru grupa kobiet z radykalnej, islamskiej organizacji, ubranych w tradycyjne stroje wtargnęła do sklepu i podarła sprzedawane tam kartki walentynkowe. Kobiety twierdziły, że pocztówki są "antyislamskie". - Zostawiły mnie w spokoju, dopiero wtedy, jak obiecałem im, że więcej nie będę ich sprzedawał - powiedział właściciel sklepu.
W obronie praw zakochanych wystąpił Madhu Chandra, działacz praw człowieka z New Dehli. - Każdy obywatel Indii ma prawo do wyrażania uczuć w sposób jaki uznaje za stosowne. Może to robić na sposób hinduski, zachodni lub muzułmański - mówi.
W Bombaju szkoły udekorowane balonami w kształcie serca dostały policyjną ochronę. Siły bezpieczeństwa dokonały także prewencyjnych aresztować wśród radykałów.