Fot.Tomasz Wiech / AGNelly i Jan Rokita wracają do domu z Monachium, gdzie miał miejsce incydent na lotnisku
- Zastanawiamy się nad wytoczeniem Lufthansie procesu. Na pewno zwrócimy się do ambasady i władz Niemiec, być może do MSW, o wyjaśnienie tej sprawy - tak Nelli Rokita komentuje dla Gazeta.pl incydent w Monachium i późniejsze oświadczenia Lufthansy. Jak dodaje, przedstawiciele przewoźnika mówią nieprawdę, bo się boją.
Jan Rokita został wczoraj wyprowadzony w kajdankach przez niemiecką policję z samolotu na lotnisku w Monachium po awanturze, która zaczęła się od sporu o miejsce pozostawienia płaszczy. Rokitowie twierdzą, że to stewardessa sprowokowała konflikt, a policja obrażała Jana Rokitę. Zapowiedzieli pozew. Lufthansa wydała jedynie bardzo lakoniczny komunikat, a w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" jej przedstawiciel powiedział, że pilot wyrzucając Rokitę kierował się względami bezpieczeństwa.
Nelli Rokita podkreśla w rozmowie z nami, że przedstawiciele Lufthansy mówią nieprawdę, twierdząc, że był powód do wyrzucenia jej męża z samolotu.
- Oczywiście, nie byliśmy zadowoleni z przełożenia naszych rzeczy. Ale nie okazywaliśmy tego. Siedzieliśmy spokojnie, uśmiechaliśmy się - mówi posłanka PiS-u.
Jak mówi posłanka PiS, bardzo prawdopodobne, że zwrócą się o odszkodowanie od linii lotniczej, która - co też oburza posłankę - zakazała jej mężowi wstępu na pokłady swoich samolotów i do budynków.
Zarzuca też policji podawanie nieprawdziwej wersji mediom. Wczoraj w rozmowie z serwisem Politbiuro.pl biuro rzecznika Hansa-Petera Kammerera komendy w Ingoldstadt k. Monachium podało, że policję wezwano, ponieważ "podczas kłótni Polak odmówił zapięcia pasów i popchnął stewardessę, a potem nie chciał wysiąść". - To nieprawda - mówi Nelli Rokita i podkreśla, że pomoc polskich instytucji byłaby dla niej i męża wsparciem.
Podkreśla raz jeszcze, że policjanci obrażali Jana Rokitę i przychylili się do wyroku, który "wydała na niego Lufthansa".
Jak mówi, wraz z mężem zwróci się do niemieckiego MSW o to, by wyjaśniło on sytuację. - Wielu pasażerów Lufthansy zwróciło się już do nas. Mówią, ze też byli źle traktowani - podkreśla posłanka.
Czy popiera komentarz polityków PiS, m.in. Jarosława Kaczyńskiego , o tym, że "zainterweniować muszą" władze Polski? To, co się stało na lotnisku w Monachium wymaga twardej interwencji ze strony polskich władz. Nie wierzę w to, że Jan Rokita wszedł do samolotu i zaczął się tam ostro awanturować - powiedział Jarosław Kaczyński.
- Nie mnie zwracać się do Sejmu czy innych władz -mówi Nelli Rokita.