Czempiński: Źle, że nie wykorzystaliśmy kontaktu z mułłą

mar, PAP
11.02.2009 , aktualizacja: 11.02.2009 11:58
A A A Drukuj
Źle, że wcześniej nie wykorzystano kontaktu z pakistańskim mułłą - mówi generał Gromosław Czempiński, b. szef Urzędu Ochrony Państwa. Wczoraj pakistański mułła Szah Abdul Aziz zaproponował pomoc w odzyskaniu ciała zabitego Polaka; oferta została przyjęta przez MSZ. Według doniesień prasowych muła brał już udział w rozmowach z terroystami.
Gromosław Czempiński
Fot. Adam Kozak / AG
Gromosław Czempiński
Według największych pakistańskich dzienników, to właśnie Abdul Aziz miał być kluczową postacią w rozmowach z talibami w trakcie przetrzymywania polskiego inżyniera.

- Jeśli był to człowiek, który docierał do naszego obywatela, nie wiem, czemu tego nie wykorzystaliśmy - mówił dziś w Radiu Zet gen. Gromosław Czempiński. Jak ocenił, na to, że porozumienia z terrorystami nie udało się uzyskać, złożył się "cały splot okoliczności", ale źle, że Polacy nie próbowali lepiej wykorzystać własnych możliwości wywiadowczych.

- Często w polskich warunkach mamy jakąś koncepcję postępowania w sprawie i patrzymy, czy kolejne punkty są odhaczane. Nie zauważamy, że czasem jeden z tropów prowadzi do czegoś innego. (...) Zdaliśmy się na służby amerykańskie i pakistańskie, nie dostrzegając możliwości własnego działania - mówił Czempiński.

Jak podkreślił, mogło być inaczej, gdyby w wywiadzie nie brakowało doświadczonych osób. - Zabrakło doświadczonych ludzi. Nie pracują, bo to PRL-owcy - stwierdził

Według generała, innym przykładem braku profesjonalizmu jest to, że informacje wywiadowcze wydostały się na zewnątrz. - Będzie nam z tego powodu trudno współpracować z wywiadem pakistańskim - dodał.

Skrytykował przy tym wypowiedź ministra sprawiedliwości Andrzeja Czumy, który przedwczoraj ujawnił, że Polacy mieli wiedzę o danych morderców, m.in. o ich rodzinach. - To fatalna informacja, bo naraża źródła pakistańskie na to, że zostaną odkryte, a więc na śmierć - mówił.

Jak podkreślił, zagrożenie nie dotyczy to mułły, który ma ogromną pozycję w tamtejszej społeczności. Czy można zatem ufać, że naprawdę chciał i chce pomóc? - Szanse są 50 na 50, ale myśmy tego nie wykorzystali - uważa Czempiński.

Podziel się