Zmarnowano szansę na ocalenie Piotra Stańczaka?

zaw
10.02.2009 , aktualizacja: 10.02.2009 07:50
A A A Drukuj
"Dziennik" twierdzi, że polskie władze zaniedbały możliwość uratowania polskiego inżyniera. Przekonuje, że zamiast koncentrować się na Pakistanie, należało tropić w sąsiednim Afganistanie.
Polski biznesmen, który kiedyś był związany ze służbami specjalnymi prowadził na własną rękę rozmowy w sprawie polskiego inżyniera, Piotra Stańczaka. Według ustaleń dziennikarzy "Dziennika" miał on skontaktować się z wysokimi urzędnikami afgańskich resortów siłowych i sondować ich w sprawie uwolnienia porwanego z niewoli talibów. Pytał m.in. czy można się skontaktować z porywaczami, czy jest możliwość zapłacenia okupu i sprawdzał ew. szanse na przeprowadzenie operacji odbicia.

Polak miał zginąć

Odpowiedź z Kabulu przyszła przed egzekucją polskiego geologa. Gdyby władze w Warszawie zainteresowały się nią, być może nie słyszelibyśmy do końca optymistycznych zapewnień o postępach w negocjacjach. Jak się okazało rokowania co do uwolnienia Polaka były bardzo złe już od 2 lutego. Wtedy talibowie porwali Johna Soleckiego, Amerykanina, kierownika filii Biura Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców. "Od tego momentu Amerykanin stał się najważniejszy dla porywaczy. A Polak ma zginąć na dowód, że talibowie są zdeterminowani " - pisze "Dziennik".

Według informatora gazety, jego Afgańczycy przekazali, że porywaczom nie chodzi o okup, ani nawet o uwolnienie talibów z więzień, tylko postawią wygórowane żądania polityczne.

Afganistan kluczem do uwolnienia

Okazuje się również, że pakistańskie wojsko prowadzi ofensywę przeciwko ekstremistom wbrew własnym przekonaniom, a jedynie pod presją Amerykanów. Władze centralne Pakistanu tak naprawdę mają niewielki wpływ na to co dzieje się na pograniczu afgańsko-pakistańskim.

Informator "Dziennika" twierdzi, że zamiast rozmawiać z Islamabadem, należało spróbować dotrzeć, kanałami wywiadowczymi, do służb specjalnych Pakistanu, które mają większe wpływy na tzw. terenach plemiennych. Postawił tezę, że ci ludzie od początku wiedzieli gdzie jest przetrzymywany polski geolog, ale nie zależało im na jego uwolnieniu. Według niego wystarczyło stworzyć łańcuch pośredników, zaczynając od Afganistaniu i próbować negocjować okup a ostatecznie zdecydować się na odbicia porwanego.

Według gazety Polskie władze powinny teraz skupić się na przeprowadzeniu akcji odwetowej.

Przeczytaj cały artykuł o zmarnowanej szansie uwolnienia polskiego geologa

Będą listy gończe za porywaczami

To nie powinno być trudno, bo jak pisze "Gazeta Wyborcza". polski wywiad ma dane talibów, którzy zamordowali Piotra Stańczaka. Ujawnił to minister sprawiedliwości Andrzej Czuma. Dodał, że porywacze mają znajomych w rządzie Pakistanu, a wielu urzędników im sprzyja. Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych, oświadczył, że jest w kontakcie z min. Czumą i będą działali szybko, żeby wystawić krajowe i międzynarodowe listy gończe. Wyraził nadzieję, że uda się dopaść bandytów.

Możliwość uwolnienia polskiego geologa dzięki wywiadowi potwierdza w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Krzysztof Nowakowski. Ten były dyplomata negocjował w Bośni uwolnienie polskich obserwatorów. - W czasie negocjacji w Bośni udało się wykorzystać kontakty wywiadowcze, prywatne - powiedział dziennikowi. Pyta czy tak samo postąpiono w przypadku Stańczaka. Podkreśla, że polskie stosunki z pakistańskim wywiadem były kluczowe w tej sprawie.

Przeczytaj cały wywiad z Krzysztofem Nowakowskim

Podziel się