Ma być tropikalną dżunglą w mieście i żyć własnym życiem. ZOO marzy, że będą w nim ryby, gady, ptaki, a nawet przekrój Wisły. - W czasach ciągłego oszczędzania możemy nie mieć środków na tak potężną inwestycję - studzi zapał Tomasz Andryszczyk, rzecznik miasta.
Fot. Adam Kozak / AG
Dr Andrzej Kruszewicz
Fot. Anna Biała / AG
Warszawskie ZOO marzy o oceanarium, gdzie zwiedzający będzie otoczony przyrodą
Warszawskie oceanarium jest wzorowane na hamburskim, ale według planów będzie nie tylko zbiorem akwariów, ale prawdziwą tropikalną dżunglą w mieście, która żyje własnym życiem.
Ruch całą dobę
- Potężna hala, na niewielkiej powierzchni. To przełamanie barier między człowiekiem a środowiskiem wodnym. Człowiek będzie tam w środowisku lasu tropikalnego, gdzie są krokodyle, drzewa, ptaki. Będzie można poznać zapachy i dźwięki egzotycznej przyrody - marzy Andrzej Kruszewicz, dyrektor warszawskiego ZOO.
Zapewnia, że nie będą tam mieszkały tylko ryby. - Będziemy tam też wpuszczać gady aktywne o różnych porach dnia, tak żeby zawsze coś biegało, ktoś kogoś gonił, coś się działo - mówi Kruszewicz i dodaje, że w oceanarium znajdzie się też miejsce dla rodzimego klimatu. - Marzy mi się akwarium z przekrojem Wisły, z puszkami, kaloszami i wszystkim co trafić się w Wiśle może - wylicza dyrektor.
Pieniądze od miasta lub z Unii
Koszt takiego miejsca to ponad sto milionów złotych. Niestety te marzenia mogą utonąć, a zatopi je kryzys. - W czasach ciągłego oszczędzania możemy nie mieć środków na tak potężną inwestycję. - mówi Tomasz Andryszczyk, rzecznik miasta.
Dyrektor ZOO pociesza, że stara się o dotacje unijne, które sfinansują projekt. Wzorem niemieckiego pierwowzory chce w oceanarium stworzyć powierzchnie wystawowe i rozrywkowe, które przyniosą dodatkowe zyski.
W przyszłym tygodniu przedstawiciele ratusza mają spotkać się z dyrektorem ZOO by obmyślić plan jak utrzymać ten pomysł na powierzchni.