Kasia razem ze szkolną koleżanką Moniką Szpringiel i gimnazjalistką Moniką Stogowską założyły w Grudziądzu racjonalistyczną młodzieżówkę. "Szukamy młodych ludzi o racjonalistycznym światopoglądzie, którzy nie chcą być tylko biernymi obserwatorami sytuacji w Polsce i na świecie, ale nie boją się mówić głośno tego, co myślą, i działać" - napisały na plakatach, zarezerwowały stolik w kawiarni i czekały. Stolik nie wystarczył; przyszło 25 osób. W klubie garnizonowym założyły klub dyskusyjny. Temat pierwszego spotkania: "Ateista w Wigilię. Gdzie kończy się tradycja religijna, a zaczyna świecka". Przyszli także wierzący, ale dziewczyny moderowały sprawnie i udało się uniknąć pyskówki. Następne ma być o źródłach moralności; bo to, co je wkurza najbardziej, to pytania: jak jesteś niewierząca, to skąd wiesz, co jest dobre, a co złe. Oczywiście poza nagminnym
łączeniem ateizmu z satanizmem lub komunizmem.
Monika Stogowska, szefowa młodzieżówki, intensywnie pracuje już nad projektem zorganizowania Dnia Darwina w Grudziądzu. Marzy się jej debata między kreacjonistą a ewolucjonistą. Nie pasjonuje się specjalnie naukami przyrodniczymi. Woli poczytać Woltera, ale jako racjonalistka ma obowiązek propagowania światopoglądu naukowego.
W
gimnazjum działalność Moniki przyjęto raczej chłodno. Czuje dystans dyrekcji i nauczycieli. Najlepszy kontakt ma z katechetą. Dopóki musiała chodzić na religię, bo rodzice nie godzili się na wypisanie, były kłótnie, krzyki i trzaskanie drzwiami klasy. Od kiedy nie chodzi, nawet się zaprzyjaźnili. Monika często bywa u niego w domu. Przychodzi jako wolontariuszka do jego synka, który cierpi na zespół Downa.
Pochodzi z bardzo katolickiej rodziny. W dzieciństwie nie mieściło jej się w głowie, że można być niewierzącym czy nie chodzić do kościoła. Pod koniec podstawówki zaczęła interesować się innymi religiami, co zaowocowało łagodnym agnostycyzmem. A kiedy w II gimnazjalnej przeczytała
"Boga urojonego" Richarda Dawkinsa, przeżyła - jak mówi - ateistyczne objawienie.
Dla Kasi Aleksandrowicz objawieniem był "Antychryst" Fryderyka Nietzschego, choć też dojrzewała do niego powoli. Tata, historyk - antyklerykał, ma nieźle zaopatrzoną bibliotekę, z której podbierała książki Deschnera, krytyka Kościoła. Zainteresowała się filozofią, teorią ewolucji, inżynierią genetyczną. Nietzsche tylko postawił kropkę nad i.
Z wirtualu do realu Formalnie dziewczyny nie są członkiniami Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, bo należeć mogą tylko osoby pełnoletnie. PSR to stowarzyszenie światopoglądowe i jego założyciele przyjęli, że ukształtowany światopogląd mogą mieć osoby dojrzałe.
- Od pewnego czasu zgłasza się jednak do nas coraz więcej nastolatków, którzy mają fantastycznie poukładane w głowie i mnóstwo energii do działania - mówi
Mariusz Agnosiewicz, przewodniczący PSR. - Kiedyś bym się zastanawiał, czy 16-latek może być świadomym racjonalistą. Dziś jestem przekonany, że tak. Myślimy o obniżeniu granicy wieku. Na razie powstają kolejne młodzieżówki.
Pierwszą założył w Krakowie Andrzej Kierski, jeszcze za czasów ministra Romana Giertycha. Atmosfera była taka, że młodzi się wkurzyli. Zaczęli pytać: dlaczego ciągle nie ma w szkołach etyki, dlaczego wierzący nauczyciele zaczynają ich indoktrynować, na biologii nie ma nic o teorii ewolucji, a geograf opowiada o sferach niebieskich, ale w kontekście życia pozagrobowego, dlaczego katecheta za niewygodne pytania wyrzuca za drzwi.
- W mojej szkole wszyscy narzekali, ale nikomu nie chciało się nic robić. Ten bezwład był denerwujący. Młodzi ludzie muszą sami zawalczyć o swoje prawa - deklaruje Andrzej. Założył portal Młody Racjonalista z protestem przeciwko klerykalizacji oświaty. I okazało się, że takich jak on jest dużo więcej. Dziś tworzą jedną z najaktywniejszych młodzieżówek w Polsce. Organizują kluby dyskusyjne, drukują biuletyny i ulotki. W tym roku marzy im się zorganizowanie marszu ateistów i agnostyków przez konserwatywny Kraków.
"Duży" PSR przechodził podobną drogę: z wirtualu do realu. Najpierw był portal Racjonalista, założony w 2000 r. przez Mariusza Agnosiewicza. Właściwie to z potrzeby osobistej. Kiedyś był zaangażowanym katolikiem, nawet ministrantem. Stopniowo tracił wiarę, w końcu zaczął się deklarować jako agnostyk. Dla jego ówczesnej dziewczyny to była bardzo drażliwa kwestia. Często spierali się o wiarę. Chciał uporządkować swoje refleksje. Zaczął je spisywać i publikować na portalu. Szybko dołączyli inni. Dziś portal mieści prawie 5 tys. tekstów napisanych przez 900 autorów: eseje, analizy, artykuły popularnonaukowe, recenzje. Gdyby je wydrukować, zajęłyby prawie 20 tys. stron A4. Dziennie na Racjonalistę zagląda 15 tys. osób, serwis ma 22 tys. subskrybentów. Wokół portalu powstała
silna społeczność. Nie chcieli dłużej być niewidzialni. Stworzyli w Internecie listę niewierzących (rodzaj ateistycznego coming out'u), zaczęli propagować apostazje, czyli akty oficjalnego wystąpienia z Kościoła katolickiego.
- 98 proc. katolików w Polsce to mit. Wystarczy zajrzeć na fora dyskusyjne, choćby serwisów informacyjnych, gdy pojawiają się jakiekolwiek kwestie związane z wiarą czy Kościołem. Wylewa się fala żółci i buntu. Widać, że potencjał antyklerykalizmu i ateizmu jest ogromny. Ale frustracja spowodowana klerykalizacją i dominacją katolicyzmu w Polsce kanalizuje się w wirtualnej rzeczywistości i nie przekłada na realne działania. Na naszej stronie coraz częściej zaczęły się pojawiać postulaty społeczne. W pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że trzeba wyjść z internetowego podziemia - deklaruje Agnosiewicz. - Nieprzypadkowo stało się to za rządów
PiS. No cóż, akcja rodzi reakcję.
Vonnegut zamiast Biblii
PSR, choć nie bez biurokratycznych przeszkód, udało się zarejestrować w 2006 r. Jednym z głównych nurtów działania stowarzyszenia jest tworzenie alternatywy dla szkolnej katechezy. Udzielają porad, jak postępować z dyrekcją szkoły, która odmawia zorganizowania lekcji etyki albo żąda od rodziców podpisania deklaracji, że dziecko nie będzie chodziło na religię (zgodnie z prawem to rodzice dzieci chodzących powinni je podpisywać). Opracowują programy nauczania etyki, bo dziś jedyny dopuszczony przez
MEN podręcznik jest autorstwa katolickiego księdza, publicysty tygodnika "Niedziela". Chcą także stworzyć system nauczania etyki na odległość dla mniejszych szkół, bo według ustawy dyrekcja ma obowiązek zorganizować zajęcia, gdy jest minimum siedmiu chętnych. Starają się o grant europejski na ten cel.
Drugą dużą inicjatywą jest organizowanie tzw. humanistycznych ceremonii ślubnych. Według Agnosiewicza to właśnie zapotrzebowanie na rytuały przejścia utrzymuje sztucznie wysoki procent katolików w Polsce. Większość ludzi ma potrzebę, by nadać ważnym momentom w swoim życiu uroczystą oprawę. I Kościół ma tu monopol, bo śluby cywilne są zbyt szablonowe. Jedną z bardzo często wymienianych motywacji udziału w szkolnej katechezie jest zdobycie papierka od bierzmowania, niezbędnego do ślubu kościelnego.
"Polski katolicyzm w znikomej części opiera się na wartościach, wierze, teologii. Nie ma u nas istotnych sporów teologicznych, jak choćby na Zachodzie, gdzie spierają się ze sobą różne chrześcijańskie nurty. Polski katolicyzm jest niemal w całości formą i obrzędowością, do której są przywiązani nawet ludzie, którzy całkowicie nie podzielają katolickich przekonań i wierzeń. W tej sytuacji organizacja sensownych ceremonii humanistycznych powinna być uznana za rzecz elementarną i priorytetową dla rozwoju ruchu laickiego w Polsce" - przekonuje Agnosiewicz na portalu.
W grudniu 2007 r. pierwszy humanistyczny ślub wzięli Monika i Miłosz. Zamiast bieli była zieleń, zamiast czytania fragmentów Biblii - fragment z "Kociej kołyski" Kurta Vonneguta, zamiast księdza - dwoje celebransów: kobieta i mężczyzna, jako symbol równości płci. Do tej pory odbyło się takich ceremonii siedem (w tym jedna pary homoseksualnej), a w kolejce czekają następni. Treść przysięgi wymyśla sama para. Ona też decyduje, gdzie ślub się odbędzie i jaka ma być jego oprawa. Jeden z nich odbył się w warszawskim kinie Muranów dla 150 osób. Po emisji filmu "Pan i pani Smith" młodzi odtworzyli na scenie jego fragment. Na maj tego roku szykowana jest pierwsza ceremonia powitania dziecka, odpowiednik chrztu, podczas której rodzice złożą swojemu synowi przyrzeczenie miłości i opieki.
PSR liczy dziś 200 członków, a kolejnych tysiąc wypełniło deklarację zainteresowania. Dominują studenci i osoby z wyższym wykształceniem. Sporo jest nauczycieli akademickich, doktorantów. Wśród członków honorowych są m.in. prof. Jan Woleński, wybitny filozof i logik, prof. Adam Urbanek, paleontolog, wiceprezes PAN. - Trochę się nawet obawiam, by PSR nie był postrzegany jako przeintelektualizowany salon dla elity, bo to mogłoby zrazić zwykłych ludzi - mówi Agnosiewicz. Oddziały lokalne stowarzyszenia działają m.in. we Wrocławiu, Warszawie, Szczecinie, Poznaniu, Katowicach, Bydgoszczy, Wałbrzychu i Trójmieście.
W podziemiach...
Krakowscy ateiści spotykają się w piwnicach kawiarni przy Kanoniczej; w centrum raczej trudno znaleźć ulicę o świeckiej nazwie - śmieją się. Początkowo bali się, że w konserwatywno-klerykalnym Krakowie nikt się nie będzie chciał wychylać. Fakt, że na spotkanie założycielskie przyszło 50 osób, był więc lekkim szokiem. I jak ruszyło, to na dobre. Działa klub dyskusyjny. Ostatnio zaprosili katoliczkę medioznawczynię, by porozmawiać o religijności Polaków i mediach katolickich. Jest klub filmowy; mieli już projekcje wykładów Dawkinsa, dokumentu "Jesus Camp" o religijnym praniu mózgu, film Koszałki o śmierci. Ostatni Festiwal Racjonalistyczny odbył się właśnie tutaj. Ewelina pochodzi z Mazur. Gdy powiedziała w domu, że jest niewierząca, rodzina wyparła się jej na dwa lata. Studiowała w Olsztynie. Napisała pracę licencjacką o homoseksualizmie i usłyszała od promotorki, żeby raczej się gdzieś przeniosła, bo tu nie będzie dla niej miejsca. No to przeniosła się do Krakowa i odetchnęła.