Świadkowie wyjaśniają tajemnicę grobów z Malborka

Robert Kowalik, Gazeta.pl
06.02.2009 , aktualizacja: 06.02.2009 16:53
A A A Drukuj
Pojawiły się pierwsze relacje świadków wydarzeń, które miały miejsce w Malborku w 1945 r. Potwierdzają tezę, że szczątki około 2 tys. osób odnalezionych w zbiorowej mogile podczas prac budowlanych, mogą należeć w większości do obywateli niemieckich.
GALERIA ZDJĘĆ
W listopadzie 2008 r. na szczątki pierwszych osób natknęli się robotnicy kopiący fundamenty pod hotel przy ul. Piastowskiej w Malborku. Początkowo wydobyto szczątki ok. 70 osób. Zaraz jednak okazało się, że jest ich więcej. Do tej pory z leju po bombie wydobyto kości należące do niemal 2 tys. osób.

Malbork to było piekło

Informacja o mogile dotarła także do niemieckich mediów, które od razu zaczęły spekulować, czy w Malborku nie dokonano zbiorowej zbrodni. Wskazywano na Rosjan, a nawet Polaków. Teraz była mieszkanka miasta, która pragnie zachować anonimowość, przysłała z Niemiec list do malborskiego magistratu z opisem swoich przeżyć w czasie oblężenia miasta w 1945 roku.

- List wedle mojej oceny wyklucza możliwość, że mordu na pozostałych w mieście mieszkańcach dokonali Rosjanie - mówi Piotr Szwedowski z malborskiego urzędu miasta.

- List to świadectwo kobiety, która w 1945 r. miała 10 lat - mówi Szwedowski. - Kobieta opowiada o walkach, w których ucierpiała ludność cywilna. Opisuje też Malbork po zakończeniu walk. Opisuje go jako piekło, w którym ulice były zasłane zwłokami. Jej matka została przez Rosjan zaprzęgnięta do zbierania zwłok z ulic. Przy pomocy furmanek i ręcznych wózków zwożono to wszystko w jedno miejsce na obecną ul. Jagiellońską. Tam zwłoki posypywano chlorem. Tu relacja się urywa - mówi Szwedowski.

Jej wspomnienia potwierdzają tezę historyków, że szczątki mogą należeć do obywateli niemieckich, którzy w 1945 roku - mimo rozkazu opuszczenia miasta wydanego przez Niemców - postanowili zostać w Malborku i zginęli. Do tej pory nie wiadomo jak. Teorii jest kilka - najprawdopodobniej nie udało im się przeżyć zimy w opuszczonym mieście i padli ofiarami chorób i głodu. Nie można też wykluczyć, że mogli zginąć podczas oblężenia miasta przez armię rosyjską. Część ofiar mogła zginąć wskutek egzekucji - mogą o tym świadczyć ślady po kulach w niektórych czaszkach.

Kobieta na początku lat 70. wyjechała z Malborka do Niemiec. Zgodziła się na przekazanie listu prokuraturze.

Szczątki 1750 osób odkryte w Malborku. Kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć galerię: Kliknij, by obejrzeć galerię REUTERS

Trupy leżały wszędzie

Do kolejnego świadka dotarł dzisiejszy dziennik "Polska". Według relacji Tadeusza Bronowskiego, który przybył do Malborka w maju 1945 r. jako 10-letni chłopak, "trupy leżały wszędzie: na ulicach, w piwnicach, w krzakach, w parku, koło torów, w fosie, na zamku, gdzie było ich szczególnie wiele". Bronowski był świadkiem jak jeńcy pilnowani przez Rosjan uprzątali miasto z ciał wrzucając je do dołów. - Ta relacja, choć z nieco późniejszego okresu, potwierdza relację zawartą w liście Niemki. Przede wszystkim uderza ta wszechobecność ciał - mówi Szwedowski.

- Gromadzimy wszelką dokumentację i w zależności od wartości dowodowej, osoby będą przesłuchiwane w tej sprawie - mówi prokurator Mirosław Roda z gdańskiego oddziału IPN, który przed dwoma tygodniami przejął sprawę od malborskiej prokuratury.

Prokurator mówi też, że pojawiają się kolejne relacje. - Z pięciu, które dotarły do nas właśnie te dwie mogą okazać się najbardziej pomocne w rozwikłaniu tej owianej tajemnicą sprawy - dodał prok. Roda.

Podziel się