Kraków muzyką stoiMorderstwo Nancy Spungen, kochanki Viciousa, i późniejsza śmierć Sida jest jedną z ciemnych kart historii rocka. Tak jak śmierć Jima Morrisona, Janis Joplin czy Kurta Cobaina. W dokumencie "Who Killed Nancy?" (Kto zabił Nancy?), który dziś będzie miał premierę w londyńskich kinach, reżyser Alan G. Parker próbuje rzucić na tę tajemnicę nieco światła i udowodnić, że Sid nie zabił swojej dziewczyny.
Sid Vicious, czyli Wredny Sid, a tak naprawdę John Ritchie, był basistą prekursorów punkrocka - Sex Pistols.
Chudy, z nastroszoną fryzurą, poszarpanymi ciuchami, skórzaną kurtką i pomalowanymi ciemnym lakierem paznokciami był, bardziej niż wokalista kapeli Johnny Rotten, wzorem dla wszystkich punków. Na basie nie potrafił zdziałać wiele. Gitarzysta Pistolsów Steve Jones miał powiedzieć, że sam nagrał partię basu w utworze "Never Mind The Bollocks", bo Sid był w szpitalu i nie mógł zagrać. - Choć niezależnie od tego i tak by zagrać nie potrafił - stwierdził Jones.
Jednak techniczne braki rodowity londyńczyk nadrabiał charyzmą i energią. Otaczała go aura rozrabiaki, awanturnika i imprezowicza. Nie stronił też od używek, i to od czasów młodości, zresztą jego matka Anne przez pewien czas zarabiała jako dilerka.
Amerykanka Nancy Spungen również nie była grzeczną dziewczynką - po wielokroć wyrzucana ze szkół zaliczała się do tzw. trudnej młodzieży. Do Anglii trafiła jako groupie w pogoni za Jerrym Nolanem z zespołu The Heartbreakers. Zamiast niego w listopadzie 1977 r. poznała Sida - on miał wtedy 20 lat, ona - 19. Szybko zamieszkali ze sobą, a ich związek stał się utrapieniem dla reszty zespołu. Większość przyjaciół Viciousa nie znosiła Nancy. Twierdzili - czemu on zaprzeczał - że wciągnęła go w heroinę. Faktem jest, że ich wybuchowa i brutalna miłość sprawiała, że Sid częściej był widywany z Nancy niż z Pistolsami. W końcu zespół rozpadł się w samym środku amerykańskiej trasy w lutym 1978 r. Sid i Nancy - jako menedżerka - rozpoczęli solową karierę.
Nancy zmarła 12 października 1978 r. - została znaleziona w łazience nowojorskiego Chelsea Hotel z raną kłutą brzucha. Obsługę hotelową wezwał ledwie przytomny Sid, który biegał po schodach, wrzeszcząc: "Coś się stało mojej dziewczynie!". Kilka godzin później aresztowano go pod zarzutem morderstwa.
Wyszedł za kaucją po blisko czterech miesiącach, 1 lutego 1979 r., ale z perspektywą rychłego powrotu do paki - groziło mu nawet dożywocie. Może dlatego postanowił hucznie uczcić odzyskaną swobodę i jeszcze tego samego wieczoru urządził w mieszkaniu swojej nowej dziewczyny w Greenwich Village wielkie przyjęcie, na które jego matka przyniosła spore ilości heroiny. To ona znalazła go następnego dnia.
- Od tamtej pory wszyscy uważali, że Sid był winien śmierci Nancy - twierdzi Alan Parker w rozmowie z BBC. - Ja też. Do czasu, kiedy w 1999 r. wpadłem na trop, który obudził moje wątpliwości - mówi.
Filmowiec nie ukrywa, że został zainspirowany przez zmarłą w 1996 r. Anne Ritchie przekonaną o niewinności Sida. Udowodnienie tego było jej ostatnim życzeniem.
Do czego dotarł Parker? Po pierwsze, Nancy zmarła po wielkiej imprezie, podczas której przez pokój przewinęło się mnóstwo ludzi. Kolejna poszlaka - według świadków Sid zażył tyle narkotyków, że nie mógł ustać na nogach i w chwili gdy zabito Nancy, był kompletnie "odcięty". W śledztwie zeznał, że nic nie pamięta z tamtego wieczoru. I jeszcze - policja zabezpieczyła w pokoju odciski palców tylko czterech osób, choć para mieszkała w hotelu od tygodni i przyjmowała rzesze gości. Wreszcie - z pokoju zniknęło ponad 24 tys. dolarów.
Według Parkera Nancy została zabita przez Michaela, jednego z imprezowych gości. - Później widziano go na innym piętrze hotelu, przechwalał się, że ma dużo kasy. Podobno pokazał komuś gruby plik banknotów otoczony gumką do włosów Nancy - mówi Parker.
- Jestem wielkim fanem Viciousa i Pistolsów, ale nie zamierzam zmieniać historii. - przekonuje. - Chcę tylko dotrzeć do prawdy. Zresztą tytuł "Kto zabił Nancy?" jest najgorszym z możliwych. Film powinien się nazywać "Kto nie zabił Nancy i 500 na to dowodów".
Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl