Czy porwanego Polaka uratuje supernegocjator?

TOK FM, TM
04.02.2009 , aktualizacja: 04.02.2009 19:45
A A A Drukuj
MSZ wysłało do Pakistanu specjalnego negocjatora. Zenon Kuchciak były ambasador Polski w Uzbekistanie ma na swoim koncie m. in. uratowanie polskich obywateli w Czeczenii. Czy uda mu się uratować pracownika Geofizyki? - Zna języki tamtego regionu, ma świetne kontakty na miejscu. Szkoda tylko, że wysłano go tak późno - mówi radiu TOK FM Krzysztof Mroziewicz z POLITYKI.
Polski inżynier prosi na filmie o spełnienie żądań porywaczy
Fot. dawn.com
Polski inżynier prosi na filmie o spełnienie żądań porywaczy
- Dzięki radosnej działalności pana Macierewicza MSZ nie ma w regionie kogo zapytać - mówił dzisiaj w radiu TOK FM Mroziewcz wyrażając ubolewanie nad powolnością postępów w sprawie porwanego mężczyzny. Dziennikarz zwrócił uwagę na doświadczenie wysłanego wczoraj specjalisty. Kuchciak ma być osobą, która w odróżnieniu od naszych władz wie z kim i jak rozmawiać.

W dyplomatycznych kręgach Kambasadorowi nie raz wypominano, że jest absolwentem moskiewskiej uczelni Mgimo, która nauczyła go języków tamtego obszaru. - Ale jak się okazało nawet minister Sikorski musi sięgnąć po takiego absolwenta. Ministerstwo nie ma nikogo lepszego - uważa Mroziewicz.

Co trzeba zrobić

Według dziennikarza pierwszym krokiem polskiego wysłannika powinny być konsultacje z Islamabadem, w którym najprawdopodobniej mieści się sztab antykryzysowy. Najprawdopodobniej, bo czy taki sztab w ogóle istnieje jest tajemnicą zarezerwowaną dla wysokich urzędników MSZ. Następnie trzeba skontaktować się z reprezentantami porywaczy. Takie kontakty negocjatorom powinien dostarczyć wywiad pakistański. Dobrym źródłem wiedzy Kuchciaka ma być redakcja anglojęzycznej gazety Pakistańskiej Dawn - to z jej dziennikarzami kontaktują się porywacze.

Mroziewicz podkreśla rolę polskiej ambasady w negocjacjach. Placówka powinna wszelkimi sposobami upowszechnić wiadomość przybycia nowego negocjatora. W przeciwnym wypadku porywacze mogą nie przesunąć wykonania terminu ultimatum.

W Pakistanie trwa wojna domowa

Polak przetrzymywany jest w graniczącej z Afganistanem prowincji FATA. Od czasów wycofania się Brytyjczyków Islamabad praktycznie nie ma wpływów w tamtym regionie. Tereny przygraniczne de facto są rządzone przez przywódców plemiennych. - Od 1947 do 2003 roku w tamtym regionie nie było wojska pakistańskiego - powiedział na antenie TOK FM Patryk Kugiel z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Kugiel podkreślił rosnące wpływy radykalnych przywódców religijnych w regionie, którzy coraz częściej stawiają postulaty przekształcenia FATA w lokalną republikę Islamską.

Aktualnie wojsko pakistańskie prowadzi szeroko zakrojoną ofensywę przeciwko rosnącym w siłę talibom. Walki trwają w trzech z siedmiu dystryktów prowincji. - To wojna domowa - mówi Kugiel. Kiedy w 2002 roku do Afganistanu wkroczyli amerykanie rząd pakistański będący sojusznikiem Stanów Zjednoczonych paradoksalnie stracił resztki kontroli nad prowincją.

Bomba z opóźnionym zapłonem

- Tradycyjni przywódcy plemienni mają coraz mniejszy wpływ na to co się dzieje w tym regionie - mówi Kugiel. - Ich rolę przejmują mułłowie, a ostatnio lokalni bojownicy - dodaje. Wpływowi radykałowie domagają się wycofania wojsk pakistańskich z FATA oraz sił koalicji z Afganistanu.

Prowincja leży na szlaku przemytu opium. W regionie kwitnie niekontrolowany handel bronią. Jest miejscem nadawczym kilkunastu pirackich, radykalnych stacji radiowych.

W 2007 roku decyzją byłego prezydenta Pakistanu Perveza Musharrafa wojska przystąpiły do ofensywy mającej zablokować "dalszą talibanizację regionu". Niestety według ekspertów postępy są niewidoczne, czego dowodem ma być m. in. dzisiejsze porwanie 29 policjantów. Tylko wczoraj w starciach zginęło co najmniej 35 bojowników islamskich. O stratach po stronie wojska rząd milczy.

Podziel się