Dramatyczny apel partnerki życiowej porwanego inżyniera

Darek Zalewski TOK FM, zaw
03.02.2009 , aktualizacja: 03.02.2009 18:21
A A A Drukuj
- To krzyk rozpaczy. Mój i mojego dziecka. Zróbcie wszystko, co się da, by go uwolnić - apeluje Dorota Bartula, wieloletnia partnerka życiowa polskiego inżyniera więzionego w Pakistanie. Na dzień przed upływem terminu ultimatum porywaczy Bartula przerywa milczenie. W rozmowie z TOK FM pyta rząd, co zrobił w sprawie uwolnienia ojca jej dziecka.
Polski inżynier prosi na filmie o spełnienie żądań porywaczy
Fot. dawn.com
Polski inżynier prosi na filmie o spełnienie żądań porywaczy
Pakistańscy policjanci oglądają samochód, który ostrzelali porywacze polskiego inżyniera
Fot. Ghulam Shabbir AP
Pakistańscy policjanci oglądają samochód, który ostrzelali porywacze polskiego inżyniera
- To jest obywatel Polski. Obojętnie gdzie by był na świecie, rząd powinien zrobić wszystko, by mu pomóc - mówi Dorota Bartula. Inżyniera Piotra Stańczaka talibowie porwali w Pakistanie cztery miesiące temu.

Przez cały ten czas kobieta nie wypowiadała się publicznie, żeby nie zaszkodzić sprawie. Poprosiła nawet ABW o ochronę przed mediami. - Nie odzywaliśmy się ze względu na niego, żeby go ochronić - wyjaśnia.

30 stycznia talibowie dali rządowi Pakistanu cztery dni na spełnienie swoich żądań: wycofanie się pakistańskich sił bezpieczeństwa z tzw. terytoriów plemiennych, czyli pogranicza afgańsko- pakistańsko oraz uwolnienie z więzień ich towarzyszy. Termin spełnienia żądań talibów mija w środę 4 lutego.

Dlaczego dopiero teraz kobieta zdecydowała się przerwać milczenie?

- Obiecałam synowi, że zrobię wszystko, żeby uwolnić jego tatę - powiedziała Bartula radiu TOK FM. Dodała, że chłopiec ma 13 lat i jest wystraszony. - Czyta internet, gazety. Zawsze mówię mu, kiedy coś chce wiedzieć - opowiada Bartula. Nie da się chłopca izolować od coraz dramatyczniejszych wieści o losach jego ojca. Ona sama dostaje informacje o Piotrze Stańczaku z krakowskiej Geofizyki, która jest w stałym kontakcie z Ministerstwem Spraw Zagranicznych.

Swoich kontaktów z MSZ kobieta nie wspomina najlepiej. - Zadzwonili w dniu porwania, potem jeszcze jeden raz. Kiedy ja zadzwoniłam dwa dni później, już mnie zbyli. Od tamtego czasu żadnych kontaktów. Ani z ministerstwa, ani z kancelarii prezydenta - żali się Bartula.

W tej chwili domaga się, żeby rząd zrobił wszystko co w jego mocy, żeby zapewnić Piotrowi Stańczakowi bezpieczeństwo. - To jest obywatel Polski. Obojętnie gdzie by był na świecie, powinni zrobić wszystko, by go uwolnić - apeluje. Uważa, że ma prawo domagać się tego, tym bardziej, że to właśnie polski rząd zaangażował kraj w konflikt zbrojny z talibami. - Nie interesuje mnie polityka. Interesuje mnie, żeby nasz rząd zrobił wszystko, żeby uwolnić polskiego obywatela. Przecież to on podejmuje decyzję, które mają potem konsekwencje dla nas wszystkich - podkreśla.

Zdaniem kobiety dotychczasowe działania, to za mało, żeby uratować życie ojca ich wspólnego syna. Jest pełna niepokoju, co się wydarzy jutro. - Niech minister Sikorski przyjedzie do tego 13-letniego chłopca i mu powie, że zrobił wszystko żeby uwolnić jego tatę - mówi Bartula.

Ma nadzieję, że w środę nie stanie się nic złego, ale zapowiada, że dokładnie sprawdzi co zrobiono, żeby uwolnić Piotra Stańczaka z rąk talibskich porywaczy.

Podziel się