"Teraz my" we Włodowie Dziennikarze "Teraz my" pojechali do Włodowa na rozmowę z Tomaszem W. Mężczyzna zapewniał, że to nie on zabił 60-letniego recydywistę. Wraz ze swoją żoną, otoczony małymi dziećmi Tadeusz W. opowiadał, że do tragedii doszło, bo
policja nie chciała podjąć interwencji a on bał się o najbliższych.
- My (on z braćmi - red)go pobiliśmy. Uderzyłem go dwa razy pięścią w twarz. Jak odchodziliśmy to jeszcze żył - zapewniał w
TVN Tadeusz W. Małżeństwo dodało, że wie, kto odpowiada za śmierć 60-latka. Naciskani przez dziennikarzy stacji TVN potwierdzili, że chodzi o członka ich rodziny. Dlatego nie zdecydują się na podanie nazwiska "właściwego sprawcy".
- Ale państwo wiedzą, kto jest zabójca? - pytał się Tomasz Sekielski z "Teraz my".
- Mąż C. nie zabił. Bo tak było. I staramy się nie myśleć co będzie dalej (...) Wierze w to, że uda się udowodnić, że mąż nie zabił - mówiła kobieta.
- Ale nie uważa Pani, że to jest ten moment, że pani powinna to powiedzieć? - pyta dziennikarz. - Czy zabójca jest wśród tych co przyszli po was i byli skazani za bezczeszczenie zwłok? - dodaje.
- A gdy powiem panu tak to wystarczy? Myślę, że od tego jest sąd - mówiła żona skazanego.
(...)
- Czy to jest pani ojciec?
- Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Nie mogę i nie chcę.
Tadeusz W. zapowiedział też, że jeśli będzie skazany i będzie musiał odsiedzieć wyrok zwróci się do prezydenta z prośbą o ułaskawienie.
W programie nie było wypowiedzi przedstawiciela prokuratury.
Włodowo. Lipiec 2005 Do linczu na 60-letnim Józefie C. doszło w lipcu 2005 roku. Według relacji, mężczyzna zastraszył mieszkańców, ranił maczetą jedną osobę i groził zabiciem swojej konkubiny. Policja kilkakrotnie była proszona o interwencję. Gdy to nie poskutkowało, mieszkańcy Włodowa postanowili sami się bronić. Sześciu mężczyzn złapało Józefa C. i śmiertelnie go pobiło. Policjanci z Dobrego Miasta, którzy nie zareagowali na zgłoszenia są już prawomocnie skazani.
Ofiara linczu była dobrze znana policji. Józef C. był 23 razy skazywany za różne przestępstwa. W więzieniach spędził ponad 24 lata. Sprawa linczu na nim od początku wzbudzała liczne kontrowersje. Pojawiły się opinie, że sprawcy powinni zostań uniewinnieni, ponieważ działali w obronie własnej. Oprócz tego, żaden z nich nie był wcześniej karany, wszyscy mają dobrą opinię wśród rodziny i sąsiadów.
Wyroki Bracia W. zostali skazani na 4 lata więzienia za zabójstwo recydywisty. Sąd wymierzył też kary innym oskarżonym. Rafałowi W. sąd wymierzył karę roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata. Oprócz tego, skazany ma pozostawać przez te 3 lata pod dozorem kuratora. Stanisław M. i Wiesław K. otrzymali po 6 miesięcy pozbawienia wolności. W obliczu okoliczności łagodzących, sąd wymierzył karę mniejszą od minimalnej przewidzianej za zabójstwo.
To już drugi wyrok w tej sprawie. W pierwszym procesie olsztyński sąd skazał braci Tomasza, Krzysztofa i Mirosława W. na dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy; przy czym zmienił kwalifikację czynu z zabójstwa na pobicie z użyciem niebezpiecznego narzędzia; pozostali trzej oskarżeni także otrzymali kary w zawieszeniu. Od wyroku odwołała się obrona oraz prokuratura, która domagała się wyższych kar.