Marcinkiewicz żali się na tabloid

mar
02.02.2009 , aktualizacja: 02.02.2009 23:07
A A A Drukuj
- Użyłem złego słowa, bo żadnych umów nie ma - Kazimierz Marcinkiewicz w programie "Tomasz Lis na żywo" wycofywał się ze swoich zapewnień o umowie z PO. Żalił się też na dziennikarzy tabloidu, którym wysłał swoje zdjęcie z kochanką. Nazwał ich złymi ludźmi bez wartości. Tłumacząc rozstanie z żoną powiedział, że jest "człowiekiem zmiany".
Kazimierz Marcinkiewicz
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Kazimierz Marcinkiewicz
ZOBACZ TAKŻE
- Użyłem złego słowa, bo żadnych umów nie ma. Rozmawiałem z PO w przyjacielskiej rozmowie, rozważaliśmy różne warianty - mówił Marcinkiewicz.

Odpowiedzialnością za swoje słowa o umowie z PO obarczył też na pytających. Przypomnijmy: najwięcej o umowie zdradził 26 stycznia w programie "24 godziny" w TVN24, który prowadziła Anita Werner. - Może ktoś powiedział o umowie, a ja to podchwyciłem - mówił dziś u Lisa.

Umowa, o jakiej mówił Marcinkiewicz w TVN24, dotyczyła jego startu w wyborach do europarlamentu jako jedynki na warszawskiej liście PO. Dzień po wywiadzie w TVN24 Grzegorz Schetyna, z którym Marcinkiewicz ustalał szczegóły umowy, wszystkiemu zaprzeczył. Kazimierz Marcinkiewicz nie startuje w wyborach do europarlamentu - powiedział.

Dziś u Lisa b. premier powiedział, że mówił coś innego, a do polityki wcale nie chce wracać: - Ja do polityki nie pcham się, bo naprawdę mam co robić i jestem z tego zadowolony

Marcinkiewicz ciągle zapewniał Lisa, jak dobrze mu idzie w pracy, jak "szalenie interesujące doświadczenie zdobywa w Londynie", gdzie dostał się początkowo przecież dzięki decyzji władz swojej partii. - Mam swoją pracę. Wykonuję ją w sposób należyty, a oprócz tego porządkuję swoje życie osobiste - mówił.

Czy rzeczywiście nie chce wrócić do polityki? W kwestii wyborów prezydenckich miał do powiedzenia jedynie tyle, że startować nie chce, ale nie wiadomo, co może się zdarzyć. - Myślę, że wykluczam start w wyborach prezydenckich, ale w polityce jest zawsze jakieś "ale" - mówił Marcinkiewicz.

O żonie: Jestem człowiekiem zmiany. Zmieniałem już np. pracę

Lis przypomniał Marcinkiewiczowi płomienne wpisy na blogu o żonie, z którą się teraz rozwodzi dla młodszej partnerki i deklaracje we wcześniejszych wywiadach o tym, jak ważna jest dla niego rodzina. Jak więc b. premier tłumaczy jej porzucenie? - Jestem człowiekiem. całe moje życie to zmiana. Ja bardzo często zmieniałem pracę, którą wykonywałem, branżę, w której pracowałem. To rzecz, która we mnie tkwi bardzo. Myślałem, że jest rzecz, której nie będę zmieniał, ale okazało się, że idę jeszcze dalej i to nie jest, według mnie, hipokryzja, wręcz przeciwnie - usłyszeliśmy.

Jak dodał, "twierdzenie, że rodzinę utrzymuje się w pewnej stałości" to... hipokryzja właśnie.

- Od trzech lat ja żyłem w Londynie i w Warszawie, żona - w Gorzowie. To sprawiło, że postanowiłem uporządkować swoje życie osobiste, nie być hipokrytą właśnie. I to robię - mówił.

Lis spytał też Marcinkiewicza, dlaczego współpracował z "Super Expressem" ws. ujawnienia szczegółów swego romansu dostarczając mu swoich zdjęć z kochanką, a potem groził gazecie pozwem.

Marcinkiewicz w odpowiedzi znów zaatakował dziennikarzy przypisując im winę za publikacje: - Tabloid jest jak buldożer, który bezmyślnie burzy wszystko, co ma przed sobą. To jest nie do zatrzymania. Bez żadnych uczuć, bez żadnej wrażliwości, bez żadnego spojrzenia na drugiego człowieka. Ja czasem myślę, jak złym trzeba być człowiekiem, bez uczuć, może nawet bez rozumu, bez hamulców żadnych, by móc pisać takie rzeczy. Wymyślać - bo większość tych rzeczy jest wymyślona. Szkoda mi tych ludzi. Bo jeśli ktoś jest tak bezwzględny, tak bez żadnych wartości, to tylko pochylić się i żałować takich ludzi. (...) Robią wiele złego - żalił się Marcinkiewicz.

Podziel się