J. Kaczyński na kongresie: Potrzebna debata na argumenty

asz, PAP
31.01.2009 , aktualizacja: 31.01.2009 14:30
A A A Drukuj
O debatę publiczną na argumenty a nie na pomówienia i uprawianie polityki w sposób pokojowy - zaapelował na kongresie swej partii prezes PiS Jarosław Kaczyński. Zapowiedział, że PiS taką właśnie politykę będzie prowadzić.
Posiedzenie II kongresu PiS
Fot. Krzysztof Karolczyk/AG
Posiedzenie II kongresu PiS
RAPORTY
Wezwał też do zapomnienia koalicji PiS z Samoobroną i LPR oraz przeprosił przedstawicieli polskiej inteligencji, którzy w przeszłości mogli poczuć się urażeni "niefortunnymi" słowami niektórych polityków jego partii. Wystąpienie J. Kaczyńskiego rozpoczęło dwudniowy kongres PiS. Po wystąpieniu prezesa rozpoczęła się debata programowa.

Sukces Polaków - mówił szef PiS - polegać ma na budowie Polski "nowoczesnej, zasobnej, solidarnej, bezpiecznej". - To jest IV Rzeczpospolita - ta Polska sukcesu - dodał. Podkreślił, że jego partia chciałaby, aby dyskusja na kongresie, jak i później z innymi partnerami, była prowadzona "na argumenty, a nie na etykiety, czy tym bardziej - epitety".

Szef PiS zaznaczył, że celem rozpoczętej na kongresie PiS dyskusji jest doprowadzenie do ostatecznego wyklarowania się przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi "jasnego programu dla Polski".

J. Kaczyński przedstawił też wnioski płynące - według niego - z lat sprawowania władzy przez PiS oraz z czasu pozostawania w opozycji. Trzeba - podkreślił - zastanowić się jak docierać do opinii publicznej i przekonywać Polaków do programu PiS.

Stwierdził, że politycy PiS muszą sobie jasno powiedzieć, że nie można poprzestawać na opisywaniu rzeczywistości, ale trzeba zabiegać o sukces "w takiej Polsce jaka jest, z takimi mediami i z takim nastawieniem do nas".

W opinii J. Kaczyńskiego pierwszy wniosek, jaki trzeba wyciągnąć z analizy obecnej polskiej rzeczywistości to ten, że "polskie społeczeństwo jest zmęczone doświadczeniami z poprzednich epok" ale i z ostatnich 20. lat.

- Polskie społeczeństwo przeżywało wielkie wstrząsy, wielkie traumy i chce spokoju - mówił J. Kaczyński. Do tej potrzeby trzeba dostosować sposób uprawiania polityki - dodał.

Reformować Polskę trzeba tak - podkreślił szef PiS - aby żadna grupa społeczna nie uznała, że jest to przeciwko niej, że "jej uprawnione interesy i godność zostaną naruszone".

- Musimy to robić w ten sposób by umieć wczuć się w sposób myślenia, wrażliwość tych, którzy nas nie popierają, którzy nam nie wierzą, którzy często nawet się nas obawiają, odczuwają do nas niechęć. Musimy się umieć wczuć w to dlatego, że to są nasi rodacy, że przecież dla nich chcemy działać, bo oni są wielką częścią naszego narodu - mówił J. Kaczyński.

"Pokój a nie wojna"

Podkreślał, że w życiu publicznym powinna mieć miejsce "konkurencja, a nie ostre starcie, pokój a nie wojna".

- Miliony Polaków ma dzisiaj często uzasadnione przeświadczenie, że mamy u nas ostre starcie, że mamy wojnę. A ja powtarzam: pokój nie wojna i apeluję, by ten sposób myślenia przyjęli wszyscy, by odeszły pomówienia, zły język, odrzucanie faktów - powiedział J. Kaczyński.

Zapowiedział, że PiS zamierza uprawiać politykę "w sposób pokojowy" zarówno pozostając w opozycji, ale i gdy odniesie sukces wyborczy i zdobędzie władzę. "Także wtedy jeśli inni tego nie przyjmą. Nie podejmiemy rękawicy" - dodał szef PiS.

Jak podkreślił, konkurencja w polityce jest częścią demokracji, ale musi ona "znajdować swą miarę". J. Kaczyński oświadczył, że po sukcesie swej partii, w który on głęboko wierzy, PiS będzie "tę miarę szanować i z całą pewnością nie będzie jej przekraczać".

"Zapomnijmy o tej koalicji"

Według J. Kaczyńskiego, mówiąc o przyszłym sukcesie PiS trzeba jednak zastanowić się nad problemem z przeszłości - koalicji z Samoobroną i LPR.

"Ta (koalicja), która była powinna być zapomniana. To już jest historia w dziejach naszej partii. Nie mogło wtedy być inaczej, zostaliśmy do tego zmuszeni" - oświadczył. Ale - dodał szef PiS - "zapomnijmy o tym i niech inni o tym zapomną".

Rozważając ogólnie kwestię koalicji J. Kaczyński stwierdził, że doświadczenia tak PiS, jak i PO pokazują, że "najlepiej realizować wielkie programy, gdy partia może sądzić samodzielnie".

Według niego, w krótkim okresie gdy PiS rządził sam "mogliśmy w rządzie umieścić osoby, które z wielką kompetencją i energią podjęły różne sprawy przedtem nienajlepiej podejmowane".

"To co mówię jest być może zuchwałe, ale ta zuchwałość jest potrzebna. Bo my udowodniliśmy jedno, że PiS jest Polsce potrzebny - udowodniliśmy to faktami" - oświadczył J. Kaczyński. Jak dodał, politycy PiS udowodnili, że zasada "czyny, nie cuda, a także nie słowa" jest ich zasadą.

Podkreślił też, że aby reformować kraj trzeba mieć profesjonalny zespół. "Nie możemy tracić czasu, a to się niestety zdarzało, na wewnętrzne spory, na ambicje" - mówił.

J. Kaczyński zapowiedział, że taki zespół - od kandydata na premiera, przez ministrów, wiceministrów, aż po wojewodów - gotowy do objęcia władzy w Polsce, PiS będzie miało za dwa lata, roku kolejnych wyborów parlamentarnych.

Według J. Kaczyńskiego PiS potrzebuje też zaplecza eksperckiego, oraz wspierającego ugrupowanie w sferze medialnej ideowej i moralnej.

W tym kontekście nawiązał do relacji PiS z polską inteligencją. Podkreślił, że PiS rodził się "z inteligenckiego etosu" i nigdy miał żadnych antyinteligenckich tendencji, a wiele grup inteligencji popiera jego partię.

- Ale była też wielka akcja, o której tutaj nie chcę wspominać, były słowa, czasem niefortunne. Być może są polscy inteligenci, ci prawdziwie etosowi, którzy poczuli się urażeni. Dlatego tutaj, z tego miejsca chce powiedzieć głośno i mocno: przepraszam - oświadczył prezes PiS, a w odpowiedzi na te słowa delegaci długo bili mu brawa.

- Jeśli ktoś się poczuł urażony, to przepraszam. Nie było takiej intencji, ale bardzo nam zależy aby polska inteligencja widziała PiS we właściwym wymiarze, także jeżeli chodzi o tę sprawę - powiedział J. Kaczyński.

Prezes PiS mówił również o solidarności i wsparciu dla najsłabszych grup społecznych: rolników oraz emerytów i rencistów. Sprzeciwił się obowiązkowemu przekazywaniu części składek emerytalnych do Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE).

- Nie może być tak, żeby Polacy byli zmuszaniu do udziału w systemie oszczędności, który może przynieść im klęskę. Na to się nie zgadzamy - zaznaczył.

Podziel się