Wenta: Złoty medal został już przyznany »Grzegorz Tkaczyk ma 29 lat. Był kapitanem reprezentacji, która dwa kata temu zdobyła na mistrzostwach świata srebrny medal. Profesjonalną karierę rozpoczynał w Warszawiance, później wyjechał do Niemiec, gdzie przez pięć lat grał w Magdeburgu, a od 2007 roku reprezentuje Rhein-Neckar Löwen. Trzy miesiące temu niespodziewanie zrezygnował z gry w kadrze. Nie wyklucza jednak powrotu do niej.
Przemysław Iwańczyk: Niezły numer wywinęli pana koledzy.Grzegorz Tkaczyk: Nie da się ukryć. Mecz z Norwegami, który przesądził o awansie do półfinału, to coś niesamowitego. Takie cuda zdarzają się raz w życiu, więcej się nie powtórzą.
Taki rzut w ostatnich sekundach Artura Siódmiaka też...- Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie miałem wątpliwości, czy piłka wpadnie po jego rzucie. Zapewniam, nie jest łatwo trafić piłką przez całe boisko do bramki, nawet pustej. Tę kontrę można było rozegrać inaczej, bo jeszcze dwóch zawodników było bliżej bramki. Wtedy nie byłoby takich nerwów. Artur jest teraz bohaterem narodowym, bo nie wiedział, ile zostało czasu do końca i nie zastanawiał się, co powinien zrobić, tylko rzucił. Gdyby się zawahał, zaczął myśleć, na pewno by nie trafił.
Po zwycięstwie w takim stylu poczuł pan tęsknotę za kadrą?- Czy to tęsknota? Przecież nie skończyłem z reprezentacją na zawsze, tylko zawiesiłem w niej grę. Dla mnie to nowa sytuacja. Fajnie ogląda się takie mecze kolegów, ale kosztuje to wiele nerwów. Przecież dotąd byłem z chłopakami, grałem, a teraz tylko oglądam ich na zupełnie innym poziomie emocji. Oczywiście chciałbym pomóc, ale nawet gdybym się uparł, nie dałbym rady, bo mam problemy z kolanem.
Na drodze do medalu staje Polakom Chorwacja, zespół, który w ostatnich latach bierze prawie wszystko.- Chorwacja i tak jest dla nas łatwiejszym rywalem niż Francja, mimo że gospodarze są głównym faworytem do mistrzostwa, choćby dzięki kibicom. Francuzi nam wybitnie nie leżą. Z Chorwatami nie można jednak zagrać jak z Norwegią, trzeba o wiele lepiej. Lepiej niż z Serbią czy nawet Danią.
Na ostatnich igrzyskach i we wcześniejszych meczach kontrolnych wygrywaliśmy z Chorwatami. I nie ma znaczenia, że w Pekinie nie grał świetny Ivano Balić, bo Chorwaci tak samo dobrze grają z nim jak bez niego. Kiedy jest na boisku, podejmuje wszystkie decyzje, to ich motor napędowy. Ale kiedy go brakuje, drużyna gra kolektywnie i nic na tym nie traci.
Damy radę, bo nie takie cuda już się na tych mistrzostwach zdarzały. Jesteśmy w półfinale, choć wyszliśmy z grupy eliminacyjnej bez punktu.
Dla mnie największą niespodzianką tego mundialu jest porażka Niemców, którzy bronili mistrzostwa świata. Wyszli z grupy z kompletem zwycięstw, później wywalczyli ledwie punkt i teraz mogą pluć sobie w brodę. A my się cieszymy, bo mamy dwie szanse medalowe.
Damian Wleklak opowiadał, że widział na trybunach szefa niemieckiej federacji, który szalał z radości, kiedy Polska remisowała z Norwegią. Później już go nie zobaczył, ale pan miał okazję przyjrzeć się twarzom Niemców po naszej wygranej, po której pożegnali się z medalem.- Widziałem ich miny. Nie mogli uwierzyć w to, co się stało. Mecz Polaków nazywają "cudem". Niemcy za swoją porażkę winią arbitrów. Szybko zapomnieli, jak im sędziowie pomagali dwa lata temu na mundialu u nich.
W meczu z Chorwacją nie wystarczy doskonała postawa bramkarza?- Na tym etapie rozgrywek MŚ mecze wygrywa się w obronie. To jest klucz do wszystkich wielkich sukcesów Chorwatów. Atak też mają silny, ale defensywa to nr 1. Sławek Szmal powtarza, że broni dobrze wtedy, kiedy dobrze grają jego koledzy w obronie. To jest przekazywana sobie wzajemna pewność. Bramkarz czuje się pewnie, bo pewni są koledzy przed nim. I odwrotnie. Do tego agresja w grze, bez tego się nie da. Chorwaci grają w typowo bałkańskim ustawieniu 3-2-1, dlatego tak ciężko przebić się w kierunku ich bramki.
Twarzą polskiej ekipy na poprzednich mistrzostwach świata był pan. Kto jest teraz generałem na boisku?- Piłka ręczna jest tak zespołową grą, że trudno się mówi o jednostkach. Zespół wygrywa, zespół przegrywa, nie pojedynczy ludzie. Ale doceniłbym Sławka Szmala oraz Damiana Wleklaka, który jest moim cichym bohaterem. Wielu go krytykowało, inni mówili, że nie nadaje się do kadry, a on pokazuje, że ma papiery na lidera, który umie taktycznie pokierować zespołem. Jego doświadczenie jest nieocenione. Choć nie zdobywa goli, gra mądrze.
A Karol Bielecki? Może to on powinien wziąć na siebie większą odpowiedzialność za zespół?- Nie oszukujmy się, stać go na więcej. W meczach, które zostały, Karol pokaże jednak, co naprawdę potrafi. Już z Norwegami rzucił niezwykle istotne bramki w kluczowym momencie. Widać, że idzie w górę.
Załóżmy, że obronimy wicemistrzostwo albo będzie złoto. Piłka ręczna drgnie wtedy w Polsce?- Już po wicemistrzostwie sprzed dwóch lat wiele się zmieniło. Piłka ręczna stała się popularna i interesująca. W Polsce mamy tylko dwa liczące się kluby - Vive Kielce i Wisłę Płock, ale sprawy ruszyły w dobrym kierunku. Wrócił przecież do kraju trener Bogdan Wenta, a na trybunach są komplety widzów. To jednak wciąż mało. Trzeba przyspieszyć zmiany. Powinno się udać, bo w reprezentacji też wszystko zaczęło się od trenera Wenty. Dzięki niemu jesteśmy w światowej czołówce. Proszę spojrzeć: wicemistrzostwo świata, siódme miejsce na mistrzostwach Europy, piąta lokata na igrzyskach, a teraz przynajmniej czwarte miejsce.
Czwarte miejsce, którego nie chcemy...- Będzie medal, bo jest na wyciągnięcie ręki. Wierzę, że zagramy w finale, bo zbyt wiele pracy chłopaki włożyli, by teraz nie wykorzystać szansy.
Dlaczego możemy wygrać z Chorwacją? Cztery powody »