W Gdańsku rozpoczął się bezprecedensowy proces z powództwa "biernej" palaczki. Chora na raka płuc kobieta żąda od pracodawcy 50 tys. odszkodowania za "skazanie" jej na przebywanie wśród osób palących papierosy. Problemem biernych palaczy zajmuje się Sejm. Posłowie przygotowują przepisy, które drastycznie ograniczą możliwość palenia w miejscach publicznych - m.in. restauracjach.
Rzucenie palenia może zwiększyć ryzyko cukrzycy, Fot. Michal Lepecki / AG
72-letnia Hanna Niewiadomska z Gdańska żąda od firmy Skanska SA zadośćuczynienia za cierpienia spowodowane chorobą, którą - według niej i lekarzy - spowodowało przebywanie wśród osób palących papierosy. Niewiadomska przez 33 lata pracowała najpierw w Gdańskim Przedsiębiorstwie Robót Drogowych, później w Skanska SA "w oparach dymu tytoniowego". Dwa lata temu lekarze wykryli u kobiety złośliwy nowotwór płuca. Ani Niewiadomska, ani nikt z jej rodziny nigdy nie palił papierosów.
Onkolog, prof. Jacek Jassem z Akademii Medycznej w Gdańsku powiedział radiuTOK FM, że to bierne palenie jest przyczyną ciężkiej i nieuleczalnej choroby kobiety. - Siedziała przez kilkadziesiąt lat w oparach dymu tytoniowego, to jest prawie pewna przyczyna jej ciężkiej i może nieuleczalnej choroby - stwierdził prof. Jassem. Hanna Niewidomska dwukrotnie miała chemioterapię, dwukrotnie była operowana i napromieniowana.
Skazana na wchłanianie dymu
Reprezentujący powódkę mecenas Marian Kulwikowski poinformował, że "współpracownicy Niewiadomskiej nie zrezygnowali z palenia w pokoju nawet po wejściu w życie ustawy z 9.11.1995 r. o ochronie zdrowia i zakazie palenia w miejscu pracy".
- Palono wszędzie, byłam skazana na wchłanianie dymu - mówi Niewiadomska. Teraz domaga się odszkodowania. - Żąda 50 tys. złotych - mówi adwokat Marian Kulikowski. Poszkodowana chce te pieniądze wydać na rekonwalescencję: - Chcę gdzieś wyjechać, podreperować organizm - mówi. Zaraz jednak dodaje, że nikt jej zdrowia nie wróci.
Dziś sąd wysłuchał świadków w procesie, byłych współpracowników Hanny Niewiadomskiej. Kolejną rozprawę wyznaczył na marzec. Spółka Skanska do czasu zakończenia procesu nie chce komentować sprawy.
Ustawa jest nieszczelna, dym się rozchodzi
- Z powodu biernego palenia tytoniu umiera w Polsce około 9 tys. osób, to więcej niż w wypadkach samochodowych, samobójstwach i zabójstwach razem wziętych - podkreśla prof. Jacek Jassem.
Obowiązująca dziś ustawa zabrania palenia wyrobów tytoniowych poza wyraźnie wyodrębnionymi miejscami. Przepisy obowiązują w Zakładach Opieki Zdrowotnej, szkołach oraz zakładach pracy i innych obiektach użyteczności publicznej. Zabrania się też palenia w małych jednoizbowych lokalach gastronomicznych poza wyraźnie wyodrębnionymi miejscami.
- Ten ostatni zapis powoduje sporo zamieszania, bo jak w takim lokalu oddzielić palących od niepalących - pyta Magdalena Petryniak, koordynatorka projektu "Lokal bez Papierosa". - Jest to ustawa nieszczelna - dodaje. - W jednym lokalu mamy obecnie jeden stolik dla palących, a obok niego dla niepalących. Tłumaczenie, że nad stolikami jest wentylacja, jest co najmniej śmieszne.
Restauratorzy będą protestować
Kampanię "Lokal bez Papierosa" już od trzech lat prowadzi stowarzyszenie Manko. Promuje miejsca z całkowitym bądź częściowym zakazem palenia. W całym kraju jest już ponad 600 takich miejsc. Kampanię poparli: Anna Dymna, Grzegorz Turnau, Jerzy Stuhr, Irena Santor.
- 75 proc. społeczeństwa jest za ustawą o całkowitym zakazie palenia w miejscach publicznych, tak jak ma to miejsce w innych krajach europejskich - mówi Petryniak.
Według niej właściciele lokali twierdzą, że po wprowadzeniu całkowitego zakazu stracą stałych klientów. Dlatego protestują powołując się na ograniczenie swobód obywatelskich. Restauratorzy argumentują także, że przed lokalami będą gromadzić się tłumy ludzi, których hałas będzie przeszkadzać sąsiadom.
Czy faktycznie tak będzie? - Jeszcze nie spotkałem, żeby tu ktoś papierosa wyciągnął. Wszyscy karnie idą do przedsionka i tam sobie popalają - mówi klient baru "Anna" w Łodzi, w którym zakaz palenia obowiązuje od 10 lat. - Lubię jak jest czysta atmosfera - dodaje. Bar "Anna" to swojska, znana każdemu mieszkańcowi Łodzi pijalnia piwa.
Na wiosnę w Sejmie ma być głosowana nowelizacja ustawy "antynikotynowej", zgodnie z którą palenie papierosów będzie zakazane we wszystkich miejscach publicznych. Jej projekt jest niezwykle restrykcyjny. Pomieszczenia w miejscach pracy, przeznaczone na palarnie, mają być zaopatrzone w wentylatory, które w ciągu godziny wymienią powietrze aż 25 razy. Koszt takiego urządzenia to ponad 25 tysięcy złotych. Ale nie ma przymusu. Pracodawca nie będzie zobligowany do zorganizowania palarni, a to oznacza, że palacze będą musieli wychodzić na zewnątrz budynków, tyle, że według nowej ustawy, muszą stać już 10 metrów od wejścia.
W klubach, restauracjach i kawiarniach papierosa będzie można zapalić w wydzielonej palarni lub na zewnątrz, znów 10 metrów od wejścia. W samochodach nie będzie można palić w obecności dziecka, które nie ukończyło 13 lat. Zakaz będzie także obowiązywał na terenie uczelni i obiektów handlowych,
- Nowa ustawa wprowadza zmiany chroniące przede wszystkim osoby niepalące - mówi przewodniczący podkomisji zdrowia, Aleksander Sopliński z Polskiego Stronnictwa Ludowego.
- Przez te bardzo twarde zapisy, które dla niektórych mają charakter krucjaty, uszczęśliwia się ludzi na siłę, ale jednak uszczęśliwia - uważa członek tej samej komisji Tadeusz Cymański z PiS.