Prokuratura bada, czy dopalacze mogą zabijać

Anna Gmiterek - Zabłocka, TOK FM
26.01.2009 , aktualizacja: 26.01.2009 16:44
A A A Drukuj
Czy dopalacze mogą stanowić zagrożenie dla życia lub zdrowia osoby, która je przyjmuje? Prokuratura Rejonowa Lublin Północ prowadzi pierwsze takie postępowanie w kraju.
Poznański sklep sieci Dopalacze.com
Fot. Tomasz Kaminski / AG
Poznański sklep sieci Dopalacze.com
Śledczy zainteresowali się sprawą po tym, jak na policję zgłosiła się studentka, która po zażyciu jednego z dopalaczy bardzo źle się poczuła.

- Miała zawroty głowy i ogólnie czuła się słabo - mówi zastępca prokuratora rejonowego w Lublinie, Marek Zych. Jak dodaje, śledczy wszczęli postępowanie w tej sprawie i poprosili o opinię biegłych. Pierwsze ekspertyzy wskazują, że dopalacze zawierają substancje psychoaktywne, które mogą różnie działać na organizm człowieka. Dlatego będą kolejne badania.

- W chwili obecnej zleciliśmy Zakładowi Medycyny Sądowej dokładniejszą opinię w zakresie oddziaływania tych środków na organizm ludzki - dodaje prokurator Marek Zych.

Śledztwo lubelskiej prokuratury jest prowadzone w kierunku art. 160. § 1 Kodeksu Karnego, który brzmi: "Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3".

Lubelska prokuratura czeka na opinię w sprawie dopalaczy, tymczasem w Polsce rusza kampania "Dopalacze mogą wypalić". Krajowe Biuro do spraw Przeciwdziałania Narkomanii chce uświadomić młodym ludziom, że dopalacze mogą być groźne. Zawierają substancję, która jest pochodną amfetaminy.

A w Sejmie trwają w tej chwili prace nad zmianą ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Chodzi o wprowadzenie zakazu handlu dopalaczami, czyli substancjami zawierającymi benzylopiperazynę (pochodną amfetaminy).

Sklepom z dopalaczami przyglądały się już m.in. urzędy skarbowe i inspekcja handlowa, a także sanepid. W Lublinie to właśnie Powiatowa Stacja Sanitarno - Epidemiologiczna nakazała zamknięcie sklepu. Inspektorzy stwierdzili, że sklep sprzedawał artykuły spożywcze - zawierające mikroelementy i witaminy, a nie miał na to pozwolenia sanepidu.

Podziel się