Ćwiąkalski odchodzi. Premier przyjął dymisję

ga, gazeta.pl
20.01.2009 , aktualizacja: 20.01.2009 14:29
A A A Drukuj
Fot. Tomasz Wawer / AG
Minister sprawiedliwości sam oddał się do dyspozycji premiera. Powodem było wczorajsze samobójstwo zabójcy Krzysztofa Olewnika. Donald Tusk dymisję przyjął. - Jest coś takiego jak odpowiedzialność polityczna - komentował na gorąco Ćwiąkalski. - Nie mam żalu do premiera - zapewnił.
SONDAŻ
Jak oceniasz dymisję ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego?

Dobrze. Powinien ponieść polityczne konsekwencje.
Źle. To nie była jego wina.
Nie mam zdania.

- To decyzja wizerunkowa - podkreślił Ćwiąkalski. Powiedział, że wczoraj rozpętała się histeria polityczna i medialna, dlatego zdecydował o oddaniu się do dyspozycji premiera. Przypomniał, że to sąd zadecydował o przeniesieniu Pazika do Płocka, gdzie miał być oskarżony o rozbój. Powiedział też, że przedstawił premierowi postępy w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w sprawie Krzysztofa Olewnika. - Nie czuję się winny tego, co się stało - podkreślił minister.



- Nic nie wskazuje na to, żeby procedury nie zostały zachowane - powiedział Ćwiąkalski. Przypomniał, że jest szereg śmierci samobójczych w znanych sprawach, m.in. Maziuk w Polsce czy Baranina w wiedeńskim więzieniu, uważanym za bezpieczne. Wspomniał też, że kilku terrorystów Czerwonych Brygad w Niemczech, przebywających w różnych więzieniach, popełniło samobójstwa w ciągu jednej nocy. - To się zdarza - dodał.

- Czułem się przymuszony do oddania się do dyspozycji premiera - powiedział Ćwiąkalski dziennikarzom. - Jestem odporny, ale trudno wytrzymać atak ze wszystkich stron, niezasłużenie - dodał. Według ministra PiS też nie ma powodów do chwały, bo Zbigniew Wasserman już w 2005 r. dostał list od ojca Krzysztofa Olewnika. Podkreślił, że oczekiwania rodziny Olewników są bardzo daleko idące i nie można się spodziewać, że politycy staną przed sądem

Zapowiedział, że ma dokąd wracać, bo nie jest zawodowym politykiem. - Wrócę na obie uczelnie, będę się ubiegał o wpis na listę adwokatów, bo bardzo to lubiłem - powiedział Ćwiąkalski. Podkreślił, że ma na swoim koncie wiele sukcesów w sądach. - Nie wiem tylko czy adwokaci mnie przyjmą teraz, skoro jestem z nimi w konflikcie - zażartował. Odniósł się w ten sposób do informacji o swoich konfliktach ze środowiskiem prawniczym w Polsce.

Podsumowując swoją pracę w Ministerstwie Sprawiedliwości powiedział, że jest bardzo zadowolony. - Włożyłem wiele wysiłku w wiele projektów. Efekty będą niedługo widoczne - powiedział minister i dodał, że chodzi m.in. o podwyżki pensji sędziów i prokuratorów oraz przetarg na system dozoru elektronicznego. Wśród rzeczy, których nie udało mu się zrobić, wymienił dokończenie sprawy rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Podkreślił, że nie ma żalu do premiera. - Świetnie mi się współpracowało z całym rządem. Nie było wewnętrznych konfliktów, tarć, podgryzania się - wspominał.



Nie jest wykluczone, że to dopiero początek dymisji w resorcie. Zbigniew Ćwiąkalski ujawnił dziennikarzom tylko, że będzie jeszcze o tym rozmawiał z premierem. Pytany o komentarz do słów Zbigniewa Ziobry, który powiedział na antenie Radia Zet, że to PiS doprowadził do tej dymisji, odpowiedział: - Gdybym nie to, że ustaliliśmy to z panem premierem, to nikt do niczego by mnie nie zmusił.

Na razie nie wiadomo, kto będzie następcą Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Wymieniany przez Dziennik jako kandydat na ministra prof. Zbigniew Hołda, zdementował to w rozmowie z Gazeta.pl.

Podziel się