Mowa pożegnalna była ostatnim publicznym wystąpieniem George'a W. Busha w roli głowy państwa przed oficjalnym przekazaniem władzy Barackowi Obamie. Ustępujący prezydent, kończący swą drugą kadencję z najgorszymi notowaniami od czasów Richarda Nixona, starał się przedstawić swoje rządy w jak najlepszym świetle. Usprawiedliwiał decyzję o rozpoczęciu wojny w Iraku, która pochłonęła tysiące ofiar i osłabiła pozycję Ameryki na arenie międzynarodowej, oraz zapewniał, że jego administracja zrobiła, co mogła, by przezwyciężyć kryzys ekonomiczny w kraju.
"Mea culpa" W swoim orędziu Bush przyznał się do błędów, jakie popełnił sprawując urząd prezydenta. "Gdybym miał możliwość, postąpiłbym inaczej" - powiedział, dodając, że zawsze działał w dobrej wierze, mając na względzie interes państwa. "Postępowałem zgodnie z sumieniem i robiłem to, co uważałem za słuszne. Możecie nie pochwalać niektórych z moich decyzji, ale przyznacie chyba, że nie bałem się podejmować nawet tych najtrudniejszych" - powiedział Bush i ostrzegł, że w przyszłości trzeba będzie dokonywać i trudniejszych wyborów.
Walka z terroryzmem Podsumowując swoją prezydenturę, Bush cofnął się do ataków terrorystycznych na WTC. "Pamiętam jak stałem na zgliszczach World Trade Center, otoczony przez strażaków i rodziny tych, którzy w wyniku ataków stracili życie" - przypominał Bush. "Wraz z upływem lat wielu Amerykanom udało się powrócić do życia, jakie znali sprzed 11 września 2001 roku. Mnie nigdy się to nie udało" - mówił.
Bush podkreślił znaczenie walki z terroryzmem. "Codziennie byłem informowany o niebezpieczeństwach, jakie zagrażają naszemu państwu. I przysięgłem, że zrobię wszystko co w mojej mocy, by zapewnić naszym obywatelom bezpieczeństwo". Do swoich sukcesów na tym polu zaliczył m.in. utworzenie Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego oraz reorganizację armii i Federalnego Biura Śledczego.
Bush zauważył, że w ciągu siedmiu lat jego prezydentury nie doszło do powtórnych ataków terrorystycznych. Ostrzegł jednak, że "wrogowie Ameryki są wytrwali i zdeterminowani by uderzyć ponownie".
Misja pokojowa Zdaniem ustępującego prezydenta, Ameryka powinna nadal być rzecznikiem wolności i swobód na świecie. Powinna budzić zaufanie i wyznaczać jasne cele. "W obliczu zagrożenia z zewnątrz, naturalną pokusą jest zamknięcie się w sobie" - mówił Bush - "musimy jednak odrzucić politykę izolacjonizmu i protekcjonizmu".
Jak podkreślał Bush, za jego prezydentury Stany Zjednoczone stały w obronie wolności, demokracji i praw człowieka. "Dzięki nam
Afganistan walczy dziś z terroryzmem, a Irak może cieszyć się nowo zdobytą demokracją" - podkreślał z dumą Bush.
Ustępujący prezydent wymienił też inne sukcesy swojej prezydentury, do których zaliczył m.in. obniżenie podatków, walkę z kryzysem gospodarczym, zwiększenie szans młodych ludzi na edukację, pomoc dla emerytów, ochronę środowiska, zaangażowanie w zwalczanie AIDS i malarii w Afryce.
Wiara i optymizm George W. Bush wyraził wdzięczność wobec Amerykanów za zaufanie, jakim go dwukrotnie obdarzyli, powierzając mu sprawowanie najwyższego urzędu w państwie. Podziękował też swoim współpracownikom, wiceprezydentowi Dickowi Cheney, żonie Laurze, córkom i rodzicom. Życzył powodzenia Barackowi Obamie, jego żonie i córkom, a inaugurację swojego następcy określił jako "chwilę nadziei i dumy dla całego narodu".
Bush podkreślił, że sprawowanie funkcji prezydenta było dla niego prawdziwym zaszczytem, a z niczego nie jest tak dumny, jak z tego, że jest obywatelem Stanów Zjednoczonych. "Pod koniec tej ośmioletniej podróży, jaką przebyliśmy razem, moje serce wypełnia radość i optymizm" - przekonywał Bush i zapewniał, że głęboko wierzy w Amerykę. "Niech Bóg pobłogosławi Biały Dom, przyszłego prezydenta i Amerykę" - zakończył swoje przemówienie ustępujący prezydent.
