Ruszył proces "Gangu zabójców"

Wiadomości >  Archiwum
cheko, PAP
14.01.2009 15:06
A A A Drukuj
Proces oskarżonych o zabójstwa właścicieli i pracowników kantorów, Kraków

Proces oskarżonych o zabójstwa właścicieli i pracowników kantorów, Kraków (Fot. Mateusz Skwarczek / AG)

Przed Sądem Okręgowym w Krakowie ruszył w środę proces trzech mężczyzn, oskarżonych o zabójstwa pięciu osób - właścicieli i pracowników punktów wymiany walut, oraz usiłowanie zabójstwa kolejnych dwóch.
Prokuratura oskarżyła Tadeusza G., Jacka P. i Wojciecha W. o dokonanie zabójstwa w Kraśniku (w grudniu 2005 roku), usiłowanie zabójstwa w Sosnowcu (w styczniu 2006 roku), zabójstwo w Tarnowie (styczeń 2007), zabójstwo i usiłowanie zabójstwa w Piotrkowie Trybunalskim (styczeń 2007) i podwójne zabójstwo w Myślenicach (luty 2007).



Najpierw strzelali, potem rabowali

Do zrabowania większych sum pieniędzy doszło tylko podczas napadu w Kraśniku (70 tys. zł) i Myślenicach (164 tys. zł).

Napady na właścicieli kantorów lub osoby związane z obrotem walutami poprzedzone były długotrwałą obserwacją ofiar. Napastnicy najpierw strzelali, a dopiero potem rabowali. Z tego powodu media określiły ich mianem "gangu zabójców".

W środę samo odczytanie aktu oskarżenia wraz z uzasadnieniem zabrało prokurator ponad 1,5 godziny. Akta sprawy mają 81 tomów, a akt oskarżenia liczy kilkaset stron.

- Oskarżeni działając od 2005 do 2007 r. dopuścili się na tle rabunkowym serii zabójstw z użyciem broni palnej osób związanych z punktami wymiany walut - mówiła prokurator Katarzyna Płończyk.

Jak dodała, była to grupa nie w rozumieniu kodeksu karnego, ale w rozumieniu potocznym, a jej członkowie za każdym razem ustalali między sobą podział ról. Tadeusz G. planował zabójstwa, rozpoznawał teren i zwyczaje zabitych, dostarczał broń, a w dniu przestępstw obserwował miejsce zbrodni i zapewniał wspólnikom jego sprawne opuszczenie. Dwaj pozostali oskarżeni oddawali strzały i zabierali pieniądze, jeśli ofiary miały je przy sobie.

Wybierali dni deszczowe lub śnieżne

Według prokuratury przestępcy starannie dobierali potencjalne ofiary, istotne było to, czy byli to ludzie prowadzący obrót walutą i czy przewozili z pracy do domu pieniądze. Sprawcy obserwowali też ich zwyczaje, jeśli były to czynności powtarzalne, to osoba taka była bardziej narażona na napad.

- Wszystkie miasta, w których doszło do zabójstw były dość małe, zaś lokalizacja punktów wymiany walut dawała gwarancję sprawnego wydostania się z centrum na drogę przelotową - mówiła prokurator Płończyk, odczytując akt oskarżenia.

Jak dodała, wszystkie przestępstwa były popełnione jesienią i zimą, kiedy dzień był krótszy. Sprawcy wybierali też dni pochmurne, deszczowe albo śnieżne, by ich rozpoznanie było trudniejsze.

We wszystkich przypadkach pracowników lub właścicieli kantorów atakowano w pobliżu ich domów - w Piotrkowie Trybunalskim i Myślenicach były to osiedla domków jednorodzinnych, a w Kraśniku, Tarnowie i Sosnowcu osiedla z blokami.

W żadnym z przypadków sprawcy nie żądali wcześniej pieniędzy ani nie pytali ofiary, czy ma pieniądze. "Określając rzecz brutalnie - najpierw zabijali, a potem sprawdzali, czy to się opłaca" - powiedziała prok. Płończyk.

Oskarżony Jacek P. przyznał się w środę do wszystkich zarzucanych mu przestępstw. Łamiącym się głosem odmówił składania wyjaśnień, ale zadeklarował, że będzie odpowiadał na pytania sądu i stron. Sąd przystąpił do odczytywania jego zeznań ze śledztwa.

Przywódcą był hodowca truskawek

Proces odbywa się w największej sali krakowskiego sądu, posiadającej specjalne zabezpieczenia, m.in. ławę oskarżonych za pancernymi szybami.

Wszyscy oskarżeni pochodzą z rejonu Kielc i Skarżyska Kamiennej. Decydujący - według prokuratury - o napadach Tadeusz G. jest rolnikiem, hodowcą truskawek. Wojciech W. pracował w zakładach Mesko i pomagał przy zdobywaniu i przerabianiu broni. Jacek P., bezrobotny, był na utrzymaniu rodziny. Oskarżeni postrzegani byli jako tzw. normalni, sympatyczni i życzliwi ludzie, mieli rodziny. Tylko jeden z nich był w przeszłości karany za umyślne paserstwo.

W śledztwie tylko Jacek P. przyznał się do winy i wyrażał skruchę. Pozostali oskarżeni nie przyznali się do winy. Grozi im kara 25 lat pozbawienia wolności lub dożywocie.

W dalszym ciągu toczy się śledztwo w sprawie trzech zabójstw i jednego usiłowania zabójstwa - tj. napadów, do których doszło m.in. w Dębicy, Ostrowie koło Przemyśla i Przeworsku. Prokuratura nie uzyskała bowiem jednoznacznych dowodów, pozwalających na przypisanie tych napadów oskarżonym.

Tagi:

  • 1

Skomentuj:

Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX