Masowy grób 1750 Niemców w Malborku

Robert Kowalik, Gazeta.pl
13.01.2009 , aktualizacja: 13.01.2009 19:43
A A A Drukuj
W październiku na budowie w Malborku wykopano szczątki kilkudziesięciu osób. Koparką. Potem jesienne deszcze odkrywały kolejne czaszki i kości. Po dwóch miesiącach dokopano się już 1750 osób, najprawdopodobniej narodowości niemieckiej, które zginęły pod koniec II Wojny Światowej.
Szczątki około 1800 ludzi wydobyto z ziemi w centrum Malborka
Fot. Grzegorz Kus
Szczątki około 1800 ludzi wydobyto z ziemi w centrum Malborka
GALERIA ZDJĘĆ
Na pierwsze kości natrafiono 28 października ub. r. podczas kopania fundamentów pod hotel przy ul. Piastowskiej w Malborku. Wtedy doliczono się szczątków 65 osób. O sprawie napisaliśmy w listopadzie dzięki informacji nadesłanej na Alert24 . Pytaliśmy wtedy miejscowe władze dlaczego nie zachowały procedur ekshumacyjnych. Głównym narzędziem do wydobycia ludzkich szkieletów była... koparka. Wtedy prokurator orzekł, że nie są to ofiary zbrodni wojennej, a działań wojennych - choć w kilku czaszkach znaleziono ślady po kulach.

Liczba zaskoczyła wszystkich

Po naszym tekście władze miasta zdecydowały się kontynuować wydobycie szczątków, tym bardziej, że jesienne deszcze odsłaniały kolejne kości. Jednak ich liczba zaskoczyła wszystkich. Przez dwa miesiące pracownicy Zakładu Gospodarki Komunalnej z Malborka wydobyli szczątki 1750 osób. Prace zostały w końcu wstrzymane z powodu ataku zimy, mają być wznowione dziś.

- Są wśród nich szkielety zarówno kobiet, mężczyzn, jak i dzieci. Część - ta znaleziona w najwyższych warstwach - nosi ślady po kulach - mówi szef Prokuratury Rejonowej w Malborku. Wydobyte z ziemi kości są magazynowane w wyznaczonym miejscu. - Gdy ekshumacja się zakończy, obejrzy je biegły. Być może wówczas uda nam się poznać okoliczności śmierci tych ludzi - poinformował Zduniak.

Szczątki 1800 osób odkryte w Malborku. Kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć galerię:Kliknij, by obejrzeć galerię Fot. Grzegorz Kus

Nie chcieli opuścić miasta?

Pracownik Muzeum Zamkowego w Malborku i jednocześnie znawca historii miasta Bernard Jesionowski, sądzi, że znalezione kości mogą być szczątkami cywilnych niemieckich mieszkańców Malborka, którzy zmarli lub zostali zabici na początku 1945 roku, w czasie walk między wojskami rosyjskimi a niemieckimi.

- Wprawdzie już w końcu 1944 roku niemieckie dowództwo rozkazało ludności cywilnej opuścić Malbork, była jednak spora grupa osób, które nie posłuchały tego nakazu - wyjaśnił PAP Jesionowski. Według jego szacunków w Malborku pozostało kilka tysięcy cywilów. - Los części z nich - w zależności od źródeł od kilkuset do 1,5 tysiąca osób - dotąd był nieznany - powiedział Jesionowski.

Według Jesionowskiego, część z tych ludzi mogła umrzeć na skutek różnego rodzaju chorób, część mogła zostać zabita. - Ciężka zima, jaka panowała na przełomie 1944 i 1945 roku mogła sprawić, że mieszkańcy, mimo toczących się na ulicach walk, wychodzili z kryjówek, aby zdobyć opał czy jedzenie, i ginęli od przypadkowych kul - powiedział Jesionowski.

Pracownik muzeum przyznaje jednak, że teoria o śmierci od zbłąkanych kul nie wyjaśnia zgonu przynajmniej kilkudziesięciu osób, których czaszki noszą ślady strzałów "między oczy". - W pobliżu tych szkieletów nie znaleziono samych kul - dodał.

Zgodnie z teorią Jesionowskiego, zbiorowa mogiła mogła powstać pod koniec zimy lub wiosną 1945 roku, w czasie porządkowania miasta. - Sądzę, że wykopano dół, do którego zwieziono zwłoki z całego Malborka - tłumaczy pracownik Muzeum Zamkowego.

Nie ma informacji, że to Polacy

Żadna z polskich instytucji nie chciała zająć się zbadaniem jakiej nacji mogły być to szczątki. Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa i Instytut Pamięci Narodowej uznały, że nie byli to raczej obywatele polscy. - Nie mieliśmy żadnych, nawet najmniejszych danych, jakoby pod koniec wojny w okolicach Malborka zginęła ludność polska - mówi prok. Maciej Schultz z gdańskiego oddziału IPN. - Nie było też przesłanek, że była to zbrodnia wojenna, bo choć niektóre czaszki miały ślady po kulach, to samych kul nie znaleziono - dodał.

Prokurator Waldemar Zduniak, według którego "nie było informacji, że śmierć nastąpiła w wyniku działań przestępczych", wysłał do gdańskiego oddziału IPN jedynie listownie zawiadomienie.

Jego pismo dotarło do IPN-u 17 listopada, trzy tygodnie po zdarzeniu. - Nie można zarzucić malborskiej prokuraturze złamania procedury - mówi prok. Schulz z IPN. Zgodnie z rozporządzeniem o szczątkach ludzkich, IPN wkracza do akcji kiedy są przesłanki, że dokonano zbrodni wojennej, a takich według prokuratury z Malborka nie było.

1840 zaginionych Niemców w archiwach

Zaczęto więc sprawdzać wersję Jesionowskiego. Zajmujący się sprawą z ramienia Urzędu Miasta Piotr Szwedowski zwrócił się do niemieckiej instytucji Volksbund Deutsche Kriegs gräber fürsorge (odpowiednik Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa). Okazało się, że posiada ona listę 1840 osób z Malborka uznanych za zaginione pod koniec wojny.

8 grudnia do Malborka przyjechał Wolfgang Dietrich, który przywiózł wspomnianą listę. Wraz z nim pojawiła się ekipa, która zapoznała się ze wstępnymi badaniami polskich patologów. Sama zaś przeprowadziła oględziny miejsca, gdzie natknięto się na szczątki. Niemcy nie znaleźli żadnych, nawet najmniejszych przedmiotów, które wskazywałyby na to, jakiej narodowości były to osoby. Mimo to, podczas debaty, która odbyła się w Urzędzie Miasta w Malborku, Dietrich wykluczył, że mogłyby być innej narodowości niż niemiecka.

Niemcy zasugerowali również, że chcą zbadać szczątki pod względem podziału na płeć, wiek i ewentualny rodzaj obrażeń. - Takie badanie ma już rozpocząć się w lutym, a miasto przygotowuje specjalny hangar, gdzie będą ustawione przykryte folią stoły, tak by maksymalnie ułatwić stronie niemieckiej pracę - mówi Szwedowski. - Na początku szczątki trzymaliśmy zresztą w chłodni na terenie domu pogrzebowego, ale pan Dietrich powiedział, że nie ma potrzeby i przenieśliśmy je za jego zgodą do pomieszczenia obok domu - dodaje Szwedowski.

DNA zbyt drogie

Nie należy natomiast spodziewać się badań DNA. - Ich koszt można by liczyć w miliony euro - twierdzi prof. Ryszard Pawłowski z Katedry i Zakład Medycyny Sądowej w Gdańsku. - Musiała by przy tym pracować ogromna ilość laboratoriów, przez wiele lat - dodaje. Według niego tylko Amerykanie mogą sobie na to pozwolić, a i to na zdecydowanie mniejszą skalę. - Takich badań nie robi się nawet w sprawie katyńskiej - mówi profesor.

Według Szwedowskiego Niemcy chcą by szczątki po tych ogólnych badaniach trafiły na cmentarz wojenny w miejscowości Stare Czernowo koło Szczecina. - Są głosy by urządzić im nekropolię w naszym mieście, bo przecież to byli obywatele Malborka, ale gmina nie ma uprawnień do tworzenia cmentarza wojennego, więc zdamy się na Niemców. Niech oni decydują - dodaje.

Ograbieni, ale przez kogo?

W całej tej sprawie jest jeszcze jeden tajemniczy wątek. Przy martwych nie znaleziono żadnych przedmiotów. Żadnych fragmentów ubrań, zegarków, nawet złotych czy srebrnych zębów. Nic. Świadczy to o tym, że zostali oni przed lub zaraz po śmierci doszczętnie ograbieni.

Czy zrobili to wycofujący się w popłochu z twierdzy Malbork niemieccy żołnierze - ich ziomkowie? Czy zmarli i ci jeszcze żyjący zostali ograbieni przez znanych z takich czynów Rosjan? A może Polaków? Czy zostali dobici, co tłumaczyłoby ponad sto przestrzelonych czaszek. Tego prawdopodobnie się nie dowiemy - polskie instytucje nie zajmują się tą sprawą.

Podziel się