Władze w Moskwie i Kijowie podpisały porozumienie i do stacji przesyłowych powinni już dotrzeć eksperci, którzy będą monitorować przesył rosyjskiego gazu.
- Zatem wszystkie warunki zostały spełnione, nie ma już żadnych powodów do wstrzymywania dostaw - powiedział szef Komisji Europejskiej Jose Barroso. - Nie możemy dłużej akceptować kolejnych opóźnień i usprawiedliwień"- dodał. Gdy Moskwa odkręci kurek i błękitne paliwo zacznie płynąć rurami przez Ukrainę, minie jednak trochę czasu, zanim surowiec dotrze do europejskich odbiorców. Może to zająć od kilku do kilkudziesięciu godzin.
Pawlak: Jesteśmy gotowi Punkt odbiorczy w Drozdowiczach jest przygotowany na przyjęcie wznowionych dostaw - zapewnił wicepremier
Waldemar Pawlak. - Gaz System utrzymuje tłocznię w Jarosławiu na jałowym biegu, jest ona cały czas gotowa do transportu gazu, nie ma żadnych problemów technicznych - dodał.
Konflikt o gaz ciągle trwa Prezes Gazpromu Alieksiej Miller powiedział, że
Ukraina ma przesłać przez swoje terytorium sto procent gazu nadesłanego z Rosji. Jeżeli tak się nie stanie, Rosjanie będą zmniejszać dostawy o ilość paliwa zabraną dzień wcześniej.
Ukraińcy zapowiadają, że z rury tranzytowej będą pobierali gaz potrzebny do technicznej obsługi przesyłu paliwa. Gazprom kategorycznie się temu sprzeciwia. Rosjanie twierdzą bowiem, że ten gaz powinni zapewnić Ukraińcy - mogą go na przykład kupić u nich. Premier Julia Tymoszenko powiedziała, że Kijów jest gotów zapłacić Rosjanom za paliwo, ale dopiero po podpisaniu umowy na ten rok.
Rosyjski "Kommersant" zwraca uwagę, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest podpisanie w najbliższym czasie kontraktu między Naftohazem a Gazpromem o handlu paliwem w 2009 roku. Moskwa i Kijów wciąż kłócą się jednak o ceny w handlu gazem, a Rosja wyraźnie daje do zrozumienia, że chciałaby kontrolować system gazowy Ukrainy. Nie wyklucza przy tym udziału państw europejskich.