Nie wiadomo jeszcze, jak na pozew zareaguje Prowincja Ojców Redemptorystów, która jest posiadaczem koncesji
KRRiT dla nadawcy społecznego, jakim jest
Radio Maryja.
Radio Maryja o Niesiołowskim O "sprzedawaniu kolegów" mówiono w toruńskiej rozgłośni 9 listopada 2008 r. Było to już po tym, gdy prezes
PiS Jarosław Kaczyński w trakcie sejmowej debaty nad odwołaniem Bronisława Komorowskiego z funkcji marszałka Sejmu, komentował wypowiedź Niesiołowskiego. -
Mogę tu przynieść pewną książkę i troszkę ją poczytamy publicznie. Będzie pan bardzo czerwony. Bo sypać w pierwszym przesłuchaniu w tak haniebny sposób, to naprawdę fatalna sprawa - mówił Jarosław Kaczyński do Niesiołowskiego.
O całej sprawie dyskutowano w programie o. Benedykta Cisonia. Rozmawiał on wcześniej z Elżbietą Królikowską-Avis, b. działaczką "Ruchu" twierdzącą dziś, że zeznania Niesiołowskiego ze śledztwa zaszkodziły jej. Niesiołowski informował 2 miesiące temu, że przed rokiem wygrał z nią proces w sprawie tych zarzutów.
O. Cisoń zaprosił do wypowiedzi słuchaczy. - Osoby, które pełnią ważne funkcje w państwie, okazuje się, że jednak w swoim życiorysie mają bardzo ciemne strony (...) Czym dla Państwa są te doniesienia, że człowiek, który był zaangażowany, w pierwszej chwili zaczyna sypać, zaczyna współpracować, a po dzień dzisiejszy uchodzi za autorytet - zagaił ojciec prowadzący.
Słuchacz: Wsadzał ludzi... Kolejni słuchacze formułowali coraz cięższe zarzuty pod adresem powoda. Do kulminacji doszło późną nocą, po telefonie Kazimierza z Dolnego Śląska: - Wiem, że pan Niesiołowski miał wyrok siedem lat, siedział lat trzy i pół (...) Ale wiem również, że za naklejanie, roznoszenie ulotek, za naklejanie ulotek na murach dostawało się wyroki cztery-pięć lat, a wiem, że pan Niesiołowski zrobił tam jakieś przestępstwo dość mocne, (...) i mnie to bardzo dziwi, dlaczego tak mały wyrok w komunie, który został zamieniony, zmniejszony o połowę. I tu właśnie mnie się wydaje, że on po prostu okropnie kapował, on wsadzał ludzi (...).
Na tę wypowiedź ojciec Cisoń odparł: - (...) Wszystko wskazuje na to, że już od 20 czerwca 1970 roku pan Stefan Niesiołowski zaczął donosić, czyli zaczął sprzedawać swoich kolegów z pierwszego dnia aresztowania (...) Czyli to, o co pan pyta, dlaczego tak mały wyrok, no to było w nagrodę za taką postawę.
- Tak sobie myślałem... - powiedział słuchacz, na co o. Cisoń odparł mu: - Teraz nie trzeba myśleć, domyślać się, na to są dokumenty.
"To rażące naruszenie czci" Te słowa zakonnika prawnik Niesiołowskiego uznał za "rażące naruszenie czci powoda", a całą wypowiedź - za "zbiór kłamstw o wyjątkowo zniesławiającym charakterze". Podkreśla on, że radiowa audycja poświęcona Niesiołowskiemu "daleka była od zasad rzetelności dziennikarskiej. Kolejni słuchacze szkalowali go, co spotykało się ze zrozumieniem i zachętą ze strony prowadzącego" - dodał pełnomocnik polityka PO.
">>Zaczął donosić<<, >>zaczął sprzedawać kolegów<<, >>tak mały wyrok w nagrodę za taką postawę<< to zarzuty najcięższego kalibru. Nie trzeba nikogo przekonywać, że kapuś, sprzedawczyk, współpracujący z
SB nie zasługuje na szacunek i nie powinien być politykiem, a tym bardziej Wicemarszałkiem Sejmu" - pisze w pozwie prawnik posła PO
Uznał on, że żądane 10 tys. zł "nie pokrywa nawet w części krzywdy, jaką powód poniósł w wyniku zniesławienia dokonanego na antenie Radia Maryja (...) pozwoli jednak uświadomić pozwanemu, że są granice niegodziwości, których bezkarnie przekroczyć nie można".