Grażyna Gęsicki, była minister rozwoju regionalnego w rządzie PiS, oceniła zachowanie Palikota jako skandaliczne. W piątek poseł z PO określił jej konferencję o wykorzystaniu środków unijnych
prostytuowaniem się . Gęsicka podała wtedy, że wykorzystanie środków unijnych przez polski rząd wynosi 0,3 proc. Słowa Palikota wywołały medialną burzę.
- Nie oczekuję żadnych przeprosin. - powiedziała
Grażyna Gęsicka. Dodała, że jest bardzo wdzięczna posłowi Jarosłowi Gowinowi i innym osobom z Platformy Obywatelskiej, które okazały oburzenie słowami Palikota. - Pan premier ma własny rozum - odpowiedziała na pytanie o to, czy premier powinien coś zrobić w zaistniałej sytuacji.
Gęsicka: W piątek miałam rację Dzisiaj na konferencji w sejmie przedstawiła szczegółowe wyliczenie, które miało potwierdzać jej wcześniejsze słowa. Podkreśliła, że w 2008 r., zgodnie z planem, Polska miała wydać 17 mld zł, z czego ponad 14 mld to środki unijne. Według niej w czerwcu ubiegłego roku
Ministerstwo Rozwoju Regionalnego obniżyło prognozę do 8,7 mld zł. - Prognoza miała być co kwartał aktualizowana. Nie pojawiła się ani jedna aktualizacja - powiedziała Gęsicka. Dodała, że rząd opiera się częściowo na wyliczeniach Komisji Europejskiej. Jako przykład podała unijne wyliczenia, według których w 2008 r. wydano 5,3 proc. wszystkich przyznanych środków. - To wydatek Komisji Europejskiej. Polska wydala 0,3 proc, 5 proc. leży w NBP - powiedziała Gęsicka.
Kampania przeszkodziła w umowach Była minister udowadniała, że słabe wydawanie pieniędzy przez obecny rząd wynika ze złej administracji i przygotowania do dużych inwestycji, takich jak autostrady, lotniska, oczyszczalnie ścieków. - W 2007r. rząd, w którym byłam, przesłał komisarz Danucie Hubner wykaz wielkich inwestycji. Miało ich być 245 - przypomniała Gęsicka. Według niej, w późniejszym okresie do Komisji Europejskiej przesłano tylko pięć dokumentacji. Przygotowanie kolejnych pięciu na pierwszy kwartał 2009 r. rząd traktuje jako sukces. - Gdzie pozostałe 235 - pyta minister.
Gęsicka podkreśliła również, że rząd chciałby wydać w ubiegłym roku 16,8 mld zł, ale umowy ma podpisane tylko na 8 mld. Na zarzut, że rząd PiS w 2007 r. nie miał podpisanej żadnej umowy na wydatkowanie środków, tłumaczyła się kampanią wyborczą.
Administracja działa źle Zarzuciła natomiast rządowi Donalda Tuska, że nie zdążył do końca 2008 r. wydać 4 mld zł w ramach Narodowego Programu Rozwoju. - Komisja Europejska i kryzys uchroniły Polskę przed utratą tych pieniędzy - powiedziała Gęsicka. W 2008 r. ostatni raz można było wydawać pieniądze z NPR. Od 2009 Polska wydatkuje pieniądze już z tzw. nowej perspektywy finansowania na lata 2009-2013. - To przesunięcie wydatkowania angażuje administrację. Narodową Strategią Spójności zajmie się dopiero za kilka miesięcy, będziemy mieli dodatkowe opóźnienia - alarmuje Gęsicka.
Na koniec zarzuciła jeszcze rządowi Platformy, że nie potrafi zmobilizować administracji na szczeblu wojewódzkim do lepszego wydawania unijnych pieniędzy. - Beneficjenci zamiast realizować inwestycje czekają żeby urzędnicy je ocenili - powiedziała minister.
Liczyć kontrakty, a nie wypłaty - Wykorzystaliśmy znacznie więcej funduszy unijnych niż Grażyna Gęsicka zaprezentowała, i ona to wie lepiej niż ktokolwiek inny - powiedział
Janusz Palikot w piątek na antenie
TVN24. Wtedy padły też słowa o prostytuowaniu się i w konsekwencji przyćmiły sedno sporu.
Wyliczenie , które zrobił serwis "Politbiuro" udowadnia, że z wydawaniem unijnych środków wcale nie jest tak źle. Zależy jednak, na które wskaźniki się patrzy i czy prezentuje je oderwane od kontekstu. Okazuje się, że na obecną chwilę podpisane umowy mają wartość 8,1 mld zł, ale na koniec grudnia 2008 r. czekało ponad 37 tys. wniosków o dofinansowanie, na łączną kwotę ponad 69 mld zł. Nawet jeśli rząd wypłacił jak na razie tylko 800 mln zł, to trzeba raczej patrzeć na wartość podpisanych kontraktów. A to już nie jest tak zatrważające, jak ocenia minister Gęsicka.