Dlaczego komplikuje się wznowienie dostaw gazu do Europy - analiza

Jacek Zawadzki, Gazeta.pl
09.01.2009 , aktualizacja: 09.01.2009 20:01
A A A Drukuj
Rosja stawia żądania i chce wykorzystać międzynarodową komisję do inwigilacji ukraińskiego systemu gazowego. Mimo przyjazdu obserwatorów na Ukrainę, kurek z gazem nie został jeszcze odkręcony.
Przyjazd na Ukrainę międzynarodowych obserwatorów miała być warunkiem wznowienia dostaw rosyjskiego gazu do Europy przez terytorium Ukrainy. Jeszcze dzisiaj w ciągu dnia wydawało się, że od rozwiązania problemu dzieli Europę kilkanaście godzin, a potem, kiedy już popłynie błękitne paliwo, dalej będą się toczyły negocjacje między Rosją i Ukrainą o cenach i kosztach tranzytu.

Unia Europejska bardzo aktywnie włączyła się konflikt kiedy gaz przestał dopływać do krajów członkowskich. O ile wstrzymanie dostaw przez terytorium Ukrainy nie jest wielkim zagrożeniem dla Polski, która ma własne wydobycie i zapasy, to już Słowacja ogłosiła stan wyjątkowy w gospodarce. Problemy mają też Węgrzy.

Wczoraj w Brukseli prowadzono wielostronne rozmowy o kryzysie gazowym. Rozmawiali nie tylko politycy Wspólnoty, ale do budynku Parlamentu Europejskiego przyjechali też prezes ukraińskiego Naftohasu i szef rosyjskiego Gazpromu. Do bezpośrednich negocjacji stron konfliktu nie doszło, ale Unia przystała na warunek Moskwy, która domagała się wysłania na Ukrainę międzynarodowych obserwatorów. Komisja miałaby kontrolować czy do Europy wypływa tyle samo gazu, ile Gazprom wtłoczył do gazociągu.

Premier Rosji, Władimir Putin, obiecywał, że kiedy tylko obserwatorzy znajdą się w punktach granicznych, to Gazprom natychmiast odkręci kurek. Po kilkudziesięciu godzinach gaz znowu płynąłby do Europy.

W skład komisji, oprócz zagranicznych ekspertów, mieliby wejść także przedstawiciele Gazpromu i innych spółek gazowych, jak się okazało zależnych od gazowego giganta. W efekcie Rosjanie zdominowaliby skład komisji. Dodatkowo Moskwa domagała się, żeby obserwatorzy mieli nieograniczony dostęp do ukraińskiego systemu gazowego. Chodzi im nie tylko o instalację, ale także całą dokumentację. To wywołało zrozumiały sprzeciw ze strony Kijowa. Zgoda na te warunki, oznaczałaby, że Gazprom, pod szyldem Unii Europejskiej dokonałby bezprecedensowej inwentaryzacji ukraińskiego systemu gazowego.

W ciągu minionych kilku godzin bardzo niejasne jest też zachowanie rosyjskiego prezydenta, Dimitrija Miedwiediewa. Kiedy premier Putin zapewniał, że do wznowienia dostaw wystarczy obecność obserwatorów i umowa o działaniu komisji, to prezydent mówił, że gaz nie popłynie dopóki nie zostanie podpisana umowa, ale ta dotycząca stawek za tranzyt surowca przez terytorium Ukrainy. Negocjacje w tej sprawie stoją w miejscu, a obie strony wzajemnie oskarżają się i torpedowanie rozmów.

Kiedy dzisiaj w ciągu dnia agencje entuzjastycznie informowały o bliskim zakończeniu gazowej blokady Europy, tylko nieliczni eksperci zwracali uwagę na ten dziwny dwugłos na Kremlu i nowe bezprecedensowe żądania Gazpromu.

Mając na uwadze, że tłem całego konfliktu jest polityka należy bardzo dokładnie analizować posunięcia uczestników gry o gaz i bardzo chłodno reagować na zapewnienia o bliskim odkręceniu kurka.

Podziel się