Tysiące mieszkań na południu kraju zostały dzisiaj pozbawione ciepłej wody. W całej Ukrainie gospodarka spowalnia, zamykane są szkoły. Wszystko z powodu zakręcenia przez Rosję kurka z gazem.
Rosjanie odcięli dopływ gazu na Ukrainę 1 stycznia. "Sytuacja jest dramatyczna. Ciśnienie gazu zostało zmniejszone o połowę, a system ciepłowniczy jest już na krawędzi" - alarmuje Yury Kirichenko, zastępca burmistrza Jałty, kurortu nad Morzem Czarnym, który ma 80 tys. mieszkańców. Dlatego została podjęta decyzja o wstrzymaniu dostaw ciepłej wody do gospodarstw domowy i odcięciu dopływu gazu odbiorcom przemysłowym.
Lokalne władze w Sewastopolu oświadczyły, że dostawy ciepłej wody wstrzymane 9 stycznia z powodu oszczędzania gazu, który jest używany do produkcji ciepła.
"Problemy z gazem tej zimy stwarzają poważne zagrożenie wybuchu społecznego niezadowolenia " - ostrzega Yaroslav Sukhyi, prorosyjskiej Partii Regionów, która aktualnie jest w opozycji.
Przedstawiciele OstChemu, austriackiego przedsiębiorstwa chemiczne, które działa na Ukrainie, oświadczyli, że niepewność dostaw gazu stwarza zagrożenie dla normalnego funkcjonowania miasta Armiańsk na południu kraju. Dwie z pięciu miejskich szkół już wstrzymały lekcje.
Już na początku tygodnia rząd poprosił lokalne władze, żeby zaczęły używać ropy zamiast gazu, a spółka Naftohas zaleciła przemysłowi chemicznemu i innym przedsiębiorstwom redukcję zużycia gazu o 50 proc. Gospodarstwa domowe miały nie odczuć skutków wstrzymania dostaw gazu. Wielu Ukraińców żali się jednak, że ogrzewanie mieszkań zostało ograniczone, a w domach i biurach jest coraz zimniej.