Czy w gazowym konflikcie chodzi o 2 mld dolarów?

Jacek Zawadzki, Gazeta.pl
07.01.2009 , aktualizacja: 07.01.2009 14:15
A A A Drukuj
Bankrutujący Gazprom i pogarszająca się sytuacja gospodarcza Rosji mają zdaniem "Dziennika" kluczowe znaczenie dla gazowego konfliktu z Ukrainą. Trudno jednak uwierzyć, że 2 mld dolarów uzyskane od Kijowa polepszą sytuację rosyjskiego giganta, którego dług wynosi 50 mld dolarów.
W pierwszej połowie br. dochody Gazpromu z eksportu wyniosły 15,9 mld dol., podczas gdy przed rokiem było to 33,8 mld dol. - poinformowała służba celna Rosji
Fot. Misha Japaridze AP
W pierwszej połowie br. dochody Gazpromu z eksportu wyniosły 15,9 mld dol., podczas gdy przed rokiem było to 33,8 mld dol. - poinformowała służba celna Rosji
Analitycy, na których powołuje się "Dziennik", alarmują, że Gazprom pilnie potrzebuje pieniędzy. Potrzebuje ich także rosyjska gospodarka, która zdaniem gazety ma coraz większe kłopoty w związku ze spadkiem cen surowców na świecie, a od ich sprzedaży jest uzależniona w prawie 70 proc. Dług Gazpromu, rosyjskiego giganta gazowego, wynosi obecnie około 50 mld dolarów, a jego akcje są warte pięciokrotnie mniej, niż w ubiegłym roku. Jeszcze w grudniu 2008 r. New York Times informował, że spółka stara się o pomoc finansową z budżetu państwa. W tej sytuacji Rosja chciałaby wycisnąć jak najwięcej z handlu z Ukrainą, dlatego zdecydowała o podniesieniu ceny sprzedaży gazu i twardo stoi przy proponowanej stawce 250 dolarów za 1 tys. m sześć. Gospodarcza słabość Rosji jest zdaniem "Dziennika" ważną przyczyną obecnego konfliktu gazowego.

Andrzej Kublik z "Gazety Wyborczej" szacuje, że taka podwyżka dałaby Rosjanom dodatkowo około 2 mld dolarów. Ta kwota nie uwzględnia jednak zwiększonej opłaty za transfer, której domaga się obecnie Ukraina. To niewiele pieniędzy, biorąc pod uwagę sytuację gazowego giganta. - Dla Gazpromu zawsze każdy dolar był ważny - zapewnia Kublik. Jednocześnie podkreśla, że obecny konflikt, mimo wszystko, ma podłoże polityczne.

Koła ratunkowe Gazpromu

Z finansowych tarapatów Gazprom może ratować się dopuszczeniem do swoich inwestycji zachodnich partnerów, np. Francji do budowy gazociągu północnego. Andrzej Kublik zwraca uwagę, że Rosjanom nie zależy na przejmowaniu instalacji gazowych za wszelką cenę. Nawet jeśli rury zbuduje Unia Europejska, to najważniejszy element systemu - kurek - będzie należał do Gazpromu. Ta spółka ma w Rosji ustawowo zagwarantowaną wyłączność na eksport gazu. W dodatku Gazprom nadal stosuje preferencyjne ceny dla niektórych, uległych wobec Rosji, państw. Pomimo ubiegłorocznego wzrostu ceny gazu, Białoruś nadal kupowała go na preferencyjnych warunkach. Rosyjski gigant bez mrugnięcia okiem zgadza się również na płacenie wyższych stawek za gaz kupowany w Azji Środkowej, m.in. w Turkmenistanie tylko dlatego, żeby nie dopuścić tam innych państw, a zwłaszcza Ukrainy.

Polityka jest więc głównym tłem konfliktu między Rosją a Ukrainą. W tej sprawie "Dziennik" ma rację, że Rosja chce brutalnie skarcić nielojalnego sąsiada i ugruntować miejsce Ukrainy w swojej strefie wpływów. Kijów jednak nie ustąpi tak szybko, bo zgoda na stawkę proponowaną przez Gazprom (250 dolarów za 1 tys. m sześć.) oznaczałaby bankructwo gospodarki. Tym razem dobrze przygotował się do konfliktu i zgromadził duże zapasy gazu. - Polska mogłaby zużywać te zapasy przez 2-3 lata - uważa Adam Grzeszak. Nie są jednak niewyczerpane, a trzeba pamiętać, że prawie cała produkcja prądu na Ukrainie jest uzależniona właśnie od gazu. Zużycie błękitnego paliwa w tym kraju niewiele ustępuje o wiele bardziej rozwiniętym gospodarkom Niemiec i Chin.

Polityczny szantaż

Rosja po raz kolejny stosuje wobec Ukrainy wypróbowany sposób szantażu gazem. Ale surowiec nie płynie też do kilku innych państw. Cierpią Bałkany - w Bułgarii są zimne kaloryfery i nie ma już gazu w domowych kuchenkach. Drastycznie spadły dostawy dla Unii Europejskiej. Austria dostała tylko 10 proc. zakontraktowanej ilości, a Słowacja zdecydowała się nawet wprowadzić stan wyjątkowy w swojej gospodarce.

Nie należy mieć złudzeń, że ograniczenie dostaw dla UE jest tylko przykrą, niezamierzoną konsekwencją sporu Rosji i Ukrainy. Moskwa doskonale wiedziała jakie konsekwencje wywoła ograniczenie, a nawet wstrzymanie tranzytu przez Ukrainę. Chce w ten sposób nie tylko zdyskredytować Kijów jako wiarygodnego partnera biznesowego, ale również wymusić na Europie liczne ustępstwa. Andrzej Kublik szacuje, że Rosjanie chcą odciąć Ukrainę od europejskiego wsparcia, uzyskać dofinansowanie od krajów Europy Zachodniej dla swoich inwestycji (South i North Stream) oraz wymusić na Europie długoterminowe umowy na zakup rosyjskiego gazu. - To kolejny etap budowy gazowego monopolu - podkreśla Kublik.

Podziel się