Trener pobił kibicaWiesław Woźniak jest klubowym prawnikiem Anwilu - m.in. to on składał akt notarialny z powołania spółki akcyjnej stworzonej na bazie Włocławskiego Towarzystwa Koszykówki. Zajmuje się też prawną obsługą drużyny. We wtorek był jednym z czterech członków komisji odwoławczej Polskiego Związku Koszykówki (oprócz niego byli w niej przedstawiciele trzech okręgowych związków), która decydowała w sprawie Saso Filipovskiego, trenera PGE Turów Zgorzelec. Słoweniec kilka tygodni temu zaatakował po przegranym meczu jednego z kibiców AZS Koszalin - złamał mu nos.
Najpierw nałożono na niego karę trzymiesięcznego zawieszenia. Turów się odwołał, ale komisja - z Woźniakiem w składzie - podtrzymała decyzję. Zmniejszyła się jedynie kara finansowa dla Turowa (z 60 do 30 tys. złotych). Filipovski nadal nie może prowadzić drużyny - niemal do końca sezonu.
Anwil to podobnie jak Turów kandydat do walki o medale w tym sezonie. Podtrzymanie kary dla Filipovskiego to dla Turowa cios - niewykluczone są zawirowania kadrowe w Zgorzelcu. Nieoficjalnie mówi się, że klub może zwolnić słoweńskiego trenera, skoro ten nie ma prawa prowadzić drużyny.
Szef PZKosz nie widzi problemu w związku z tym, że prawnik Anwilu decydował w sprawie Filipovskiego. - Nie ma w tym nic kontrowersyjnego, nie doszukujmy się sensacji na siłę - mówi Roman Ludwiczuk, który jest także szefem rady nadzorczej ligi. - Woźniak w komisji zasiada od kilku lat - jej skład ustalono jeszcze przed sprawą Filipovskiego, więc nie ma żadnego konfliktu. To fachowiec, uważam go za człowieka bezstronnego. A że pracuje dla Anwilu? Cóż, trudno - uważa Ludwiczuk.
- Nie mam na razie w tej sprawie nic do powiedzenia, nie komentuję na gorące decyzji. Do końca tygodnia klub wyda oficjalny komunikat - powiedział prezes Turowa Jan Michalski.
Obok kary nałożonej przez PLK sprawę z Koszalina bada miejscowa prokuratura. Dochodzenie jest prowadzone z artykułu kodeksu karnego, mówiącego o spowodowaniu średniego i lekkiego uszczerbku na zdrowiu. Artykuł przewiduje dla sprawcy karę od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.
Jak bronił się Filipovski?