Czy Polska może zostać bez gazu?

Jacek Zawadzki, Gazeta.pl
06.01.2009 , aktualizacja: 06.01.2009 16:56
A A A Drukuj
Budynek Gazpromu w Moskwie Fot. MISHA JAPARIDZE AP Budynek Gazpromu w Moskwie
Przepływ gazu z Ukrainy, w ciągu minionej doby, zmniejszył się z 300 mln m sześc. do ok. 70 mln m sześc. Odbiorcy indywidualni na razie mogą być spokojni. Brakujący gaz z Ukrainy jest uzupełniany przez Białoruś. Problemy na razie może mieć duży przemysł. Większym zagrożeniem jest to, że politycy nie wyciągają wniosków z dotychczasowych kłopotów z dostawą gazu do Polski.
Gaz z Ukrainy nie płynie pełnym strumieniem z powodu konfliktu z Rosją o cenę dostaw i przesyłu. Konflikt naszych wschodnich sąsiadów odbija się czkawką w całym systemie gazociągów w Europie. - Gaz dostarczany przez Ukrainę to jedna piąta całego europejskiego zużycia - przypomina Andrzej Kublik z "Gazety Wyborczej", specjalista w tej dziedzinie. Gdyby dostawy zupełnie ustały, to wszyscy będą mieli poważny problem, bo trudno będzie taki ubytek uzupełnić. Trzeba jednak pamiętać, że państwa Europy Zachodniej mają rozwinięte systemy dywersyfikacji dostaw. Wystarczy wspomnieć niedawno uruchomiony gazociąg z Algierii do Włoch. Tam zagrożenie nie jest tak duże jak w Europie Środkowej.

Magazyny pełne gazu

Roczne zużycie gazu w Polsce wynosi 13,5 mld m sześciennych. - To sytuuje nas w gronie krajów średnio "ugazowionych" - mówi Andrzej Kublik. Krajowe wydobycie pokrywa jedną trzecią zużycia. Reszta pochodzi z importu. Gaz do Polski wpływa w kilku miejscach.

Najwięcej surowca otrzymujemy z Ukrainy, przez przejście w Drozdowiczach. Ok. 2,8 mld m sześciennych wpływa przez gazociąg jamalski. Gaz dociera do Polski również przez inne rury z trenu Białorusi oraz przez przejście w Zgorzelcu na zachodzie kraju. Nie można też zapominać o podziemnych magazynach, w których spoczywa prawie 2 mld m sześc. niebieskiego paliwa.

Do tych rezerw w pierwszej kolejności zdecydowały się sięgnąć Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo i Gaz-System, operator gazociągów przesyłowych w Polsce. To efekt zmniejszenia dostaw przez przejście w Drozdowiczach do minimalnego, technicznie dopuszczalnego, poziomu.

Część dostaw została przeniesiona do gazociągów z Białorusi, a reszta będzie na razie uzupełniania właśnie z podziemnych magazynów. Jak zapewnia polski rząd, zgromadzone zapasy pozwolą na normalne funkcjonowanie systemu przez kilka tygodni. Andrzej Kublik podkreśla jednak, że wiele zależy od pogody.

Gospodarstwa domowe nie ucierpią

Zagrożenie dla odbiorców indywidualnych, tzw. kuchenkowiczów, jest mimo wszystko minimalne. Piotr Woźniak, doradca premiera ds. bezpieczeństwa energetycznego, podkreśla, że odbiorcy indywidualni są chronieni przez przepisy i praktykę. Zgodnie z regulacjami unijnymi ograniczenia w dostawach gazu dla gospodarstw domowych stosuje się w ostateczności.

Jak na razie eksperci są zgodni, że nawet przy ograniczeniu dostaw ze wschodu, własne wydobycie i zapasy pozwolą odbiorcom indywidualnym przetrwać do wiosny, bez ograniczania dostaw. Andrzej Kublik zwraca też uwagę, że zużycie gazu w przemyśle i tak zmniejsza się z powodu kryzysu gospodarczego.

Na razie rząd przyjął rozporządzenie, które pozwala ograniczyć dostawy gazu dla dużych odbiorców przemysłowych (zużywających pow. 417 m sześć. na godz.). Klauzule na wypadek sytuacji awaryjnych są w umowach zawieranych z takimi odbiorcami. Rozporządzenie pozwala jednak ograniczać dostawy bez ryzyka pojawienia się roszczeń o odszkodowania.

Sytuacji nie wolno jednak lekceważyć. Nawet jeśli poziom dotychczasowy poziom dostaw zostanie zapewniony przez gazociągi z Białorusi, to na pewno utrudniona będzie dystrybucja gazu na terenie kraju.

Warto też zwrócić uwagę na kontekst awantury o gaz. Rosja w ostatnim czasie udowodniła, że nie zależy jej na dobrej opinii, ani bezpieczeństwie energetycznym. Wystarczy przypomnieć jak brutalnie obchodziła się z własnymi spółkami paliwowymi i jak traktowała zagranicznych inwestorów, m.in. British Petrol czy Shella, co zakończyło się ostatecznie zakończeniem rosyjskich inwestycji przez te koncerny. Energia jest traktowana przez Rosję jako współczesny oręż w walce o dominację w świecie. Według Andrzeja Kublika w obecnym konflikcie nie chodzi tylko o cenę gazu dla Ukrainy, ale ugruntowanie rosyjskiego monopolu gazowego i promocję rosyjskich rur.

Nie wyciągamy wniosków

W tej sytuacji zatrważające jest to, że polscy politycy niewiele zrobili w sprawie bezpieczeństwa energetycznego kraju od pierwszych poważnych problemów z gazem w 1999 r. Pytany o to na konferencji prasowej premier Waldemar Pawlak chwalił się naszymi osiągnięciami w zakresie magazynowania gazu. W Polsce, każdy, kto chce handlować gazem, musi mieć możliwość jego magazynowania. Takie rozwiązanie krytykowała Unia Europejska, jako poważne ograniczenie w dostępie do rynku. Jednak obecnie magazyny pozwalają nie ograniczać dostaw dla odbiorców gazu w Polsce. Według Pawlaka podobne rozwiązanie powinno być wprowadzone w całej UE.

Polski rząd chwali się również przejrzystością przy zawieraniu długoterminowych kontraktów na dostawy gazy. Według min. Radosława Sikorskiego pozwala to unikać konfliktów.

Jednak rozwiązania, które mogłyby zapewnić Polsce realne bezpieczeństwo energetyczne są w powijakach. W związku z projektem budowy gazoportu w Świnoujściu, który odbierałby dostawy skroplonego gazu, dopiero ogłoszono pierwsze przetargi. Budowa gazociągu do Norwegii jest na etapie rozważań środowiskowych. Z powodów politycznych każdy kolejny rząd ogranicza się tylko do deklaracji o potrzebie zapewnienia Polsce bezpieczeństwa energetycznego przez dywersyfikację dostaw i przystępuję do kolejnych negocjacji krótkoterminowych kontraktów z Gazpromem i spółkami od niego zależnymi na dostawy rosyjskiego gazu.

Podziel się