- Szukasz choroby, znajdziesz przyjaciół - takim hasłem witają twórcy serwisu na stronie głównej. Zapewniają, że służy on: "poznawaniu ludzi, udzielaniu porad, tworzeniu grup".
- Serwis "naszechoroby.pl" jest portalem internetowym służącym zarejestrowanym użytkownikom serwisu do nawiązywania i podtrzymywania kontaktów z innymi użytkownikami poprzez kojarzenie ich na podstawie informacji o schorzeniach - tak ideę powstania strony tłumaczą w regulaminie jej założyciele.
"Nie ma czegoś takiego na rynku" Zapewniają, że serwis może również "umożliwiać wymianę, między użytkownikami, komentarzy i poglądów, korzystanie z informacji i materiałów zamieszczonych w serwisie".
- Nie ma czegoś takiego na rynku i myślę, że warto aby taki portal powstał - tłumaczy jego założyciel, Piotr Mówiński. Jego zdaniem może on pomóc wielu potrzebującym osobom.
Zasady działania nie różnią się w zasadzie od innych, popularnych serwisów społecznościowych. Aby uzyskać dostęp z serwisu potencjalny użytkownik musi się zarejestrować. W tym celu powinien podać swoje dane osobowe. I tu uwaga! Oprócz danych typowych dla podobnych serwisów jak imię, nazwisko czy data urodzenia użytkownik jest zobowiązany do podania grupy krwi, wagi i wzrostu.
Chętny do zarejestrowania się w serwisie nie ma obowiązku przedstawiania się imieniem i nazwiskiem. Podanie danych, jak zaznaczają autorzy regulaminu jest dobrowolne jednak "warunkuje ono zarejestrowanie się w serwisie i korzystanie z niego".
Kto poluje na "dane wrażliwe"? - Każdy zdrowo myślący człowiek powinien najpierw zastanowić czy przekazując komukolwiek informacje na swój temat nie popełnia błędu - mówi Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzecznik Głównego Inspektoratu Ochrony Danych Osobowych. Według niej wymiana doświadczeń między pacjentami nie jest najlepszym sposobem na pozyskanie wiedzy o przebytych chorobach.
- Trzeba się zastanowić, czy na potrzeby takiego portalu warto aż tak odzierać się ze swojej prywatności - przekonuje. Zaznacza, że informacje o przebytych chorobach, czy grupie krwi należą do grupy "danych wrażliwych". Publikując je w internecie użytkownik naraża się na zagrożenia. Informacje mogą być bowiem łakomym kąskiem dla potencjalnych pracodawców lub firm ubezpieczeniowych.
Rzeczniczkę
GIODO niepokoi także zapis w regulaminie według którego administrator może wykorzystywać dane do celów "statystycznych lub marketingowych". - Takie informacje mogą trafić np. do firm farmaceutycznych, które mogą zaoferować pacjentowi swoje usługi - twierdzi.
Balicki: Portal nie wyleczy Zdaniem Piotra Mówińskiego portal może pomóc wielu potrzebującym osobom. Chorzy mogą bowiem wymieniać się doświadczeniami, udzielać sobie porad. Lekarze wątpią jednak w jego medyczną wiarygodność. - Taki portal na pewno nie wyleczy anginy, a jeśli to jest choroba Parkinsona, to lepiej, żeby prowadziła go organizacja pozarządowa - przekonuje Marek Balicki.
Były minister zdrowia ma wątpliwości, czy taki portal może służyć skutecznej pomocy. Zaznacza, że chorób i ich odmian jest o wiele więcej niż potencjalnych użytkowników zarejestrowanych w serwisie. Nie można więc liczyć, że każdy zainteresowany otrzyma wiarygodne informacje o dolegliwości na jaką cierpi.
Założyciel strony odpiera zarzuty, że serwis to forum dla hipochondryków i medyków-amatorów.
- Rzeczywiście jest grupa osób, które wmawiają sobie pewne rzeczy - przyznaje założyciel serwisu. Zaznacza jednak, że ta grupa osób ma wielką wiedzę na temat chorób, z której użytkownicy chętnie czerpią.