Zgodnie z wcześniejszymi oświadczeniami Rosjan od 1 stycznia tłoczenie gazu dla Ukrainy zostało całkowicie wstrzymane. Stało się tak, gdyż
Gazprom nie porozumiał się z ukraińską spółką paliwową Naftohaz w sprawie ceny gazu w bieżącym roku i stawek za jego tranzyt ukraińskimi rurociągami.
- Naftohaz nie chciał zgodzić się na ulgową cenę 250 dolarów za tysiąc metrów sześc. w 2009 r. i w trybie jednostronnym zdecydował o wyjściu z rozmów (z Gazpromem). Nie powrócił do nich po zaproponowanej przez Gazprom cenie 370 dolarów ani po propozycji mówiącej o 418 dolarach - relacjonuje wypowiedź Millera dla dziennikarzy agencja informacyjna Interfax-
Ukraina.
- Miller wyraził nadzieję, że nowa cena - 450 dolarów za tysiąc m sześc. - ustalona jako cena gazu na rynku europejskim (...) skłoni Naftohaz do powrotu do stołu rozmów - czytamy w depeszy agencji.
Gazprom zwraca się do KE Wcześniej w niedzielę rzecznik Gazpromu Siergiej Kuprijanow poinformował, że rosyjski koncern skierował do Komisji Europejskiej pismo, w którym zwrócił się o pomoc w przeprowadzeniu niezależnego monitoringu ilości gazu, przesyłanego przez Ukrainę do państw Unii Europejskiej. Według niego Naftohaz nie dopuszcza obserwatorów Gazpromu do swoich stacji pomiarowych.
Kuprijanow podał, że minionej doby Gazprom wtłoczył do rurociągów na granicy rosyjsko-ukraińskiej 295 mln m. sześc. gazu, do odbiorców europejskich dotarło natomiast tylko 270 mln m. sześc.